Piszę jako zatroskana chrześcijanka. Jako osoba szanująca Jego Ekscelencję i Konferencję Episkopatu Polski ufam, że mogę uzyskać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.

Wasza Ekscelencjo,

przez całe życie byłam osobą mocno związaną z Kościołem katolickim. Zaczynając od lat dziecięcych, po dorosłość. W ciągu tych wielu lat, gdy poznawałam naukę płynącą z Pisma Świętego, a także (i przede wszystkim) wiedzę płynącą ze szkoły, uczyłam się poszanowania godności każdego człowieka. Szacunku, tolerancji, miłości do każdej osoby. Żyłam zgodnie z Ewangelią, troską płynącą z Przykazania Miłości.

Patrzę na doświadczenia płynące z lat minionych, przede wszystkim II wojny światowej, gdy dopełniło się dzieło zniszczenia, uśmiercono wiele istnień ludzkich, tylko w imię nienawiści. Z historii wiemy, że Zagłada była spowodowana między innymi niechęcią wobec mniejszości. Bo ktoś uznał, że niektórzy ludzie nie mają prawa żyć. To, co się wydarzyło, zasługiwało na potępienie. Człowiek sprzeniewierzył się przykazaniom, szeroko pojętej moralności. Brat stanął przeciwko bratu, tylko przez to, że potęgowano lawinę nienawiści.

80 lat po pierwszym transporcie Polaków do KL Auschwitz słyszymy słowa, w których występuje jawna dehumanizacja człowieka. Tylko z powodu bycia mniejszością. Dehumanizacja człowieka powiązana ze stygmatyzowaniem.

Słysząc słowa „ideologia LGBT”, zastanawiam się, co osoby posługujące się nimi chcą przekazać. Kiedy myślimy o haśle w kontekście „grupy osób prezentujących swoje idee”, równie dobrze możemy mówić: „ideologia Kościoła katolickiego”, „ideologia uczniów szkół podstawowych”, „ideologia kibiców”. Nie mam wątpliwości, że jednak w przypadku mniejszości seksualnych, hasło to ma wydźwięk pejoratywny. Słysząc to w ustach hierarchów katolickich, polityków, od razu bierzemy pod uwagę coś, co nam zagraża. Co zagraża Polakom, polskiej rodzinie.

Zawsze staram się patrzeć na dobre strony i nie ulegam zbiorowej nienawiści, a gdy trzeba, bronię Kościoła. Jednak, przy okazji słów, jakie padły w ciągu ostatniego tygodnia, nie jestem w stanie się pogodzić z tym, że Kościół milczy

Polskich rodzin nie niszczy miłość osób tej samej płci, nie niszczy osoba, która źle się czuje w swoim ciele. Polskie rodziny niszczy nienawiść, głód, ubóstwo. Polskę niszczy polaryzacja i dzielenie społeczeństwa na osoby lepsze i gorsze.

Zaczynając od Twittera posła Brudzińskiego, wypowiedzi Jacka Żalka, po wiec wyborczy prezydenta Andrzeja Dudy. 13 czerwca – tego dnia na terenie województwa opolskiego padły słowa haniebne – porównanie do czasów bolszewickich, a przede wszystkim słowa pełne agresji: „Próbuje się nam wmówić, że LGBT to ludzie. A to jest po prostu ideologia”. Tego samego dnia słyszymy słowa posła Czarnka o „idiotyzmach takich jak prawa człowieka”.

Jako chrześcijanka, jako człowiek, zawsze byłam i zawsze będę przeciwna uogólnianiu, generalizowaniu, stygmatyzowaniu. Nie podoba mi się, gdy słyszę słowa, w których krytykuje się bezpodstawnie Kościół katolicki – szczególnie przy okazji filmów Marka i Tomasza Sekielskich (oczywiście nie mam na myśli tego, że te filmy szkodzą Kościołowi – traktuję je bardziej jako oczyszczenie, a osoba, na której ciążą dowody, musi odpowiedzieć za wszystkie zbrodnie, jakie popełniła). Zawsze staram się patrzeć na dobre strony i nie ulegam zbiorowej nienawiści, a gdy trzeba, bronię Kościoła. Jednak, przy okazji słów, jakie padły w ciągu ostatniego tygodnia, nie jestem w stanie się pogodzić z tym, że Kościół milczy. Przyzwala na to, żeby kolejni ludzie byli atakowani – wcześniej uchodźcy, teraz osoby innej orientacji seksualnej.

Dlaczego przedstawiciele Kościoła katolickiego nadal pozwalają na wykorzystywanie religii w celach politycznych? Brak wypowiedzi w tej sprawie jest przyzwoleniem

Słowa, jakie padają, doprowadziły do strasznych wydarzeń w Białymstoku, doprowadziły do tego, że ktoś wniósł bombę na Marsz Równości w Lublinie. Nie tego uczyła mnie religia. Nie uczyła mnie dzielenia ludzi na lepszych i gorszych. Określania, kto jest ideologią, a kto nie. Wyrażam sprzeciw wobec takich słów. Rzucając tego typu hasła zapominamy o tym, że osoby, które je słyszą, to ludzie, którzy są wrażliwi, czują się zaszczuci przez społeczeństwo. Dlaczego przedstawiciele Kościoła katolickiego nadal pozwalają na wykorzystywanie religii w celach politycznych? Dlaczego zezwalają na takie słowa? Brak wypowiedzi w tej sprawie jest przyzwoleniem na takie zachowania.

Nie zwracam się w imieniu społeczności. Piszę jako zatroskana chrześcijanka. Kiedy usłyszymy wypowiedź potępiającą przyzwolenie na dehumanizację ludzi? Kiedy społeczność LGBTQ+ usłyszy słowo „przepraszam”?

Słowo wsparcia otrzymała już od grupy Powstańców Warszawskich, przedstawicieli Gmin Żydowskich, bp. Jerzego Samca, Polskiej Akademii Nauk. Dlaczego Kościół katolicki nadal milczy w tej sprawie? Dlaczego pozwala na agresję? Dlaczego nie upomina?

Jako osoba szanująca Jego Ekscelencję i Konferencję Episkopatu Polski ufam, że mogę uzyskać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Czy doczekam się zdecydowanej reakcji? Nie wiem. Chciałabym. Bo wiem, że Jezus jest w każdej osobie prześladowanej, a życie Jego nam pokazuje, że Miłość zwycięża.

Odnosząc się do słów Mariana Turskiego, które zostały wypowiedziane nie tak dawno temu – nie chcę, by Kościół katolicki był twarzą obojętności.

Z wyrazami szacunku,
Monika Hudaszek
Nysa, 19.06.2020 r.

List został wysłany dziś rano na dwie skrzynki mailowe: Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski oraz Biura Przewodniczącego KEP. Tytuł od redakcji