Po raz kolejny zagraliśmy w polaryzację, żeby nie myśleć o dużo bardziej strasznych rzeczach. Za chwilę może nam spaść na głowę kryzys klimatyczny i gospodarczy – mówi Edwin Bendyk, prezes Fundacji im. Stefana Batorego, w rozmowie Grzegorza Sroczyńskiego.

Rozmowa Grzegorza Sroczyńskiego z Edwinem Bendykiem, publicystą, wykładowcą akademickim, prezesem Fundacji im. Stefana Batorego, ukazała się dziś na portalu Gazeta.pl. Dotyczy przebiegu zakończonej właśnie kampanii prezydenckiej. Zwyciężył w niej Andrzej Duda, uzyskując 51,03 proc. głosów.

Zdaniem Bendyka, „ta kampania była przede wszystkim dziwna. Ona służyła zapomnieniu i znieczuleniu”. Jak zauważa, „chcemy zapomnieć pandemię, traumę zamknięcia, lockdownu i w ogóle wszystko, co nam może przypominać, że świat się zmienia i kończy. Ten świat, który znamy. Chcemy wrócić do spokojnego życia. I ta kampania temu służyła”.

Tegoroczna kampania prezydencka „była uspokajająca psychologicznie, bo ominęła wszystkie krwawe problemy, które stoją za naszymi drzwiami” – uważa prezes Fundacji Batorego. „Po raz kolejny zagraliśmy w polaryzację, żeby nie myśleć o dużo bardziej strasznych rzeczach. (…) Nie chodzi mi tylko o możliwą drugą falę pandemii, ale przede wszystkim o kryzys gospodarczy. KRYZYS. Inny niż inne. Taki, który kończy pewną epokę. (…) domyka światowy kryzys finansowy, który wybuchł w 2008 roku i właściwie cały czas się tlił. Czeka nas reorganizacja gospodarki i polityki. Odchodzi nasz świat. Naprawdę. I to wielkie nowe wyzwanie zostało w kampanii całkowicie pominięte. To była kampania prowincjonalna, nie istniało w niej nic poza Polską. Myślę, że my po prostu cholernie boimy się tej zmiany, boimy się końca względnie wygodnego status quo, które mieliśmy przez ostatnie dekady: PKB rośnie, jest dobrze, no, może teraz przez chwilę nie rośnie, ale zaraz wszystko wróci do normy. A że za drzwiami potwór czyha, to lepiej o tym nie rozmawiać. Bo jak się nie rozmawia, to tego nie ma” – tłumaczy.

Przekonuje, że kampanijne dyskusje o zakazie adopcji przez pary LGBT były po to, „żeby nie czuć grozy”. „Lęku, że naprawdę wielkie problemy mogą nam zaraz spaść na głowę. I nie będzie to żaden wydumany potwór Gender, tylko potwór realny. A w zasadzie trzy potwory: kryzys, zmiany klimatyczne i depopulacja Polski. Krwawe rzeczy. No to już lepiej się bać LGBT. Polska polityka ma dziś taką niedobrą funkcję, że pozwala nam się oszołomić, zapomnieć, przespać tę całą zmianę świata dookoła. Mimo emocjonalnego wrzenia to jest w gruncie rzeczy sen” – precyzuje

„A czego ty osobiście najbardziej się boisz?” – pyta Sroczyński. „Wojny. Te wszystkie napięcia mogą prowadzić do przesileń o charakterze wojennym. Wyczerpywanie się zasobów i rosnąca świadomość deficytów zwykle prowadzi do konfliktów. Oczywiście nie musi to mieć charakteru wojny światowej, tego raczej się nie spodziewam, bardziej myślę o takich ruchach, jakie obserwujemy w Ukrainie Wschodniej. Model wojen hybrydowych, które służą destabilizacji i są bardzo funkcjonalne z punktu widzenia pewnych grup kapitału i prowadzenia biznesu” – odpowiada Bendyk.

Przeczytaj też powyborczy komentarz Jaremy Piekutowskiego „Sztandar Platformy wyprowadzić”.

DJ