Poezja Anny Piwkowskiej przypomina czułą maszynerię rejestrującą drgania planety. Igła sejsmografu raz kreśli wzory, innymi razy wypada z ustalonych torów i wówczas zdaje się, że notuje jedynie przypadkowość i chaos, zwiastując wstrząsy.

„Między” – to na pozór niewinne słowo, samo w sobie pozbawione mocy konkretnego przekazu, spędza sen z powiek największym myślicielom. Co dzieje się w tej domagającej się swoich krańców dziedzinie, pozostaje bowiem często niedotykalną tajemnicą. Między ludźmi, między punktami historii, między starym a nowym, czyli właściwie gdzie? Jak ująć w słowa moment przemiany, zrozumieć to, co ziszcza się w czasie ograniczonym dwiema klamrami niebytu: „jeszcze nie” i „już nie”?

W tomie „Między monsunami” Anna Piwkowska nie tyle zmaga się z tymi pytaniami, co przeżywa odpowiedzi, zdając relację z ich wnętrza. Jeszcze lepiej byłoby powiedzieć: żyje w nich, zapisując tyle, ile potrafi dostrzec. Nie chodzi bowiem o dążenie do potwierdzenia wyspekulowanych tez, lecz o szczere poszukiwanie łączności ze światem, którego historia pisze się równolegle z tymi wierszami. Ze światem, jak ten z wiersza „Talizman”:

Gdzie ziemia urodzajna, żyzna, tam gdzie się pasły stada owiec?
Dziewczynka z twarzą jak talizman z nadzieją czeka na odpowiedź.
Przez góry śmieci, chore dzieci, przez zrujnowaną miłość, wiarę,
codziennie łamiąc w sobie sprzeciw, Abraham składa swą ofiarę.
Lecz ciągle nie dość Izaaków, obdarci biegną uliczkami,
podobni do bezdomnych psiaków, mrą od powietrza, zasypani
w ruinach domów, dziś, codziennie, od ognia, głodu, bezimiennie.
Grad, pomór bydła, zamiast wody rdzawa krew sączy się i plami
bielutkie suknie, a ogrody, gdzie wiatr kołysze szuwarami
wydają się być snem, lecz może ktoś w ten sen wejrzy, w ten sen zstąpi,
w dziecięcy sen – i wtedy morze, czerwone morze się rozstąpi?

W czasie ciszy, wierząc w przychylność losu, staramy się zbudować kruchy, ludzki ład. A przecież owo spokojne „między” ma również swój cień. Żyć „między monsunami” znaczy przede wszystkim żyć wśród burz, które mijają i nadchodzą (nadchodzą i mijają?). Nie wiemy, kiedy otworzy się kolejna nawałnica, ale towarzyszyć nam musi gorzka pewność, że kiedyś to nastąpi. Tom ten zdaje się cierpliwym – choć dojrzewającym pod znakiem uporczywej niezgody – oswajaniem owej trudnej prawdy.

Fragment tekstu, który ukazał się w kwartalniku „Więź”, jesień 2020

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie wiez_jesien_2020-mockup-208x300.png

Kup tutaj