Utożsamianie norm moralnych z prawnymi ma najczęściej miejsce w krajach, gdzie rządzi fundamentalizm religijny – pisze o. Nikodem Zbigniew Brzózy OP.

Tekst „Kultura życia czy system represji?” o. Brzózy – filozofa, etyka, teologa i duszpasterza grupy osób z niepełnosprawnościami – ukazał się 31 października na portalu Onet. To komentarz do protestów, które wybuchły w Polsce po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji.

Dominikanin nie uważa, aby „jakikolwiek defekt płodu upoważniał moralnie do przerwania ciąży”, przerażają go też postulaty aborcji na życzenie oraz wulgarność haseł protestujących. „Czy zatem z zadowoleniem przyjąłem wyrok Trybunału Konstytucyjnego dotyczący przerwania ciąży w przypadku poważnych wad płodu? Otóż nie, ponieważ ogromna część społeczeństwa uważa, że to co się stało, dokonało się ponad głowami obywateli” – pisze.

Jak przypomina etyk, „stanowienie prawa wymaga kompromisu i społecznego przyzwolenia. Bez tego obrona życia jest kontr-produktywna”, zaś orzeczenie Trybunału stało się „pyrrusowym zwycięstwem”, które przyniosło „szaleńcze skutki”.

Jego zdaniem młodzi pikietują dziś także pod siedzibami biskupów i kościołami, bo uznali, że instytucja Kościoła „nachalnie wtrąca się w życie publiczne”. „Nie jest prawdą, że na ulice wyszły jedynie rozszalałe aborcjonistki i młodzież przesiąknięta nihilizmem. Ponad połowie społeczeństwa na tyle się to wszystko nie podoba, że naprawdę jest ona bardzo, ale to bardzo zła. Od jakiegoś czasu narasta w nim przeświadczenie, że odbiera się mu podmiotowość, że się nim manipuluje siermiężnie i nachalnie. Młodzi mają dość Kościoła, który poucza i gromi innych, a sam żyje w hipokryzji, ukrywając nie tylko słabości, ale i przestępstwa” – zaznacza zakonnik, przyznając, że zarzuty protestujących wobec kościelnej hierarchii w żadnym wypadku nie są „wyssane z palca”.

Jak podkreśla o. Brzózy, „wspieranie kultury życia, o której tyle mówił Jan Paweł II, nie polega na rozszerzaniu sankcji karnych i to jeszcze bez wystarczającego poszanowania procedur legislacyjnych. Taki prezent w 100-lecie jego urodzin to zatruty podarunek!”. Kościół natomiast „powołany jest do tego, aby wspierać dialog obywatelski bez szukania aliansów politycznych. Ewangelia bowiem opiera się na pozyskiwaniu ludzkich sumień, a nie na ich zawłaszczaniu”.

„Polityka i prawo są obszarami, gdzie negocjacje, ustępstwa i kompromis są czymś koniecznym. Benedykt XVI powiedział nawet, że bezkompromisowość jest niemoralna. Brak kompromisu między ludźmi prowadzi do jeszcze większego zła niż sam kompromis, który z definicji zakłada utratę jakiegoś dobra z obawy przed utratą jeszcze większego. Od strony pozytywnej można zaś powiedzieć, że kompromis jest cząstkową formą realizacji dobra wspólnego” – zaznacza dominikanin. Jak przypomina, „normy prawne wynikają z moralnych, ale te nie są ich klonami”, zaś „utożsamianie norm moralnych z prawnymi ma najczęściej miejsce w krajach, gdzie rządzi fundamentalizm religijny”.

„Im bardziej ciąża i dobro matki znajdują się w dramatycznym konflikcie moralnym, tym bardziej matka powinna móc sama zdecydować o urodzeniu dziecka. Trzeba jednocześnie z naciskiem podkreślić, że płód jest niewinną istotą ludzką, której życie należy ze wszystkich sił ratować” – pisze etyk.

Jak zwraca uwagę, „ludzie, którzy bronią życia, zbyt często ciężar tej obrony kładą na ramiona samotnych kobiet”. „Co zrobiliśmy w Kościele przez lata obowiązywania aktualnej ustawy? Jaką pomoc materialną, psychologiczną, duchową, opiekuńczą otrzymują ciężko upośledzone dzieci?” – pyta zakonnik. „Dane pokazują, że jesteśmy jednym z najmniej wielkodusznych społeczeństw. Za to mamy najwięcej roszczeń. Nic nie robiąc, żądamy sankcji karnych. Czy jesteśmy naprawdę obrońcami życia, czy budujemy cywilizację miłości? Daleka droga! Musimy się zmienić. Nie dokona się to jedynie poprzez zmianę prawa. To ludzki duch zmienia prawo, a nie prawo ludzkiego ducha. Brakuje nam solidarności” – dodaje.

Co można teraz zrobić? „Apelujmy, aby rząd nie publikował orzeczenia Trybunału, na które nie ma przyzwolenia obywateli i które grozi poważnymi konsekwencjami społecznymi i wojną domową. (…) W społeczeństwie pluralistycznym nie ma jednego źródła moralności, przypomina to Preambuła Konstytucji. Jako społeczeństwo jesteśmy podzieleni. Zatem szanujmy swoje racje. Nie potępiajmy się wzajemnie” – podkreśla o. Brzózy.

Przeczytaj także:
Świat zobaczył fałsz Kościoła. Nasz fałsz