Młodzi coraz bardziej mogą się obejść bez księży. Rzadko rozmawiają z nimi o swych problemach życiowych. Czy to wyraz braku zaufania do duchowieństwa czy też przekonania, że księża są „nieżyciowi”, a więc nie znają i nie rozumieją problemów młodych ludzi?

Lista księży, którzy – w dość powszechnym przekonaniu Polaków – uosabiali nie tylko Kościół, ale także naród, ciesząc się powszechnym szacunkiem, jest długa. Wystarczy przykładowo wspomnieć kilka nazwisk z wieku XX: ks. Ignacy Skorupka, ks. Jerzy Popiełuszko czy kard. Stefan Wyszyński. W XXI wieku takim niekwestionowanym autorytetem zdążył zostać ks. Jan Kaczkowski, choć bliższe mu zapewne były wartości społeczne niż stricte narodowe. To efekt historii Polski, w której Kościół katolicki odgrywał przez wieki znaczącą rolę, a wskaźniki zaufania do duchownych były wysokie.

Analizując fenomen polskiego katolicyzmu, hiszpańsko-amerykański socjolog José Casanova stwierdził, że – zwłaszcza w czasach zaborów, XX-wiecznych wojen i okresu Polski Ludowej – Kościół w Polsce, historycznie nie będąc utożsamiany z dominującym państwem i kapitalistycznym wyzyskiem, stawał się nośnikiem wolności i obywatelskich wartości demokratycznych. Ostatecznie jednak nie zrealizował swojej aspiracji do utworzenia religii obywatelskiej, stanowiącej zintegrowanie romantycznego nacjonalizmu, słowiańskiego mesjanizmu i nowoczesnej katolickiej nauki społecznej[1]. Ponad dwie dekady wcześniej Suzanne Hruby widziała w Kościele polskim potężną siłę nie tylko duchową, ale i społeczno-polityczną, odważnie opowiadającą się przeciwko niesprawiedliwości i będącą głównym orędownikiem walki o prawa człowieka[2].

Wzrost nieufności wobec Kościoła

Gołym okiem widać, że w ostatnich latach społeczny odbiór instytucji Kościoła – a więc i duchowieństwa – znacząco się w Polsce zmienił. Potwierdzają to badania empiryczne. Według sondażu przeprowadzonego 24 stycznia 2020 r. przez IBRiS dla „Rzeczpospolitej” zaufanie wobec Kościoła spadło w ciągu ostatnich dwóch lat o 13,1 proc. i osiągnęło poziom 39,5 proc. [3].

Nasilenie krytycznych ocen miało miejsce szczególnie w ostatnim czasie, gdy ujawnione bądź przypomniane zostały historie księży oskarżonych o pedofilię oraz osłaniania ich przez przełożonych, a tym samym pojawiły się uzasadnione zarzuty dotyczące braku systemowych rozwiązań problemu nadużyć seksualnych w Kościele w Polsce. Powróciły postulaty wprowadzenia radykalnego rozdziału Kościoła i państwa, w tym usunięcia lekcji religii ze szkół publicznych. Przede wszystkim jednak zmieniła się atmosfera społeczna wokół duchownych. Instytucja Kościoła oceniana jest w dużej mierze przez pryzmat jej niektórych urzędowych reprezentantów, ale wszyscy oni – mniej lub bardziej – noszą na sobie piętno opinii o Kościele.

Młodzi bardziej cenią u księży kompetencje naturalne niż kwestie związane z duchowością

W tym kontekście istotne staje się pytanie, jak w tej sytuacji zachowuje się młodzież, wśród której najszybciej przebiegają procesy sekularyzacyjne[4]. Jak postrzegana jest przez nią instytucja Kościoła oraz sami duchowni? Przynajmniej częściową odpowiedzią na te pytania niech będą wyniki badań socjologicznych przeprowadzonych w latach 2016–2019 w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. Stanowią one część większej diagnozy, wypracowanej przez socjologów w Polsce, charakteryzującej cechy religijności młodzieży w Polsce z uwzględnieniem różnorodności regionalnych modeli katolicyzmu i motywów niewiary[5].

Wyniki przeprowadzonych badań dostarczają m.in. odpowiedzi na trzy szczegółowe pytania: Jakiego księdza chcą mieć młodzi wierni w swoich parafiach? Jakiemu duszpasterzowi skłonni byliby zaufać? Jaki wyłania się postulowany profil absolwenta seminarium?

