Oto sekret PiS. Tajemnica sukcesów tej partii, ale też potencjalny słaby punkt.

„Silna może być tylko wspólnota, a wspólnota musi być osadzona w przeszłości. Bez przeszłości, bez wspólnej przeszłości, bez świadomości tej przeszłości nie ma wspólnoty” (konwencja PiS w Olsztynie, wrzesień 2018).

Widzicie to?

Przemówienie prowadzi słuchacza krok po kroku, wymuszając na nim wiarę w logiczne wynikanie. Wspomnienie o wspólnocie wiedzie ku przeszłości, przeszłość musi być wspólna, zjednoczeni przeszłością stajemy się silni…

To przemówienie było dla mnie punktem zwrotnym. Usłyszawszy je po raz pierwszy, zacząłem zupełnie inaczej patrzeć zarówno na Jarosława Kaczyńskiego, jak i na politykę uprawianą przez jego partię (piszę o tym szerzej w książce „Turbopatriotyzm”).

W tych dwóch rozbudowanych, pięknie wyważonych zdaniach zawiera się esencja programu PiS oraz jego stylu uprawiania polityki. Co więcej, te dwa zdania pozwalają nam zrozumieć, że program PiS i jego styl retoryczny są nierozerwalnie związane.

Ale jak to właściwie jest zrobione?

Dlaczego Jarosław Kaczyński się powtarza?

Styl Jarosława Kaczyńskiego ma wiele cech charakterystycznych. Bogate słownictwo, wtrącana nieustannie apostrofa „szanowni państwo!”, budowanie wiarygodności na historycznej erudycji…

Jednak prawdziwą wizytówką prezesa Prawa i Sprawiedliwości jest wirtuozeria w posługiwaniu się różnymi formami powtórzeń. Nawet w półimprowizowanych przemówieniach Kaczyński z łatwością radzi sobie z rozbudowanymi strukturami opartymi na anaforach (wielokrotne powtarzanie początków zdań i fraz), paralelizmach składniowych i poliptotonach, czyli powtórzeniach tego samego wyrazu w różnych formach gramatycznych („kto mieczem wojuje, od miecza ginie”).

Zobaczmy chociażby następujący przykład, przemówienie poświęcone pamięci Lecha Kaczyńskiego:

„Bez niego nie byłoby także dobrej zmiany, nie byłoby próby uczynienia polskiego państwa sprawiedliwym, bardziej efektywnym, dobrze się rozwijającym, podmiotowym i dlatego powinien mieć pomnik, powinien mieć pomniki, powinien mieć muzeum, bo dobrze, bardzo dobrze zasłużył się Ojczyźnie” (przemówienie z 10 listopada 2018).

To jedno zdanie! Bardzo rozbudowane zdanie, które stanowi prawdziwy katalog wszelkich form powtórzeń. Dosłownych, z różnymi formami wariacji, wykorzystujących gradację (pomnik – pomniki – muzeum), a nawet metanoję, czyli poprawienie właśnie wypowiedzianych słów („dobrze, bardzo dobrze”).

Kaczyński jest też mistrzem list. Choć w polskiej polityce królują listy zestawiane po trzy („kościół, szkoła, strzelnica”), prezes PiS często sięga po enumeracje złożone z czterech elementów o zmiennej długości, wykorzystujące asyndeton, czyli pominięcie spójnika (podkreślony fragment powyższego cytatu).

To właśnie nieustanne powtórzenia sprawiają, że styl Kaczyńskiego jest tak gęsty, zogniskowany zawsze wokół kilku wyraźnie zaznaczonych punktów ciężkości. Ciągłe powtarzanie tych samych słów sprawia zarazem – nieco paradoksalnie – że stają się one bardziej rozmyte, a przez to bardziej uniwersalne. Kolejne powtórzenia nie zawężają bowiem znaczenia, lecz raczej dodają kolejne warstwy.

To ze strony Kaczyńskiego bardzo dobry wybór. Wiele badań z zakresu psychologii pokazuje, że powtórzenie jest „matką wszystkich figur retorycznych”:

1. Zwiększajac ekspozycję, powtórzenie oswaja nas z pojęciem, buduje jego psychologiczną dostępność, a także sympatię, bo od czasu przełomowych eksperymentów Roberta Zajonca wiemy, że ludzie lubią to, co znają. Znane bodźce (choćby tak abstrakcyjne jak chińskie znaki) są uznawane za „ładniejsze” i „przyjemniejsze” od nieznanych.

2. Powtórzenie nadaje frazom rytm i podnosi wartość estetyczną.

3. I najważniejsze: rozumienie świata odbywa się poprzez struktury antycypacji (oczekiwania) i spełnienia, więc mowa nasycona powtórzeniami wydaje nam się po prostu logiczna.

Wielka moc, jaką daje powtórzenie, nie przychodzi jednak za darmo. Zbyt częste powtarzanie prowadzi najpierw do habituacji (przyzwyczajenia się do bodźca i ignorowania go), a potem do irytacji.

