Władza, która promuje purytańską obyczajowość i stosuje wobec aktywistek i aktywistów metody siłowe, na dłuższą metę w walce z tęczą polegnie.

W związku z obrazą uczuć religijnych i znieważeniem warszawskich pomników stołeczni policjanci zatrzymali pierwsze osoby podejrzane, trafiły one do policyjnego aresztu, czynności trwają, a zatrzymanie pozostałych to kwestia czasu – poinformowała Komenda Stołeczna Policji.

Policjanci siłą zatrzymali działaczki inicjatywy „Stop Bzdurom” i zastosowali wobec nich areszt za wywieszenie tęczowych flag na warszawskich pomnikach, m.in. Chrystusa przed kościołem św. Krzyża. Zostały wypuszczone z aresztu dopiero po niemal dwóch dobach.

Trudno zrozumieć te metody. Policjanci fatygowali się do różnych zakątków kraju – dalekich od miejsca zameldowania aktywistek – choć żadna z nich nie ukrywa tożsamości, działają jawnie i trudno znaleźć przesłanki, by miały mataczyć w sprawie. To odróżnia ich przypadek od wielu innych, w których zastosowano środek zapobiegawczy w postaci aresztu.

– To skandaliczna sprawa. Zatrzymanie nie było konieczne, a zastosowane środki są nieproporcjonalne do wagi oskarżenia – mówi mi rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

Anna Maria Żukowska – posłanka Lewicy, która interweniowała w sprawie na komisariacie przy ul. Wilczej – uważa, że cała akcja jest obliczona na wywołanie „efektu mrożącego”, czyli na ostrzeżenie wszystkich aktywistek i aktywistów, by nie występowali przeciwko porządkowi obyczajowemu proponowanemu przez partię rządzącą. W przeciwnym razie spotka ich noc (lub kilka nocy) w areszcie.

Czy policjanci nie chcieli przypadkiem wykazać się przed politycznymi zwierzchnikami?

Takie działanie policji powinien potępić każdy, kto sprzeciwia się tworzeniu z Polski państwa policyjnego. A także każdy, kto nie uważa, by partia rządząca – choćby pozostawała w tym obszarze w sojuszu z częścią hierarchii kościelnej – miała mandat do wyznaczania obowiązującego modelu obyczajowości, którego nieprzestrzeganie może być karane. Bo areszt taki jak ten sprawia wrażenie kary, a nie środka zapobiegawczego.

Używanie organów ścigania w celu osiągnięcia efektu politycznego jest tym bardziej oczywiste, że zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez aktywistki złożył wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta.

Zasadne staje się pytanie, czy policjanci nie chcieli przypadkiem wykazać się przed politycznymi zwierzchnikami, kontrolującymi służby. Wszystko to zaczyna przypominać zabawę w testowanie rozwiązań państwa policyjnego, w którym obywatel musi mieć się na baczności, by nie naruszyć czułych punktów systemu władzy.

Jak dowodzą badania, Polacy są jednym z najbardziej zróżnicowanych społeczeństw pod względem wyznawanych wartości

Strategia obrana przez władze będzie zresztą długofalowo nieskuteczna z wielu powodów. Jednym z nich jest fakt, że – mimo lat budowania pozytywnego wizerunku służb mundurowych – Polacy wciąż mają głęboko zakorzenioną niechęć do siłowych rozwiązań. Co istotne, niechęć ta istnieje w starszych pokoleniach, pamiętających PRL i brutalność milicji, jak również w młodszych, w których określenie „psiarnia” bynajmniej nie wywołuje w pierwszej kolejności skojarzeń z czworonogami.

Po drugie, walka z aktywistkami i aktywistami LGBT+ za pomocą rozwiązań siłowych tylko wzmocni ich poczucie moralnej racji. Widać to również w reakcjach działaczek ze „Stop Bzdurom” po zwolnieniu z aresztu: „Myślicie, że spanie na dołku nas złamie? Miałyśmy świetne wakacje. Weźcie przestańcie zwijać nas z cudzych mieszkań i ulic, to się robi stalkerskie”. To poczucie moralnej słuszności może tylko wzmocnić organizacje LGBT+ i przekonać do nich większą część społeczeństwa, która nie uważa, by symboliczna walka z tęczą była dziś największym – ani nawet częściowo istotnym – problemem życia publicznego. Innymi słowy, władza promująca purytańską obyczajowość i stosująca metody siłowe na dłuższą metę w tej sprawie polegnie.