Zawód braku społecznego zaufania

Badana młodzież została najpierw zapytana o stopień zaufania wobec duchownych poprzez wybór takiego stwierdzenia spośród pięciu, które najlepiej wyraża ich ocenę. 50,5 proc. badanych wybrało stwierdzenie „nie ufam większości duchownych, choć zdarzają się przypadki księży godnych zaufania” i byli to częściej mężczyźni, studenci oraz mieszkańcy wsi i miast powyżej 40 tysięcy mieszkańców. Stwierdzenie „wszyscy duchowni jako grupa społeczna nie są godni zaufania” jako wyrażające ich przekonanie wybrało aż 28,9 proc. respondentów. Oznacza to, że blisko 80 proc. badanej młodzieży nie obdarza duchownych zaufaniem.

Co prawda, wśród „nieufających” dominują uczniowie i studenci deklarujący się jako niewierzący, obojętni, wątpiący lub niezdecydowani, ale brak zaufania zadeklarowało także 40 proc. wierzących. Stwierdzenie, że „duchowni to grupa społeczna, do której mam pełne zaufanie” wybrało jedynie 6 proc. badanych, i to w większości deklarujących się jako głęboko wierzący. Tylko 8,1 proc. badanych – w większości kobiet – zgadza się ze stwierdzeniem, że „duchowni to grupa społeczna godna zaufania, choć zdarzają się wśród nich tacy, którzy oddziałują negatywnie”. W przypadku deklaracji zaufania nie było istotnych statystycznie różnic ze względu na reprezentowany typ szkoły. Byli to jednak w zdecydowanej większości głęboko wierzący.

Nasilenie krytycznych ocen wobec duchownych miało miejsce w ostatnim czasie, gdy ujawnione bądź przypomniane zostały historie księży oskarżonych o pedofilię oraz osłaniania ich przez przełożonych

Uderzająca jest w tych wynikach wyraźna przewaga odpowiedzi wskazujących na brak zaufania do duchownych. Księżom bardziej nie ufają mężczyźni niż kobiety. Ponad 84 proc. mężczyzn i 75 proc. kobiet ma wątpliwości lub wprost nie ufa duchownym. Częściej dystans do środowiska duchownych przejawia się wśród mieszkańców miast aniżeli wsi, choć jest to różnica tylko pięciu punktów procentowych. Stwierdzenie, że „wszyscy duchowni nie są godni zaufania” częściej wybierają mieszkańcy miast powyżej 40 tysięcy. Pełne zaufanie do księży wykazują częściej mieszkańcy miast do 20 tysięcy oraz mieszkańcy wsi, a także pochodzący z rodzin wierzących i praktykujących.

Istotne staje się więc pytanie: czy ksiądz to jeszcze zawód społecznego zaufania? I czy da się je odzyskać? Jak „przeprofilować” księdza, by jego zawód, o którym wciąż jeszcze mówi się w kategoriach powołania, był bardziej godny szacunku?

(Nie)moralność księży

Zacznijmy od wad, których trzeba by się wyzbyć. Z uwagi na otwarty charakter pytań respondenci mieli zupełną swobodę w opisie wad osobowych i negatywnych zachowań duchownych. Wadą, która najczęściej pojawia się w kwestionariuszach (96,5 proc.), a która w przekonaniu badanych dyskwalifikuje duchownego, jest nieuporządkowanie seksualne przejawiające się w aktach przestępczych, przede wszystkim w molestowaniu nieletnich. Kolejną wadą akcentowaną przez zdecydowaną większość respondentów jest materializm duchownych (91,8 proc.). Wysoka częstotliwość wskazań dotyczy hipokryzji (87,5 proc.), arogancji (77,5 proc.) i ingerencji w sprawy polityczne (77,7 proc.). Co ciekawe, do listy cech negatywnych kobiety dorzucają jeszcze życiowe zacofanie kapłanów (81,2 proc.).

Jeśli chodzi o cechy i zachowania o charakterze religijnym, to wśród wad najczęściej wymieniana jest nieumiejętność spowiadania bądź lekceważenie spowiedzi (85,0 proc.), a także traktowanie posługi księdza jako pracy zarobkowej (82,2 proc.). Brak wiary w Boga (77,0 proc.) i brak troski o wiarę młodzieży (72,7 proc.) to kolejne przywary, które zauważają respondenci. Ponadto badana młodzież w większości nie akceptuje fundamentalizmu religijnego duchownych (70,7 proc.), życia sprzecznego z Ewangelią (68,4 proc.) oraz niedbalstwa w odprawianiu Mszy (67,5 proc.). Jeśli chodzi o różnice ze względu na płeć, to mężczyźni najbardziej nie akceptują księdza, który traktuje swoje powołanie jako pracę zarobkową (86,7 proc.), a kobiety – księdza źle spowiadającego (88,4 proc.).

