Uroczyste poświęcenie odbudowanej kolumny Najświętszej Marii Panny w Pradze roznieciło na nowo gwałtowne, pełne wrogości i oskarżeń polemiki o czeskiej tożsamości narodowej. Fatalną rolę odegrał w nich czeski prymas, kardynał Dominik Duka.

Kolumna została przez kard. Dominika Dukę poświęcona dokładnie w południe w święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Wykuta z piaskowca Niepokalana spogląda na praskie Stare Miasto z wysokości kilkunastu metrów, z kolumny stojącej nieopodal pomnika czeskiego reformatora Kościoła Jana Husa. Podczas dwugodzinnej uroczystości oprócz wiernych na rynku zebrała się też spora grupa demonstrantów protestujących przeciw odbudowie kolumny. 

Jej historia leży bowiem w centrum sporów o czeską tożsamość narodową. Protestujący uważają, że budowa tej kolumny w 1650 r. była symbolem habsburskiej i katolickiej dominacji nad „husyckimi” Czechami. Twierdzą też, że symbolicznym gestem emancypacji narodowej było powalenie kolumny jesienią 1918 r., w momencie, kiedy powstawała niepodległa Republika Czechosłowacka – kraj z ducha antymonarchiczny i antykatolicki. Obalić kolumnę miał – jak głosi powtarzany od stulecia przekaz szkolny – „lud praski”.

Historycy jednak już dawno ustalili, że w czasie państwowego przewrotu w 1918 r. kolumnę obalało kilkunastu anarchistów. Przyglądała się temu znacznie większa liczba przerażonych akcją katolików, kilka kobiet wręcz klękało z różańcami pod kolumną, chcąc w ten sposób powstrzymać napastników. Kolumna roztrzaskała się o bruk. Parlament wyraził ubolewanie, ale prezydent Tomasz G. Masaryk był przeciwnego zdania. Debaty o odbudowie kolumny toczyły się przez dziesięciolecia, były nawet przed drugą wojną światową publiczne zbiórki pieniędzy na jej rekonstrukcję, ale ostatecznie zebraną – całkiem sporą – sumę przeznaczono na budowę kościołów w nowych dzielnicach szybko rozbudowującej się stolicy. Miało ich być 12 – jak 12 gwiazd w aureoli Panny Marii.

Przeciw upolitycznianiu kolumny zaprotestował sam jej twórca Petr Vania

Potem były wojna i 40 lat komunizmu. Plany odbudowy powróciły na początku lat 90. Prawie 30 lat życia poświęcił tym staraniom rzeźbiarz Petr Vania, autor rekonstrukcji barokowej rzeźby. W sobotę kardynał Duka oznaczył go za to medalem św. Wojciecha.

Plany odbudowy od początku napotykały na potężny opór, a spór miał charakter ideowy. Przeciwnicy uznawali je za początek rekatolicyzacji kraju i przypominali, że pomnik wznieśli Habsburgowie. Przypominali też, że w bezpośrednim sąsiedztwie słupa leży symboliczne w czeskiej historii miejsce kaźni protestanckich panów w 1621 r., tuż po przegranej bitwie na Białej Górze, gdzie wygrała wspierana przez Habsburgów strona katolicka.

Zwolennicy odbudowy od początku argumentowali, że kolumna była arcydziełem, od którego rozpoczęły się wspaniałe dzieje czeskiego baroku. Przypominali też, że wzniesiono ją w podziękowaniu za obronę miasta przed Szwedami, którzy dwa lata wcześniej oblegali Pragę. W ostatnich latach, kiedy kolumna była już wykuta, dyskusje wokół odbudowy nabrały obrotów w związku ze staraniami o zgodę władz stolicy na rekonstrukcję. Momentami gazety i telewizje pełne były debat o słupie, spierali się o niego politycy, duchowni, na ulicach miast czeskich pojawiły się stoliki aktywistów, zbierających podpisy pod petycjami za albo przeciw odbudowie.

Od początku zwolennikiem odbudowy był czeski prymas, kard. Duka. Pierwotnie używał niemal wyłącznie argumentów historycznych i wzywał do narodowego pojednania. Z jego wypowiedzi wynikało, że akt odbudowy kolumny traktuje jak symboliczny koniec wielowiekowego sporu między stroną „husycką” a „katolicką”. To z jego inicjatywy na portal górującego nad Rynkiem kościoła Panny Marii przed Tynem wrócił Złoty Kielich – symbol husytów. Kościół ten przez cały wiek XVI był husycki, co symbolizował właśnie złoty kielich. Został on zdjęty w okresie habsburskiej rekatolicyzacji. Teraz jego powrót z inicjatywy katolickiego arcybiskupa, wraz z powrotem kolumny maryjnej miały symbolizować ostateczne pojednanie obu stron. 