Na to również Kaczyński znalazł sposób. Ale o tym za chwilę. Najpierw krótka dygresja.

Polityka jako retoryka

Lubimy oddzielać politykę od retoryki. Mówimy „to tylko słowa” i szukamy pod warstwą języka dodatkowej, ukrytej treści. Czasem taka strategia się sprawdza (np. kiedy zderzamy deklaracje polityków z rzeczywistymi wydatkami państwa czy uchwalanymi ustawami). Często jednak ignorowanie retoryki sprawia, że tracimy z oczu samą esencję polityki. Słowa są podstawowym narzędziem pracy polityka. Tworzywem idei. Odrywanie polityki od słów jest równie absurdalne jak rozmawianie o drogach bez asfaltu, maszyn albo samochodów1.

Podążając za Kennethem Burkem („A Grammar of Motives”), badacze skupiają się zwykle na wykorzystaniu czterech głównych tropów: metafory, metonimii, synekdochy i ironii. Ale katalog figur retorycznych jest znacznie, znacznie bogatszy. Obejmuje setki (to nie hiperbola!) zabiegów językowych starannie poklasyfikowanych przez pokolenia badaczy – od nobliwych starożytnych retorów aż po całkiem współczesnych autorów podręczników dla prawników, polityków i samozwańczych królów sprzedaży.

Warto sięgnąć poza metaforę czy metonimię, ku mniej popularnym figurom mowy i wyobraźni. Bo to właśnie one decydują o specyfice stylu konkretnych polityków czy partii. To one stanowią sekretną mieszankę ziół i przypraw, nadającą niepowtarzalny smak partiom i ich liderom (innych z kolei właśnie ich brak czyni mdłymi).

Anadiploza

Niewątpliwie najważniejszą figurą jest dla lidera PiS bardzo szczególna forma powtórzenia, jaką jest anadiploza, czyli powtórzenie końcówki jednego zdania jako początku kolejnego. Dokładnie tak, jak we fragmencie otwierającym niniejszy tekst.

Przyjrzyjmy się kolejnemu, jeszcze bardziej spektakularnemu przykładowi:

„I domagamy się także innego prawaPrawa do tego by móc czcić tych których czcić chcemy, tych którzy weszli do naszej historii, którzy dobrze służyli ojczyźnie i którzy tak nagle zginęli, którzy polegli pod Smoleńskiem. Mamy do tego prawo. Mamy do tego prawo jako obywatele, jako Polacy, jako w większości katolicy. I to prawo jest nam dzisiaj odbierane. Jest nam odbierane przez tych, którzy nie potrafią się wznieść ponad swoje małostkowe interesy, drobne gry” (przemówienie podczas miesięcznicy smoleńskiej 10 października 2010).

W tym króciutkim fragmencie Jarosław Kaczyński aż trzykrotnie posłużył się anadiplozą (zaznaczona podkreśleniem). Taka „postępująca” anadiploza umyka z pułapki powtórzenia, tworząc szereg retoryczny udający szereg logiczny. W starożytnych podręcznikach retoryki i poezji barokowej zaleca się, by szeregi takie (gradatio) porządkować według ważności lub stopnia ogólności, lecz Kaczyński sugeruje raczej porządek wynikania. Co więcej, anadiploza połączona zostaje z innymi formami powtórzeń i paralelizmami składniowymi (w powyższym cytacie zaznaczone pogrubieniem).

Jeszcze wyraźniej widać to w innym przemówieniu lidera PiS:

„Ale powtarzam, to jest ten pierwszy krok. Pierwszy krok, który musi budować sprawiedliwość i musi budować wiarygodność. Bo ta wiarygodność, jest nam potrzebna. Jest nam potrzebna dlatego, że przebudowa naszego kraju, przebudowa i naprawa tego wszystkiego co jest złe, to będzie z całą pewnością proces, któremu inni się sprzeciwiąSprzeciwiać się nam będą. Tak, proszę państwa, będą się sprzeciwiać. I wtedy potrzebne jest społeczne poparcie. Bezpośrednie, społeczne poparcie. Ktoś zapyta: a któż będzie się sprzeciwiał?” (6 października 2015, konwencja w kinie „Wisła” w Warszawie).

W tym przykładzie niezwykle gęste powtórzenia (pogrubione) układają się w prostą dychotomię. Budowanie (w różnych formach powtórzone aż cztery razy) zrównoważone zostaje sprzeciwianiem (również cztery razy), tworząc wyraźny podział na „my” (budujący, rozwijający) oraz „oni” (siły destruktywne). Postępująca anadiploza tymczasem (podkreślona) służy za rodzaj retorycznego szwu, w ramach którego pierwszy krok prowadzi nas do wiarygodności, wiarygodność jest potrzebna, potrzebna, bo przyjdzie sprzeciw, sprzeciw zaś jest nieunikniony. W ten sposób „pierwszy krok” staje się nieunikniony, bo wynika z samej struktury pola politycznego, w którym naprzeciw siebie stają siły dobra i zła.