Okazuje się jednocześnie, że tylko nieznacznie więcej respondentów deklaruje, iż niemoralne życie księdza ma wpływ na ich wiarę. Taki pogląd wyraziło 40 proc. badanych. Ponad 1/5 respondentów nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, czy wpłynęłoby to na nich pozytywnie bądź negatywnie, a 35 proc. uważa, że moralność księdza raczej nie ma bądź zdecydowanie nie ma wpływu na ich wiarę. Nieco bardziej wrażliwe na niemoralne życie księdza są kobiety niż mężczyźni (różnica czterech punktów procentowych).

Radośni, otwarci, zadowoleni

Okazało się, że wśród cech pozytywnych duchownego respondenci częściej zwracają uwagę na cechy „świeckie” (52,9 proc.), aniżeli na stricte religijne (43,7 proc.).

Wśród cech świeckich najwyżej notowane są: tolerancja (73,4 proc.), przystępność i otwarcie na ludzi (72,7 proc.), poczucie humoru (72,6 proc.), szacunek do ludzi (71,2 proc.), radość (69,3 proc.), ale też umiejętność słuchania (69 proc.) i wykształcenie (62,7 proc.). Dla kobiet najistotniejszą rolę odgrywa kapłańska tolerancja, poczucie humoru i umiejętność słuchania. Dla mężczyzn – przystępność, ale też nieokazywanie permanentnego poczucia zmęczenia i niespełnienia oraz radość z pełnionej posługi. Ciekawostką może być fakt, że najmniej poszukiwany jest ksiądz esteta, bo tylko przez 19,6 proc. badanych. Jak widać, istnieje zatem wyraźne zapotrzebowanie na księdza radosnego, przystępnego, komunikatywnego i zadowolonego z tego, co robi.

Wśród cech religijnych najczęściej wymieniana jest umiejętność rozumienia i bycia przewodnikiem dla ludzi młodych (69,6 proc.). Istotne znaczenie mają też: wykazywanie się powołaniem (61,4 proc.), głęboka wiara religijna (60,3 proc.), spójność zasad głoszonych z realizowanymi w życiu (59,6 proc.), osobista pobożność (57,45 proc.) i troska o modlitwę (53,1 proc.). Najniżej uplasowały się cechy, które można by nazwać eklezjalnymi: miłość do Kościoła (13,7 proc.), troska o kościół (15,3 proc.), posłuszeństwo biskupowi (15,2 proc.), dbanie o parafię (20,6 proc.).

W przypadku kwalifikacji właściwych tylko dla duchownych najwyżej cenione są: umiejętność głoszenia dobrych kazań oraz spowiadania w sposób zaangażowany i empatyczny, a także troska o liturgię.

Czy warto rozmawiać z księżmi?

W czym jeszcze mogliby być potrzebni duchowni? Czy są – dla przykładu – przydatni w rozwiązywaniu problemów życiowych? Czy – innymi słowy – w trudnej sytuacji idzie się po poradę do księdza?

Z badań wynika, że coraz rzadziej. Aż 44,9 proc. badanych nie postrzega duchownych jako osób, z którymi można rozmawiać o problemach życiowych i prosić ich o wsparcie. Z własnym problemem gotowych jest pójść do księdza 31,8 proc. ankietowanych. Co ciekawe, za kompetentnego w kwestiach życiowych uznaje księdza więcej mężczyzn (34,5 proc.) niż kobiet (29,9 proc.). Nie zaskakuje fakt, że bardziej gotowi są pójść do księdza głęboko wierzący i systematycznie praktykujący. Z wiary wynika zaufanie do księdza i jego kompetencji.

Większość badanych nie postrzega jednak duchownych jako tych, z którymi warto rozmawiać o problemach życiowych, a aż 23 proc. nie ma zdania w tej kwestii. Mówiąc prościej, młodzież nie rozmawia z księżmi o swoich problemach życiowych. Czy należy to złożyć na karb braku zaufania do duchowieństwa czy też wynika to z przekonania, że księża są „nieżyciowi”, a więc nie znają i nie rozumieją problemów młodych ludzi? Badania nie dają na to pytanie odpowiedzi. Jedno jest pewne: nie tylko w Kościele, ale także w życiu coraz bardziej można się bez księdza obejść.

Niechciany celibat

Wśród badanej młodzieży przeważają poglądy zwracające uwagę na potrzebę rewizji stanowiska Kościoła wobec celibatu. 56,2 proc. badanych jest za jego zniesieniem, 17,5 proc. jest za utrzymaniem istniejącego status quo, natomiast ponad 1/4 badanych nie ma w tej kwestii sprecyzowanego stanowiska.