„Naród czeski nie będzie ani o włos bardziej czy mniej katolicki, pobożny czy maryjny z tego powodu, że ta kolumna tam stoi” – ks. Tomasz Halik

Brzmiało to przekonywająco, ale kard. Duka gubił się w argumentacji i wielokrotnie pozwalał sobie na wypowiedzi zupełnie sprzeczne z zapewnieniami o narodowej zgodzie. W styczniu tego roku, w trakcie debaty w publicznym radiu przerwał w pół zdania wypowiedź jednego z przywódców ewangelików słowami „to jest absolutne zaprzeczenie ekumenizmu!” i rozwścieczony wyszedł ze studia. Potem znowu udzielał koncyliacyjnych wywiadów, aby tuż przed poświęceniem kolumny nagle opublikować na Facebooku triumfalistyczny tekst, w którym Maria jest nazwana zwyciężczynią „nad diabłem i jego ludzkimi sługusami”, a odbudowa kolumny „naprawą bezbożnej krzywdy”, która ma zapewnić „obronę przed nieprzyjaciółmi Kościoła i ojczyzny”.

Tydzień temu oznajmił, że do fundamentów kolumny wmurowana zostanie kapsuła ze specjalnym listem z okazji odbudowy. Treść listu była wprawdzie bez zarzutu, ale nazwiska sygnatariuszy zaszokowały opinię publiczną: Duka zaprosił do podpisu prorosyjskiego prezydenta Zemana, skorumpowanego premiera Babisza oraz zadziwiającą koalicję powszechnie znanych w kraju ekstremistów, np. byłą kandydatkę na prezydenta z ramienia partii komunistycznej. Trudno powiedzieć, co nim kierowało. Jedynym, co tę grupę łączy, jest niechęć do Zachodu, liberalnej demokracji i Unii Europejskiej. 

Skandal był ogromny, przeciw upolitycznianiu kolumny zaprotestował tym razem sam jej twórca Petr Vania. Na koniec plany zamurowania tego dokumentu odwołano. Drugi list pamiątkowy podpisali tylko Duka, burmistrz centrum Pragi oraz Vania. Miary chaosu dopełniło to, że w sobotę w fundamentach słupa nie złożono niczego – nie wiadomo, co się dzieje ani z pierwszym, ani z drugim dokumentem.

Samo poświęcenie było poprzedzone mszą w kościele Panny Marii przed Tynem. Przed kolumną cały czas, oprócz wiernych, stali demonstranci z transparentami przeciw naruszaniu świeckości państwa. Jedno z haseł głosiło „Czciciele bałwanów nie pójdą do nieba”. 

Jeszcze przed uroczystością na swoim blogu całe gorszące zamieszanie ocenił znany w Polsce teolog i duszpasterz, ksiądz Tomasz Halik. „W dniu święta Panny Marii nie będzie mnie na Rynku Starego Miasta ani wśród tych, którzy protestują, ani między tymi, którzy go spowijają dymem kadzideł. (…) Szczerze gratuluję rzeźbiarzowi Petrowi Vani, że spełnił marzenie swojego życia. Dzięki replice tej kolumny Rynek Starego miasta wypiękniał. Pamiętajmy jednak, że naród czeski nie będzie ani o włos bardziej czy mniej katolicki, pobożny czy maryjny z tego powodu, że ta kolumna tam stoi. (…) Byłem się tam w ciszy pomodlić o uzdrowienie naszej historii. Gdyby kardynał Duka był jeszcze w stanie poważnie traktować odmienne poglądy, poradził bym mu, aby zrobił to samo, zamiast organizowania tryumfalistycznych uroczystości. Między modlitwą a kościelno-polityczną demonstracją nostalgii za przeszłością jest bowiem ogromna różnica. A przeciwnikom kolumny chciałbym przekazać, że straszenie wzrostem wpływów kościoła katolickiego jest śmieszne. Wszak niektórzy reprezentanci tego kościoła o upadek resztek jego powagi i moralnego autorytetu starają się sami. Ze sporymi sukcesami”.