Do żadnej prawdy nie dojdziemy, jeśli będziemy unikać konfliktu i zderzenia odmiennych widzeń. Musimy sami umieć korzystać z prawa do mówienia własnym głosem, ale jednocześnie godzić się na to, że inni mają te same prawa – mówi Bogdan Białek w wywiadzie dla Culture.

Rozmowa Michała Dąbrowskiego z Bogdanem Białkiem, prezesem Stowarzyszenia im. Jana Karskiego oraz Instytutu Kultury Spotkania i Dialogu w Kielcach, bohaterem dokumentu „Przy Planty 7/9”, ukazała się 21 października na stronie Culture.pl. Dotyczy m.in. pamięci i tego, jak radzić sobie z różnorodnością.

Jak wspomina Białek, w dzieciństwie w jego domu i „w najbliższej jego okolicy mieszkali przedstawiciele wszystkich grup narodowych tworzących społeczność białostocką”. „Być może ze środowiska, w którym wzrastałem, wzięła się moja nadmierna ufność do ludzi, granicząca z naiwnością. Nie nabyłem umiejętność rozróżniania dobrych i złych” – przyznaje. „Kiedy już poszedłem do szkoły i dowiedziałem się od swoich rówieśników, że z niektórymi dziećmi nie powinienem się bawić, bo to są Żydzi, to robiłem wielkie oczy ze zdziwienia. Dlaczego miałbym się z nimi nie bawić? Bo są Żydami? Dla mnie to było słowo bez żadnego desygnatu, niczym nie obciążone, znaczące tyle samo co Ukrainiec, Białorusin, Polak, Cygan” – dodaje.

Społecznik zaznacza też, że pytanie „kim jestem?” pozostaje dla niego fundamentalne. „Niepokój towarzyszący temu pytaniu jest ze mną od dawna. Zadawałem sobie to pytanie, bo w moim domu nie rozmawiało się o przodkach. Ja musiałem te urywki pamięci rodzinnej zbierać, przypominać sobie rozmowy z babcią, ale i tak wiem bardzo niewiele” – mówi. I wyznaje: „Gdy byłem dzieckiem, długo wydawało mi się, że wszyscy przeżywają świat podobnie, że to, co mi smakuje, smakuje też innym. Dla mnie, dla tego samotnego i opuszczonego dziecka, odkrycie, że ludzie różnie postrzegają różne rzeczy było przełomem kopernikańskim”.

„Co poradziłby pan mieszkańcom miejsc, które nie skonfrontowały się ze swoją trudną przeszłością?” – pyta Dąbrowski. „Jestem przywiązany do takiego zdania: teraźniejszość jest zawsze ta sama, tylko przeszłość stale się zmienia. Aktualność, to, co jest teraz, nadaje kształt naszej pamięci” – odpowiada Białek.

Dodaje: „Spójrzmy na Hajnówkę. Protest przeciwko zwolennikom «Burego» jest stosunkowo słaby, a w samych protestach uczestniczy więcej ludzi spoza Hajnówki, przyjeżdżają ludzie z Białegostoku czy z Warszawy. Ci, których ta pamięć mogłaby boleć, nie występują przeciwko tym marszom, np. burmistrz miasta. W tym znaczeniu mówię, że ta teraźniejszość wpływa na przeszłość. Do żadnej prawdy nie dojdziemy, jeśli będziemy unikać konfliktu i zderzenia odmiennych widzeń. Musimy sami umieć korzystać z prawa do mówienia własnym głosem, ale jednocześnie godzić się na to, że inni mają te same prawa. Ta polifonia jest prawdziwa i konflikt jest twórczy pod jednym warunkiem: że wypowiedzenie swojej prawdy swoim głosem wiąże się z wysłuchaniem tego drugiego głosu. Takie «cicho-cicho», «nie eskalujmy» niczego nie rozwiąże. Rozmawiajmy”.

Zdaniem prezesa Stowarzyszenia im. Jana Karskiego „zanika w nas, w ludziach, w obywatelach tego państwa zdolność do wypowiadania tego, co naprawdę myślimy, co naprawdę czujemy, czego naprawdę chcemy. Zanika równocześnie gotowość do wsłuchania się w inne głosy”. „Kultura spotkania i kultura dialogu nie prowadzi do tego, że ujednolicimy wzajemnie swoje stanowiska. Nie chodzi o to, żeby pan myślał tak samo jak ja. Chodzi o to, żebyśmy potrafili wzajemnie streścić swoje prawdy” – tłumaczy.

DJ