Po drugiej intifadzie, jak większość Izraelczyków, stwierdziłem: staraliśmy się zawrzeć pokój i zostaliśmy odtrąceni w możliwie najbrutalniejszy sposób. Lecz jako osobie religijnej nie wolno mi przyjąć istnienia tej otchłani na zawsze, nie wolno mi zawierać pokoju z rozpaczą.

Drogi Sąsiedzie, nazywam Cię „sąsiadem”, ponieważ nie znam Twojego imienia i prawie nic o Tobie nie wiem[1]. Zważywszy na okoliczności, w jakich przyszło nam żyć, słowo „sąsiad” może wydać się zbyt poufałe i nie oddawać istoty naszych relacji. Jesteśmy intruzami nawzajem nawiedzającymi się w naszych snach, wzajemnie profanujemy pojęcie tego, czym jest dom. Jesteśmy żywym ucieleśnieniem naszych najgorszych koszmarów na temat historii. Sąsiedzi?

Jednak nie wiem, jak inaczej mógłbym się zwracać do Ciebie. Kiedyś wierzyłem, że naprawdę się spotkamy, i piszę do Ciebie z nadzieją, że jeszcze może to nastąpi. Wyobrażam sobie Ciebie w Twoim domu na najbliższym wzgórzu, widzę Cię z mojego balkonu. I choć nigdy się nie spotkaliśmy, nasze losy są ściśle splecione.

A zatem: Sąsiedzie.

Dzieli nas mur

Żyjemy po obu stronach betonowego muru, który przecina naszą wspólną ziemię. Mieszkam w dzielnicy zwanej French Hill we Wschodniej Jerozolimie w ostatnim rzędzie domów przypominających schody wbudowane we wzgórze.

Ze swojego mieszkania z trudem dostrzegam punkt kontrolny, przez który musisz przechodzić – jeśli w ogóle posiadasz pozwolenie – by wejść do Jerozolimy. Jednak wyczuwam stałą dominację kontroli, wszechogarniającą obecność kontrolnego posterunku. Czasem moją codzienną praktykę, czyli poranną medytację i modlitwę, zakłóca przeciągłe trąbienie zdenerwowanych kierowców czekających przed posterunkiem. Może akurat właśnie Ty tkwisz w tej rozpaczliwej kolejce.

Jestem Izraelczykiem, zaś Ty, Palestyńczyk, nie masz praw wynikających z posiadania obywatelstwa. Zniesienie owej nierówności stanowi powód, dla którego popieram rozwiązanie polegające na istnieniu dwóch państw

Czasem dostrzegam dym unoszący się nad Twoim wzgórzem. Jak od dawna mi wiadomo, czarny dym zazwyczaj oznacza palenie opon, zaś młodzi ludzie obrzucają wówczas żołnierzy kamieniami. A potem pojawia się biały dym – to żołnierze rozpylają gaz łzawiący. Jak Ci się udaje – jeśli w ogóle – w miarę normalnie żyć?

Jestem Izraelczykiem, zaś Ty, Palestyńczyk, nie masz praw wynikających z posiadania obywatelstwa. Zniesienie owej nierówności stanowi powód, dla którego popieram rozwiązanie polegające na istnieniu dwóch państw.


[1] Fragment pierwszego rozdziału książki „Listy do mojego palestyńskiego sąsiada”, która ukaże się wkrótce nakładem Wydawnictwa Austeria. Śródtytuł pochodzi od redakcji.

Tłum. Maria Makuch

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, lato 2020

Więź, lato 2020

Kup tutaj