Ploke: żeby Polska była Polską

Ciąg dalszy tego samego wystąpienia przynosi kolejny szereg anadiploz i gęstych powtórzeń:

„I tym bardziej nie interesami zewnętrznymi, bo niestety wiele decyzji w Polsce zapada w imię interesów zewnętrznych. Zewnętrznych korporacji, różnego rodzaju podmiotów oraz państw obcych, które mają tu interesy. To jest niedopuszczalne, polska władza musi bronić polskich interesów, kapitału. Ten kapitał powinien się rozwijać. Coraz więcej Polski musi być polskie!”.

Anadiploza (podkreślona) zostaje tu zestawiona z jej bliźniaczą figurą – ploke (gr. πλοκή), w ramach którego powtórzone słowo ma raz znaczenie szersze, raz – węższe i zostaje przypisane samo do siebie. Jak wówczas, gdy Bacon nazwał czas „twórcą twórców” albo gdy Joyce mówił o tych, co chcą być „bardziej irlandzcy od Irlandczyków” („more Irish than the Irish”). Najsłynniejszym rodzimym przykładem tej figury jest niewątpliwie „żeby Polska była Polską”.

To genialna figura, pozwalająca włączać do wspólnoty lub wykluczać z niej, stopniować prawdziwość polskości, katolickości czy irlandzkości.

Powtórzenie na zakończenie (czyli epistrofa)

Forma polityki jest jej treścią. Mówienie o „pustej retoryce” jest więc nieporozumieniem.

Każdy znaczący polityk, każda partia i każda ideologia rozpinają swój obraz świata na kilku powracających chwytach retorycznych. Dotyczy to w równym stopniu najgorszych tyranów i zbrodniarzy, jak i polityków, których wspominamy jako wspaniałych, charyzmatycznych przywódców.

Najważniejsza zaś okazuje się często nie ta retoryka, która przyciąga naszą uwagę pomysłowością i kwiecistością stylu, lecz właśnie ta, która stała się tak oczywista, że aż przezroczysta. To właśnie ona najsilniej kształtuje zbiorową wyobraźnię.

Język Jarosława Kaczyńskiego buduje świat oparty na szeregach powtórzeń, a więc na figurze koła i wiecznego powrotu. To idealna retoryczna forma dla opowieści o świecie, w którym wszelkie istotne wydarzenia są tylko kolejnymi odsłonami odwiecznej walki dobra ze złem. Ta logika powtórzeń organizuje program gospodarczy i społeczny PiS, jego politykę historyczną i spojrzenie na przyszłość. Na rusztowaniu postępującej anadiplozy rozpięte są opowieści o „kolejnych pokoleniach” żołnierzy wyklętych i ubeków, o nieufności wobec Niemiec i wiecznym powrocie komuny. Powracające ploki pozwalają z kolei formułować pytanie o to, ile jest dzisiaj Polski w Polsce.

Kto by chciał skutecznie pokonać Kaczyńskiego (albo skutecznie go wesprzeć), musi zacząć od zrozumienia go. Nie ma mowy o rozumieniu bez uważnego słuchania. Słuchanie to oczywiście tylko pierwszy krok na długiej drodze. Ale każda, nawet najdłuższa i zuchwała podróż, musi się rozpocząć jakimś pierwszym krokiem.


1 Podejście retoryczne jest dobrze reprezentowane we współczesnej humanistyce. W jakimś stopniu wywodzą się z niego wszystkie popularne ostatnio spory o „narracje” czy „dyskursy”.

Źródłem nowoczesnej analizy retorycznej jest krytyczna refleksja nad historią. Guru podejścia narratywistycznego, Frank Ankersmit, wprost opisuje historię jako „sztukę opowiadania historii [a więc] domenę retoryki stosowanej”. Z kolei Hayden White pisał, że „treści dyskursu historycznego nie da się odróżnić od jego dyskursywnej formy”. Oznacza to, że dla historyka metafory, hiperbole czy anafory nie są ozdobnikami, lecz fundamentalnym narzędziem pracy polegającej na porządkowaniu przeszłych faktów. To za ich pomocą przeszłym wydarzeniom nadawany jest sens. Np. logika metafory sprawia, że Piłsusdski po bitwie warszawskiej 1920 staje się „nowym Sobieskim”. Synekdocha (część za całość np. „przeciw Persom prowadził 300 włóczni”) buduje struktury reprezentacji, w ramach których np. chrzest Mieszka staje się Chrztem Polski, a orężne zwycięstwa Chrobrego utożsamione zostają ze zwycięstwami współczesnego narodu polskiego.

Podobnie rzecz się ma z polityką. Tyle, że tutaj porządkujemy nie tylko przeszłość, lecz także teraźniejszość i przyszłość.

Tekst pierwotnie ukazał się na blogu mitologiawspolczesna.pl