Czy naprawdę żaden z biskupów nie potrafi powiedzieć: „Nie potrzebujemy policyjnych samochodów pod drzwiami naszych mieszkań i kościołów”?

Ostrów Tumski we Wrocławiu to jedno z moich ulubionych miejsc, w których bywam często, o różnych porach dnia i nocy. Zwykle wygląda pięknie – w słońcu, we mgle, w blasku gazowych latarni. Dziś w nocy wyglądał smutno i przerażająco.

Pusto. Przez pół godziny przeszły może 3-4 osoby. Za to przed katedrą, przed pałacem arcybiskupim, przy Moście Tumskim, przy kolegiacie Świętego Krzyża, po drugiej stronie mostu, przy kościele NMP na Piasku, za katedrą, na Świętokrzyskiej – wszędzie policja na niebieskich światłach. Do tego trzy policyjne „suki”, też na niebiesko jeżdżące tam i z powrotem… Co prawda, wiadomo, że demonstracje omijają już kościoły – po mądrej decyzji organizatorek, żeby dodatkowo nie eskalować napięcia – ale policja ochoczo strzeże kościelnych budynków i biskupich rezydencji.

Tylko komu to służy? Czy Kościół w Polsce zaszedł już tak daleko, że potrzebuje policyjnej ochrony? Jeśli tak, to sam nie jest potrzebny. Takie obrazki znam ze zdjęć, na których milicyjne samochody ochraniały komitety PZPR i budynki komunistycznego rządu…

Miękki adamaszek kościelnej nowomowy

Ostatnie komunikaty biskupów pokazały, że polski episkopat stracił kontakt z rzeczywistością oraz dużą częścią (jakoby w ponad 90 proc. katolickiego) społeczeństwa. Czy zaszedł już tak daleko, że żaden z biskupów – nawet mając doktorat z socjologii, a więc szerokie horyzonty, narzędzia poznawcze i analityczne, a wreszcie „oprzyrządowanie” komunikacyjne – nie potrafi łagodnie i ewangelicznie, ale jednak jasno, wprost i bez owijania w miękki adamaszek kościelnej nowomowy powiedzieć takich paru zdań?

– Nie życzymy sobie partyjnego pospolitego ruszenia do „obrony” kościołów!

– Nie życzymy sobie młodzieżowych bojówek, wyznających poglądy sprzeczne z Ewangelią, często rasistowskie i gloryfikujące przemoc, przed drzwiami kościołów!

– Nie potrzebujemy kolumn policyjnych samochodów pod drzwiami naszych mieszkań i kościołów!

– Jesteśmy dla ludzi i będziemy rozmawiać z każdy, nawet za cenę pomazanych murów, niemiłych haseł i setek wieszaków na płocie rezydencji czy drzwiach katedry…

To byłyby słowa biskupa – pasterza Kościoła Jezusa Chrystusa – a nie urzędnika zblatowanego z państwem, zastrachanego o publiczne pieniądze i dotacje (skoro jeden minister grozi odebraniem „kasy” uczelniom, to przecież inny może zabrać też niepokornej diecezji), przemykającego za szybą limuzyny na konferencję podobnych sobie funkcjonariuszy, po której prawdomówny rzecznik tego gremium zapewnia, że 81 przytulonych do siebie udami i ramionami starszych panów siedzi i stoi w przepisowej odległości dwóch metrów od siebie.

Czy tak trudno inaczej?

Wyobraźmy sobie (tak, była kiedyś taka poezja śpiewana: „miałem cudowny sen…”) zamiast policyjnej obstawy, wyjących syren, migających kogutów, taką oto scenę.

Przed biskupim pałacem demonstruje 100-200 młodych ludzi. Krzyczą, wieszają hasła, przez bramę, na brukowany dziedziniec wrzucają wieszaki, kartony z napisami. Nagle otwierają się drzwi pałacu. Wychodzi (arcy)biskup. Ma w ręku mikrofon. Kapelan niesie pielgrzymkowy głośnik. Biskup zaczyna mówić. Spokojnie. Rzeczowo. Życzliwie.

Na początku go przekrzykują. Po 5, 10, 15 minutach zaczynają słuchać, choć nadal nie są grzeczni, są wulgarni, odkrzykują. Biskup mówi tak: „Słuchajcie, tak się nie da rozmawiać. Tu jest trochę miejsca, ksiądz kapelan otworzy furtkę, zapraszam 20, 30, 40 z Was. Tu usiądziemy, macie drugi mikrofon, żeby wszyscy za płotem tez nas słyszeli. Siostra zaraz wyniesie kocioł herbaty. Chodźcie!”.

Nie wiem, czy ktoś by kogoś przekonał. Nie wiem, czy byłoby miło. Nie wiem nawet, czy by weszli. Ale wiem, że wielu z nich zobaczyłoby inny Kościół. Zobaczyłoby człowieka – (arcy)biskupa – który wierzy w Jezusa, a nie w „złote, a skromne”.

I być może przynajmniej niektórzy z tych na ulicy wróciliby do tego Kościoła, choć na chwilę, na moment zadumy – a może chociaż jedno z nich na zawsze. I choćby po to warto byłoby w ten sposób wyjść przed pałac.

Bo do kościoła oddzielonego od ludzi policyjną „suką” nikt z tych demonstrantów nie wróci, a wielu od niego odejdzie.