Gdy tylko uświadomimy sobie niepokojące objawy, należy zamknąć się w domu i, wyprzedzając system, poinformować o sytuacji wszystkie spotkane ostatnio osoby.

Parafrazując Mieczysława Fogga: „A to się zwykle tak zaczyna / Sam nawet nie wiesz jak i gdzie / Po prostu wzięła cię zaraza / A potem jest już z tobą źle”.

Stało się. Pierwszy, na szczęście prawie bezobjawowy, przypadek koronawirusa w domu. Problem jest duży, przy czym dla niektórych jest większy. Bez miłosierdzia w trzech aktach może być po prostu ciężko.

Po pierwsze, autoizolacja

Poleganie na systemie opartym na lekarzu podstawowej opieki zdrowotnej, laboratoriach i sanepidzie jest niestety naiwne. Od chwili zaobserwowania u siebie pierwszych (nie zawsze oczywistych) objawów do otrzymania wyniku testu mija pięć-siedem dni. Tyle w sumie trwają uświadamianie sobie objawów, próba skontaktowania się z lekarzem, wykonanie testu i oczekiwanie na jego wynik. 

Do tego jeszcze należy doliczyć czas, jakiego sanepid potrzebuje na skontaktowanie się ze wszystkimi osobami, z którymi mieliśmy kontakt. W skali kraju oznacza to wykonanie telefonu do kilkudziesięciu tysięcy osób. Codziennie. Przy czym i tak z większością z nich sanepid skontaktuje się stanowczo za późno – w drugim tygodniu od naszych pierwszych objawów.

Od nas zależy, czy – nie czekając na prośbę od naszego przyjaciela lub członka rodziny – wyjdziemy mu naprzeciw z ofertą pomocy

Jedynym rozwiązaniem jest więc autoizolacja. W momencie uświadomienia sobie niepokojących objawów należy – w trosce o innych – zamknąć się w domu i, wyprzedzając system, poinformować o swoich obawach wszystkie osoby, z którymi miało się w ostatnim tygodniu kontakt. W ten sposób dajemy im możliwość wcześniejszej autoizolacji. Innej możliwości przerwania transmisji wirusa po prostu nie ma.

Po drugie, samopomoc

Ciężkie objawy choroby dotykają, na szczęście, kilku procent zarażonych. Problemy z organizacją logistyki kwarantanny dotyczą natomiast wszystkich. Podstawowym wyzwaniem w tym zakresie są przede wszystkim zakupy i wynoszenie śmieci. 

Również i tutaj wszystko jest w naszych rękach. To od nas zależy, czy – nie czekając na prośbę od naszego przyjaciela lub członka rodziny – wyjdziemy mu naprzeciw z ofertą pomocy. Otwartość z tym związana potrafi naprawdę zdjąć kamień z serca. 

My osobiście w ciągu pierwszej godziny od poinformowania znajomych dostaliśmy trzy oferty pomocy w zakupach. Zakładamy, że gdy skończymy kwarantannę, nie zabraknie nam osób, którym będziemy mogli złożyć podobną propozycję. 

Po trzecie, krwiodawstwo

Obecnie prawdopodobnie najskuteczniejszą metodą leczenia jest terapia osoczem. Tylko że nikt niestety krwi za nas nie odda. Jeżeli wyzdrowieliśmy i nie mamy przeciwskazań do krwiodawstwa, to po prostu trzeba iść, oddać krew i w ten sposób uratować czyjeś życie. 

Nieważne, czy oddaje się krew regularnie, sporadycznie, czy nie robiło się tego jeszcze nigdy w życiu. Nieważne, czy wśród naszych znajomych nie ma jeszcze żadnej zarażonej osoby, czy może leczy się na to połowa naszej rodziny. Jeżeli mamy możliwość, to po prostu to robimy. 

Krew od osób, które wyzdrowiały po przechorowaniu COVID-19 lub przebyły bezobjawowe zakażenie wirusem, jest naprawdę potrzebna. Niezbędne informacje można znaleźć tutaj.

*

Zamiast podsumowania, skończę tak jak zacząłem – parafrazując Mieczysława Fogga: „A to się zwykle tak zaczyna / I trwa przez jeszcze kilka dni / W końcu zdrowiejesz, zapominasz / I to jest życie. C’est la vie”. 

Prosto, rygorystycznie, solidarnie. 16 zaleceń, jak chronić siebie i bliskich