Rozwój techniki nie pozostawia złudzeń – w kontakcie z mediami nie powinniśmy nadmiernie ufać dziś nawet własnym zmysłom. To, co widzimy na własne oczy i co słyszymy na własne uszy, wcale nie musi być prawdą. Na szczęście w dalszym ciągu wiele zależy od naszego zdrowego rozsądku.

Manipulacja – a temu przecież służą fake newsy – najpierw słowem drukowanym, a potem także mówionym nie jest zjawiskiem nowym. XX-wieczna historia Polski pełna jest przykładów medialnej propagandy, która miała nas przekonać do podążania za linią partii czy wyboru określonej opcji politycznej. Jednak dopiero rozwój nowych technologii nadał temu zjawisku niespotykany dotąd zasięg i siłę oddziaływania. W czasach, gdy w mediach elektronicznych każdy może powiedzieć wszystko, zmuszeni jesteśmy do szczególnej ostrożności w szafowaniu zaufaniem wobec przekazu medialnego. Witajcie w erze postprawdy.

(…) Szeroką popularność termin ten zdobył dzięki kampaniom dezinformacyjnym związanym z brexitem czy amerykańskimi wyborami prezydenckimi w roku 2016 – tym samym, w którym redaktorzy Oxford Dictionaries uznali „postprawdę” za słowo roku. Wedle wydawanego przez nich słownika pojęcie to odnosi się do okoliczności, w których obiektywne fakty mają mniejszy wpływ na kształtowanie opinii publicznej niż odwoływanie się do emocji. Jednak postprawda nie oznacza po prostu kłamstwa w tradycyjnym ujęciu. Sprawa jest bardziej skomplikowana.

Przeciętny odbiorca treści medialnych może być dziś bombardowany dziesiątkami sprzecznych ze sobą informacji, które nie układają się w żaden spójny wzór, zaś część z nich nie jest nawet wytwarzana przez ludzi, a przez zaprojektowane do tego boty

Na łamach „Kultury Liberalnej” Łukasz Pawłowski pisze: „W skrócie, różnica na poziomie indywidualnym polega na tym, że o ile tradycyjny kłamca mówi nieprawdę po to, by odwrócić naszą uwagę od faktów – np. polityk przekonujący, że popiera podwyżkę podatków dla najbogatszych, choć głosował za ich obniżeniem – o tyle dla kłamcy współczesnego owe fakty nie mają żadnego znaczenia – jednego dnia powie nam, że podatki należy podnieść, drugiego, że obniżyć, a trzeciego, że jeszcze nigdy się nad tym nie zastanawiał i musi pomyśleć. Dla kłamcy tradycyjnego fakty są więc punktem odniesienia. Dla kłamcy epoki postprawdy nie mają one żadnego znaczenia. A kiedy wytkniemy mu niespójność, ten po prostu zaprzeczy lub zignoruje pytanie i zmieni temat”.

Reasumując: przeciętny odbiorca treści medialnych może być dziś bombardowany dziesiątkami sprzecznych ze sobą informacji, które nie układają się w żaden spójny wzór, zaś część z nich nie jest nawet wytwarzana przez ludzi, a przez zaprojektowane do tego boty, czyli wyspecjalizowane programy komputerowe.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, lato 2020

Więź, lato 2020

Kup tutaj