Tłem dla całej sprawy jest światopoglądowe zróżnicowanie Polaków. Najnowszy artykuł Lisy Blaydes i Justina Grimmera z Uniwersytetu Stanforda („Political Science Research and Methods” nr 8/2020) dowodzi, że Polska i Rumunia są najbardziej zróżnicowane pod względem wyznawanych wartości z kilkudziesięciu badanych krajów. Inne badania nad wyznawanymi wartościami przez ostatnich trzydzieści pokazują dość spójny obraz liberalizacji postaw obyczajowych Polaków. Dotyczy to szczególnie młodszego pokolenia, które dziś jest bazą buntu przeciw purytańskiej moralności.

Różne stronnictwa polskiego podziemia w czasie II wojny światowej potrafiły wykuwać porozumienie. Dlaczego dziś nie potrafimy radzić sobie z konfliktami wartości?

Różnice pokoleniowe to zresztą jeden z kluczowych aspektów, który będzie wpływał na przyszły kształt życia publicznego. Także w tym kluczu należy rozumieć powagę zatrzymania aktywistek ze „Stop Bzdurom”. Pewne metody działania, niewyobrażalne dla starszych pokoleń, są dla młodszych chlebem powszednim, a prowokowanie – zwłaszcza w dobie mediów społecznościowych – powszechną metodą działania. „Jeśli jesteś tu pierwszy raz, powinnaś wiedzieć, że jesteśmy akcją na rzecz ratowania queerowych dzieciaków przed konsekwencjami dezinformacji. Nasze działania są edgy – przyzwyczaj się” – czytamy na stronie internetowej „Stop Bzdurom”.

Będzie „edgy”, czyli kontrowersyjnie, także dlatego że duża część młodszego pokolenia – zwłaszcza ze środowisk LGBT+ – jest sfrustrowana brakiem możliwości wypowiedzenia swoich racji w przestrzeni publicznej. Dlatego jest zdecydowana sięgać po środki, które zapewnią rozgłos.

Czy to wszystko oznacza, że czeka nas nieuchronny konflikt symboli, pokoleń, państwa z obywatelami, wszystkich ze wszystkimi? Niekoniecznie. Najnowsza historia Polski przynosi na to różne dowody. Zwłaszcza w sierpniu. W miesiącu wspomnienia Powstania Warszawskiego warto wspomnieć „Testament Polski Walczącej” i „Deklarację Rady Jedności Narodowej”, czyli programowe dokumenty polskiego podziemia z czasu II wojny światowej. Oba cechują się realistyczną świadomością, że nie da się z życia publicznego wyeliminować konfliktów wartości. A jednak w czasie wojny w dialogu wykuwano porozumienia, proponowano rozwiązania i szukano pozytywnych perspektyw na przyszłość. Działo się tak nawet w obliczu nieuchronnego politycznego kataklizmu, jakim były dla Polski postanowienia konferencji jałtańskiej i znalezienie się przez nasz kraj w sowieckiej strefie wpływów.

Co jeśli dla jednych tęcza jest znakiem miłości, tak jak krzyż jest znakiem miłości dla drugich?

Sierpień to również rocznica Porozumień Sierpniowych – być może najistotniejszego wydarzenia o charakterze dialogowym w XX w. w Polsce. Wydany później program NSZZ „Solidarność” znany pod nazwą „Samorządna Rzeczpospolita” zawierał nie tylko postulaty typowo związkowe, ale także tworzył ramy budowy demokratycznego, pluralistycznego porządku w przyszłości: „uważamy, że zasady pluralizmu muszą odnosić się do życia politycznego. Związek nasz będzie popierał i chronił inicjatywy obywatelskie, których celem jest przedstawienie społeczeństwu rożnych programów politycznych, gospodarczych i społecznych oraz organizowanie się w celu wprowadzenia tych programów w życie”.

Dziś powinniśmy zacząć od budowania platform rozmowy i wysłuchania drugiej strony: czym jest tęcza dla jednych i krzyż dla drugich. Co jeśli dla jednych tęcza jest znakiem miłości, tak jak krzyż jest znakiem miłości dla drugich? Czy na prowincji akcja działaczek „Stop Bzdurom” jest tak samo zrozumiała i czytelna, jak dla wielkomiejskiej klasy średniej? A jeśli nie jest, to czy ktoś będzie umiał tę różnicę doświadczeń wypowiedzieć?

Tęcza mnie nie obraża. Ale nawet gdyby z jakiegoś powodu było inaczej, to ze względu na wszystkie powyższe kwestie, uważałbym, że trzeba przeciwstawiać się zabawom w państwo policyjne. I wspierać osoby, które padają ofiarami tych niebezpiecznych zabaw.