Jesteśmy świadkami ważnego zrywu. To naturalna, zdrowa reakcja wobec tego, co się dzieje w naszej polityce, sądownictwie, ale też w kościele. Potrzeba nam tego. Król jest nagi. Powiedzmy to głośno – mówi dominikanin o. Marcin Mogielski w rozmowie z „Newsweekiem”.

– Nie da się prowadzić ewangelizacji przez policję. Tak Chrystus nie działa – mówił w ubiegłą niedzielę w kościele św. Wojciecha we Wrocławiu o. Marcin Mogielski, dominikanin. – Biada nam, jeśli zapomnimy o miłości. Biada nam, bo w imię Boga potrafimy czynić złe rzeczy i cieszyć się ze złych rzeczy. Czy człowiek, każdy bez wyjątku, w polskim Kościele czuje się kochany? Przez hierarchię i również przez każdego z nas? – pytał.

W opublikowanej dziś na łamach Newsweek.pl rozmowie Artura Nowaka o. Mogielski zapewnia, że wrocławscy dominikanie mają „wiele zrozumienia” dla protestujących po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. „Niestety, to jest bunt przeciwko instytucji, której jesteśmy częścią. Bierzemy więc za to odpowiedzialność” – dodaje. Mówi też, że pod ich klasztorem ustawiła się „warta”, ale zakonnicy poprosili strażników, by odeszli, bo „to prowokuje ludzi”.

Komentując bezpośrednio orzeczenie Trybunału, zaznacza: „Naruszono pewien kompromis związany z dopuszczalnością aborcji, który ma już trzydzieści lat. Mimo jego mankamentów, które podnoszą wszyscy zainteresowani, był on jednak pewną umową społeczną. Jego naruszenie spowodowało rozbudzenie emocji. Wahadło się rozbujało. Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. Naruszono czyjąś intymność, prywatność – ktoś chce decydować za kobiety, które znalazły się w bardzo trudnej sytuacji. Nie ma na to mojej zgody. My chrześcijanie, którzy chcemy chronić naszych wartości, nie możemy ich narzucać”.

Jak podkreśla dominikanin, Kościół musi przede wszystkim „pomagać matkom z dziećmi niepełnosprawnymi, być przy nich, sprawić by poczuły się kochane – ich dzieci i one same”, zaś „dekretowanie światopoglądu źle się skończy dla wszystkich, zwłaszcza dla Kościoła”. „Nie wolno nakładać na ludzi ciężarów nie do uniesienia, wchodzić w ich życie osobiste, kiedy nas to nie dotyczy” – tłumaczy.

O. Mogielski – który kilkanaście lat temu nagłośnił przypadki wykorzystywania seksualnego małoletnich przez księdza w Szczecinie i bronił skrzywdzonych przez niego – zwraca uwagę, że „jako instytucja kościelna chcemy zajmować się cudzymi ogródkami, a w swoim mamy wielki bałagan. Gdzie tu jest ta troska o życie poczęte, które niekoniecznie ma dwa czy trzy tygodnie ale może ma dwanaście, piętnaście lat? Czemu nasza troska o życie poczęte nie dotyczy poczętych ofiar księży pedofilów? To są też dzieci Boże”.

Zakonnik przyznaje, że obecna sytuacja jest dla Kościoła wyzwaniem. „Nie ma sensu dolewania oliwy do ognia. Musimy się uderzyć w piersi i zobaczyć błędy. Ludzie zostali pozostawieni przez nas i mają prawo czuć się oburzeni. Jeżeli będziemy ich oskarżać, że to jest jakieś pogańskie pokolenie Netflixa, kurewki, które wyszły na ulicę, to ta spirala będzie się jeszcze bardziej nakręcać i za chwile nie będzie już mowy o jakimkolwiek dialogu” – przestrzega.

„Wierzę w młodych. Potrzebujemy wstrząsu. Burza przychodzi, kiedy nie da się oddychać. Po burzy oczyszcza się powietrze. Jesteśmy świadkami ważnego zrywu. To naturalna, zdrowa reakcja wobec tego, co się dzieje w naszej polityce, sądownictwie, ale też w kościele. Potrzeba nam tego. Król jest nagi. Powiedzmy to głośno” – mówi dominikanin.

Odnosząc się do wczorajszego oświadczenia Jarosława Kaczyńskiego, który nazwał protestujących nihilistami i wezwał do obrony Polski i kościołów za „wszelką cenę”, o. Mogielski stwierdza: „To pocałunek śmierci dla Kościoła, bo Kościół jest powszechny, a nie partyjny”.

Przeczytaj także: Trzeba zerwać konkubinat państwowo-kościelny

DJ