Statystycznemu wyborcy Platformy do statystycznego wyborcy PiS-u nie jest wcale tak daleko, oni myślą w gruncie rzeczy podobnie, ale między ich partiami zieje przepaść – mówi Jarosław Flis w wywiadzie Grzegorza Sroczyńskiego.

Rozmowa Grzegorza Sroczyńskiego z prof. Jarosławem Flisem, socjologiem, publicystą, komentatorem politycznym, ukazała się wczoraj na portalu Gazeta.pl. Dotyczy polaryzacji politycznej Polski.

Na pytanie o to, czy Platforma Obywatelska jeszcze kiedykolwiek wygra z Prawem i Sprawiedliwością, Flis odpowiada: „Najpierw musi zrozumieć własne problemy. Platforma staje się partią coraz bardziej patrycjuszowską. I jednocześnie następuje rozejście się patrycjatu z ludem”.

Jednocześnie socjolog zauważa, że „u nas ten podział na patrycjat i lud nie jest tak ostry”. „Polacy mentalnościowo nie są aż tak podzieleni, ale partie – strasznie. Statystycznemu wyborcy Platformy do statystycznego wyborcy PiS-u nie jest wcale tak daleko, oni myślą w gruncie rzeczy podobnie, ale między ich partiami – zieje przepaść. Bo polityka te małe różnice między nami zwielokrotniła. Jeśli się walczy z wrogiem, który ma na sumieniu grzechy śmiertelne – zdradę narodu czy zniszczenie demokracji – to można przecież liczyć na wyrozumiałość względem swoich grzechów pospolitych – nieudolności czy nieuczciwości. To dzięki temu nasze partie mogą sobie pozwolić na całkiem sporo” – dodaje.

Przyczynę tego, że „PiS wciąż wygrywa ledwo ledwo, nie ma jakiejś wielkiej przewagi”, publicysta upatruje w tym, że tzw. opiekuńczy konserwatyzm partii rządzącej został przez nią skażony „kaczyzmem”. „Ludzie w pakiecie dostają coś, czego wielu wcale nie chce, ale bez tego pakietu kupić się nie da. Opiekuńczy konserwatyzm połączył się u nas z resentymentami, rozeźleniem za lata «bycia w piwnicy», doszukiwaniem się wszędzie «układu», niechęcią do pójścia na kompromis, brakiem umiejętności rozmowy i porozumienia, potrzebą takiej pełnej kontroli, żeby nikt inny nie miał podmiotowości. I to jest wielka kula u nogi obozu konserwatywnego. Oczywiście postępowa cześć elit uważa, że to immanentna cecha tej oferty dla ludu, ale to nie jest prawda. Wcale nie z powodu tej części pakietu lud głosuje na PiS, ale pomimo tego. Dlatego Kaczyński jest chowany na wybory, bo inaczej «kaczyzm» by za bardzo drażnił. I PiS chyba wie, że to ich kula u nogi” – zaznacza.

Z kolei głównym problem Platformy – zwraca uwagę Flis – jest napięcie między różnymi nurtami. „Trochę zabrakło Tuska, który umiał to spinać. On był takim patrycjuszem z ludu. Chyba ostatnim. Kimś, kto trzymał «salon» na dystans i skutecznie go pacyfikował, żeby znał swoje miejsce i za bardzo nie dokazywał” – tłumaczy. W PO, jak zauważa socjolog, jest obecnie „mocne napięcie między obozem postępu, który by chciał nieustannie oświecać lud i «ratować Anielkę», a tymi wszystkimi normalsami, czyli umiarkowanymi konserwatystami, którzy reprezentują «średnią krajową» poglądów i pod tym względem wcale nie tak daleko im do PiS-u, tylko po prostu są zrażeni przez frustratów”.

„I tak jak Kaczyńskiego blokuje kaczyzm, więc nie przeciągnie tak do końca tej liny na swoją stronę, tak tych blokuje nurt tożsamościowy, który ma poczucie, że jest lepszą częścią społeczeństwa i nie waha się tego okazywać. Główną cechą tych elit «ratujących Anielkę» jest przekonanie, że wybory są okazją do akcji ewangelizacyjnej. To znaczy, że to najlepszy moment, żeby wreszcie przekonać do jedynie słusznych poglądów. Racjonalni politycy w kampanii raczej pytają ludzi: «Co was boli?», «Czego byście chcieli?», a tamci nieustannie mówią ludziom o tym, co ich samych boli” – podkreśla Flis. 

Jego zdaniem „siłą PiS-u jest to, że dostali władzę akurat wtedy, kiedy państwo zaczęło mieć zasoby na transfery socjalne. Oraz to, że obóz przeciwny nieustannie uwiarygadnia PiS w oczach ludu”.

DJ