Roztropność broni nas przed fanatyzmem i ratuje wspólnotę. I właśnie roztropności zabrakło tym, którzy na nowo podpalili w Polsce stos sporu o aborcję.

Nastał czas emocji, radykalizacji przekonań i języka. Na nowo wybuchł spór o prawną regulację problemu aborcji.

Dla chrześcijan, szczególnie katolików, uznających konieczność szanowania życia ludzkiego „od poczęcia do naturalnej śmierci”, jego prawna ochrona – i to w jak najszerszym wymiarze – jest naturalnym postulatem. Katolicy mają prawo do zorganizowanego działania w sferze publicznej, m.in. do zgłaszania i promowania swoich inicjatyw broniących prawa do życia. Oczywiście w każdym okresie jego trwania po równi.

Ważne, żeby te postulaty wynikały nie tylko z doktrynalnych zasad religijnych, ale miały również wymiar ogólnoludzki. Wierzymy przecież, że ochrona ludzkiego życia ma ponadkonfesyjny charakter, że wyraża najbardziej podstawowe prawo osoby ludzkiej – prawo do życia. Niestety nie potrafimy do tego przekonać tych, którzy zaprzeczają człowieczeństwu „płodów”, „embrionów”, czy „organizmów”, mamy skłonność poddawać ich językowemu linczowi, nazywając: „mordercami”, „zabójcami”, „cywilizacją śmierci”.

Czy roztropny chrześcijanin powinien zakładać, że uda mu się (bez względu na cenę) uformować życie coraz bardziej pluralistycznych społeczeństw całkowicie wedle swoich reguł i norm?

Działania w pluralistycznej rzeczywistości społecznej, nawet jeśli głęboko wierzymy w ich moralną słuszność, wymagają również roztropności. Ta kardynalna cnota chrześcijańska „uzdalnia rozum praktyczny do rozeznawania w każdej okoliczności naszego prawdziwego dobra i do wyboru właściwych środków do jego pełnienia” (KKK 1806). Roztropność pozwala człowiekowi zachować zdrowy osąd, rozsądzić skomplikowaną naturę podziału na to, co dobre i to, co złe. To właśnie ta cnota broni nas przed fanatyzmem i instrumentalnym wykorzystywaniem słusznych, zdawałoby się, zasad i inicjatyw, ratuje wspólnotę. Właśnie cnoty roztropności zabrakło dziś tym, którzy na nowo podpalili w Polsce stos sporu o aborcję.

Zapewne nie ma dobrej chwili na podnoszenie tej kwestii, dziś jednak jest to moment wyjątkowo nieszczęśliwy. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego budzi gniew i lęk dużej części społeczeństwa, a zatem skłania do protestów w czasie pandemii, stanowiących zagrożenie dla zdrowia i życia tych, którzy w nich uczestniczą. Czyż nie jest przejawem co najmniej nieroztropności, próba ochrony życia jednych kosztem życia drugich?

Obrona życia jest nade wszystko problemem moralnym, ale ma ona konsekwencje również w sferze prawnej, politycznej, społecznej itd. Pragnąc bronić życia poprzez regulacje prawne, musimy mieć świadomość, że wkraczamy w przestrzeń polityki, debaty publicznej i wolności wyrażania przekonań. Roztropność wymaga od człowieka wierzącego przeprowadzenia osądu, czy jego działania nie są przedmiotem politycznych manipulacji, czy jego szczere zaangażowanie dla dobra i prawdy nie jest wykorzystywana do podsycania ognia wojny kulturowej, która niczego nie buduje, a wszystko niszczy.

Czy roztropny chrześcijanin powinien zakładać, że uda mu się (bez względu na cenę) uformować życie publiczne i prywatne coraz bardziej pluralistycznych społeczeństw całkowicie wedle swoich reguł i norm? Czy zatem działania, które sprowokowały dramat, rozgrywający się dziś na ulicach naszych miast w przestrzeni naszych świątyń, ale ponad wszystko w sumieniach wielu ludzi dalekich od fanatyzmu i zacietrzewienia, nie jest występkiem przeciw cnocie roztropności?

Nie ma nic gorszego niż konflikt, w którym splatają się emocje polityczne z religijnymi

Warto w tym kontekście zapytać biskupów, pasterzy Kościoła: czy jednoznaczna, wręcz entuzjastycznie pozytywna reakcja na wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie jest właśnie takim występkiem? KKK 1806 mówi: „Roztropność kieruje bezpośrednio sądem sumienia. Człowiek roztropny decyduje o swoim postępowaniu i porządkuje je, kierując się tym sądem. Dzięki tej cnocie bezbłędnie stosujemy zasady moralne do poszczególnych przypadków i przezwyciężamy wątpliwości odnośnie do dobra, które należy czynić, i zła, którego należy unikać”.

Czy jest dobrem we wszelkich wymiarach działanie tak wyraźnie uwikłane w logikę politycznych kalkulacji, prowokujące gwałtowny radykalizm po obu stronach kulturowego starcia? Obawiam się, że wydarzenia ostatnich dni zadają ostateczny cios jedności naszego społeczeństwa. Nie ma nic groźniejszego dla społecznego ładu i harmonii, niż konflikt, w którym splatają się emocje polityczne z religijnymi (pouczający jest przykład Hiszpanii z lat 30. XX w.). Stanie przy wartościach bez cnoty roztropności jest zgubne dla tych resztek spójności, które nam jeszcze pozostały.