W ten sposób Stolica Apostolska reaguje na ujawnienie przez reporterów „Czarno na białym” TVN24, że ks. Michał M. nadal odprawia msze, prowadzi różaniec na antenie Radia Maryja i zasiada w lokalnej kapitule kolegiackiej.

Ks. Michał M., dziś 81-letni były proboszcz z Tylawy w archidiecezji przemyskiej – w 2004 r. skazany na dwa lata więzienia z zawieszeniem na pięć lat za molestowanie sześciu dziewczynek – otrzymał teraz zakaz odprawiania mszy z udziałem wiernych; może to robić jedynie prywatnie. W niedzielę zostali o tym powiadomieni wierni z parafii, na terenie której ks. M. teraz mieszka – pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Zaborowie na Podkarpaciu.

Zaborów to rodzinna parafia duchownego, leżąca obecnie na terenie diecezji rzeszowskiej. Jak podała poniedziałkowa „Gazeta Wyborcza”, na stronie internetowej parafii pojawiła się w ogłoszeniach wiadomość: „Zgodnie z decyzją arcybiskupa Adama Szala ks. Prałat Michał M. będzie odprawiał Mszę św. prywatnie, bez ludu. Ks. Michał podporządkowuje się decyzji swojego Ordynariusza. Nasz Rodak będzie odprawiał jedną z intencji Mszy przewidzianych na poszczególne dni. Polecajmy Go w naszej modlitwie”. Po publikacji prasowej informacja ta zniknęła ze strony parafii.

– To decyzja Stolicy Apostolskiej, którą abp Adam Szal, metropolita przemyski, tylko przekazał wiernym – mówi dziś rzeszowskiej „Gazecie Wyborczej” ks. Piotr Baraniewicz, delegat metropolity przemyskiego ds. ochrony małoletnich. Wyjaśnia, że zakaz jest konsekwencją wyemitowanego w maju ubiegłego roku programu „Czarno na białym”, w którym reporterzy TVN24 ujawnili, że ks. M. nadal odprawia msze, prowadzi cotygodniowy różaniec na antenie Radia Maryja i zasiada w lokalnej kapitule kolegiackiej. Po programie przemyska kuria nałożyła na byłego proboszcza z Tylawy całkowity zakaz publicznych wypowiedzi i wystąpień.

„Przecież nie poszedł siedzieć”

O molestowaniu dzieci przez miejscowego księdza zawiadomiła prokuraturę w 2001 r. Lucyna Krawiecka. Początkowo Prokuratura Rejonowa w Krośnie – kierowana przez Stanisława Piotrowicza – umorzyła sprawę. Ostatecznie w 2004 r. ks. M. został skazany. Sąd zakazał mu także wykonywania zawodu katechety na osiem lat.

Dwa lata po ujawnieniu sprawy, a rok przed ogłoszeniem wyroku, ks. M. został zwolniony z funkcji proboszcza w Tylawie, ale jeszcze przez dwa lata mieszkał na terenie parafii, odprawiał msze i spowiadał.

Oskarżeniom nie dał wiary abp Józef Michalik, ówczesny metropolita przemyski, do którego jako pierwszego zgłosiła się Krawiecka z nagraniami zeznań skrzywdzonych. Biskup uparcie bronił podwładnego, a nagłaśnianie sprawy nazwał „szarganiem dobrej opinii naszych księży”.

Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny kwartalnika „Więź”, w niedawnym tekście o zaniedbaniach w diecezji kaliskiej wspominał rozmowę z abp. Michalikiem z 2012 r., w trakcie której zachęcał go do kontaktu z osobami skrzywdzonymi przez księdza z Tylawy i przeproszenia ich. Usłyszał wtedy, że skazany ksiądz: „przecież nie poszedł siedzieć, czyli sprawa nie była wcale taka jednoznaczna”.

„Do dziś żaden przedstawiciel archidiecezji przemyskiej nie zadał sobie trudu skontaktowania się z kobietami skrzywdzonymi w Tylawie, mimo upływu prawie 20 lat od ujawnienia sprawy” – komentował Nosowski.

Co zrobiłam dla tych bezbronnych dzieci?

O molestowaniu w Tylawie pisaliśmy w „Więzi” już w 2001 roku. „Koszmar zaczyna się już w zerówce. Na lekcjach religii na środku klasy ksiądz sadza na kolana wybrane dziewczęta i przytrzymując je siłą, całuje, ściska, dotyka w miejscach intymnych. Ksiądz nie ukrywa specjalnie swoich skłonności. Wiedzą o tym ludzie” – czytamy w tekście Jacka Borkowicza.

A przecież „krzywdzone przez niektóre osoby duchowne dzieci i ich rodziny – o czym często się zapomina – również należą do Kościoła, są Kościołem! (…) Dobro Kościoła to dobro dzieci” – pisał Borkowicz.

Dziesięć lat później Ewa Orłowska, jedna ze skrzywdzonych przez ks. M., powiedziała Katarzynie Jabłońskiej: „Zanim zdecydowałam się porozmawiać z «Gazetą Wyborczą» i potwierdzić zarzuty wobec ks. M., chyba półtora tygodnia nie spałam, prawie nie jadłam. Pytałam samą siebie i Boga, co mam robić? I któregoś dnia przyszły mi na myśl słowa z Ewangelii: «Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili» (Mt 25,40). Pomyślałam, że przecież kiedyś stanę przed Bogiem i On zapyta mnie, co zrobiłam dla tych bezbronnych dzieci, wciąż zagrożonych pedofilskimi skłonnościami księdza”.

DJ