Władza w Kościele służy dziś nie dobru ludzi, ale zachowaniu pozycji, obronie statusu i zastanej formy życia – pisze Dominika Kozłowska, redaktorka naczelna „Znaku”.

Tematem najnowszego numeru miesięcznika „Znak” jest kryzys Kościoła i pytanie, czy jest w nim jeszcze obecny Jezus. O tym, jak głęboki jest kryzys, pisze Dominika Kozłowska, doktor filozofii i naczelna pisma, w tekście „Zabijanie Boga”.

Publicystka przywołuje słynne zdanie Nietzschego „Bóg jest martwy” i konstatuje: „Jestem przekonana, że obecnie do uśmiercania Boga znacznie bardziej przyczynia się postępowanie ludzi Kościoła, jego urzędowych reprezentantów, obdarzonych władzą, politycznymi wpływami i społecznym znaczeniem, niż ateistyczna krytyka religii i działania jakichkolwiek wrogów chrześcijaństwa”.

Zwraca uwagę, że „ludzi, którzy odchodzą dziś z Kościoła, często odpycha nie tyle samo chrześcijaństwo i osoba Jezusa, ile sposób myślenia, mówienia i działania przedstawicieli instytucji”.

Kościół dodatkowo – zauważa naczelna „Znaku” – „choć znajduje się dziś w kryzysie zagrażającym jego dalszej misji, nie wykazuje woli prawdziwej reformy”, zaś ci, którzy odchodzą, „zabierają ze sobą wiarę, a przynajmniej metafizyczny głód i duchowe poszukiwania, jak coś, co trzeba ochronić, ponieważ świątynie przestały już być bezpiecznymi przestrzeniami spotkania z Bogiem”.

„Podział na tych, którzy odchodzą, i na tych, którzy pozostają w Kościele, przebiega nie tylko w społeczeństwie, lecz również we wnętrzu wielu z nas, ludzi, którzy czują się chrześcijanami i jakąś częścią siebie nadal są wierni kościelnej wspólnocie. Również i te osoby zmagają się na co dzień z pytaniem, jak długo można pozwalać się ranić. Jak długo można się godzić na zło i kłamstwo osób sprawujących w Kościele władzę?” – pisze Kozłowska.

Znak nr 786 11/2020

Jak podkreśla, „władza w Kościele służy dziś nie dobru ludzi, ale zachowaniu pozycji, obronie statusu i zastanej formy życia. (…) To jedyne wyjaśnienie, które pozwala mi zrozumieć, dlaczego Kościół nadal trzyma się sztywnej, centralistycznej i absolutystycznej formy organizacji, która już od dawna nie przystaje do współczesnego świata. Ta przednowoczesna struktura, mimo prób jej reformowania, trwa w najlepsze, a wszystkie poważne dyskusje o jej radykalnej zmianie toczą się dziś poza gremiami, które mogłyby mieć rzeczywisty wpływ na jej reformę. Przedstawianie obecnej organizacji Kościoła, a szczególnie tych jej elementów, które sprzyjają tuszowaniu nadużyć i wikłaniu religii w politykę ze względu na rzekomą wolę Jezusa, oznacza dla mnie oszukiwanie ludzi”.

„Rośnie przepaść między Kościołem i religią w ich instytucjonalnych formach a potrzebami ludzi” – alarmuje filozofka. „Kościół w Polsce nie broni już praw człowieka i wartości europejskiej cywilizacji. Nie wytwarza wartości, które mogłyby w pozytywny sposób kształtować życie jednostkowe i społeczne. Niewiele ma do powiedzenia na temat egzystencjalnych pytań, z którymi zmagają się dziś ludzie, sensu życia i cywilizacyjnych wyzwań: łamania praw człowieka, nierówności społecznych, zmian klimatycznych konsumpcjonizmu i utowarowienia rozmaitych obszarów ludzkiego życia. Zamiast tego broni swej pozycji i sięga po wsparcie ze strony władzy świeckiej” – dodaje.

„Być może rację mają ci teologowie, którzy w XX wieku postulowali moratorium na używanie słowa «Bóg» ze względu na ogrom nikczemności, jakich dopuszczono się w Jego imię w minionych wiekach. Być może dziś powinniśmy ogłosić moratorium na używanie terminu «Kościół », dopóki nie oczyścimy go ze znaczeń związanych z przemocą, przestępstwami i nadużyciami władzy?” – pyta Kozłowska.

DJ