To argument nie tylko głupi, ale także błędny teologicznie.

Niewiele jest argumentów, które irytują mnie bardziej, niż powtarzane w kółko stwierdzenie, że biskup nie powinien informować policji o przestępstwach seksualnych podległych sobie księży, bo to tak, jakbym ja informował o przestępstwach swojego dziecka organy ścigania. To argument nie tylko głupi, ale także błędny teologicznie.

Po pierwsze ojcem (a warto mieć świadomość analogiczności zastosowania tego pojęcia) jest biskup nie tylko dla swoich księży, ale także dla wiernych. Księża nie są jego dziećmi bardziej, niż inni.

Po drugie – tak się składa, że ojciec MUSI troszczyć się nie tylko o te swoje dzieci, do których jest mu bliżej, ale o wszystkie.

Wyrazem troski o przestępcę seksualnego jest ujawnienie go, skazanie i wydalenie ze stanu duchownego

Po trzecie ojcostwo oznacza szczególną troskę o dzieci najsłabsze, bezbronne, te skrzywdzone.

Po czwarte wyrazem troski o przestępcę seksualnego jest ujawnienie go, skazanie i wydalenie ze stanu duchownego. Pozostawienie go w nim jest wystawianiem takiego człowieka nie tylko na dalsze pokusy, ale także na karę Bożą za straszliwy grzech przeciwko dzieciom, Bogu i jego własnemu kapłaństwu.

I wreszcie po piąte – jako chrześcijanie, wierzymy, że władza świecka nosi swój miecz, także ku naszej korzyści. Policja, prokuratura, sądy nie mają chronić przestępców, nie mają pomagać wizerunkowo instytucji, ale mają bronić najsłabszych. Oddanie im takiej sprawy jest także zgodne z teologią dwóch mieczy, dwóch władz. Ksiądz nie jest wyjęty, jako człowiek i obywatel, z jurysdykcji świeckiej.

Tekst ukazał się 31 sierpnia na Facebooku autora. Tytuł od redakcji