Argumenty respondentów pozytywnie odnoszących się do celibatu można podzielić na teologiczne i praktyczne. Zwolennicy utrzymania celibatu w uzasadnieniach zwracają uwagę, że „ksiądz jest po to księdzem, żeby być zaślubionym Chrystusowi”, „ksiądz ma myśleć o Bogu, a nie o rodzinie”, „ksiądz celibatem naśladuje Chrystusa, który mówi o bezżenności dla królestwa niebieskiego”, „dzięki celibatowi księża wyrzekają się rodzin dla dobra innych ludzi, dla których mają czas”.

W przypadku argumentacji praktycznej uzasadnienia odwołują się do kwestii życia codziennego: „celibat jest po to, żeby księża nie rozdzielali majątku kościelnego na swoje rodziny”, „Kościół nie dysponuje takim zapleczem, żeby pomieścić wszystkie rodziny księży”, „ksiądz nie byłby do dyspozycji wiernych, ale musiałby pilnować spraw rodzinnych”, „jakby księża mogli współżyć i mieć żony, to zrobiłaby się z tego tylko zwykła praca zarobkowa, a nie powołanie”.

Z badań jednoznacznie wynika, że nie ma „zapotrzebowania” na taki styl realizowania posługi kapłańskiej, który można określić jako: krzyczący, wykluczający, imperatywny, monotonny, upolityczniony, moralizatorski

Wśród argumentów akceptujących celibat pojawiły się i takie, które odwoływały się do tradycyjnego obrazu księdza: „po prostu nie wyobrażam sobie księdza z żoną”. Co istotne, dla większości respondentów słowo „celibat” oznacza nie bezżenność, lecz raczej wstrzemięźliwość seksualną. Ciekawe jest także to, że w wypowiedziach badanych dominują argumenty teologiczne, które stanowią aż 72 proc. wobec 28 proc. argumentów praktycznych.

Argumenty przeciwników celibatu podzielić można na dwie grupy: negatywne (prewencyjne) i pozytywne (liberalne). W tych pierwszych dominują opinie, które w celibacie widzą podstawowe źródło wynaturzeń lub zboczeń seksualnych. W wypowiedziach respondentów dominuje wątek pedofilii, ale też – jak określają to respondenci – „rodzin na boku”, życia w konkubinacie z kobietami bądź mężczyznami. W drugim przypadku są to argumenty zwracające uwagę, że „każdy ma prawo do szczęścia i miłości”, „mając rodzinę, ksiądz lepiej rozumiałby innych ludzi” oraz „że celibat jest sprzeczny z naturą, w którą wpisany jest popęd seksualny”. Proporcja argumentów negatywnych w stosunku do pozytywnych wynosi 65 proc. do 35 proc.

Kapłaństwo bardziej ludzkie

Omówione tutaj wyniki badań dotyczą określonej grupy wiekowej (uczniowie i studenci) oraz konkretnego obszaru (diecezja koszalińsko-kołobrzeska). Zapewne nie wolno ich bezkrytycznie rozciągać na całą populację i ekstrapolować na inne regiony Polski. Być może wyniki byłyby inne w pokoleniu czynnym zawodowo, wśród osób w starszym wieku czy w diecezjach położonych w Polsce południowo-wschodniej. Nie znaczy to jednak, że badania te nie pokazują problemu, który – mniej lub bardziej – ujawnia się w całej Polsce.

Przedstawione wyniki są z pewnością wyzwaniem pastoralnym. Ukazują one bowiem sferę rosnącego dystansu pomiędzy świeckimi a duchowieństwem, ale także skalę uprzedzeń, których źródłem są doświadczenia własne lub informacje uzyskane z mediów czy od innych osób. Znamienne jest to, że respondenci z większą łatwością wskazują na wady niż zalety duchownych.

Zważywszy na to, że dużą część badanych stanowią osoby zdystansowane do Kościoła: niewierzące, niepraktykujące czy praktykujące sporadycznie, można zaryzykować stwierdzenie, że obraz księdza, który się w nich ukształtował, jest w dużej mierze zapośredniczony i nie wynika z osobistego, indywidualnego kontaktu. Ale to tylko część badanych. Są przecież wśród nich także wierzący i praktykujący. Tak czy inaczej, łatwiej jest im opisać księdza, którego nie chcą, niż takiego, którego chcą. Czy znaczy to również, że postrzegają duchownych przede wszystkim z perspektywy ich wad?

Zestawienie dotyczące postrzegania zalet i wad duchownych oraz ocena ich kompetencji pokazuje, że w społecznej ocenie księży istotny jest styl realizacji powołania kapłańskiego. Z badań jednoznacznie wynika, że nie ma „zapotrzebowania” na taki styl realizowania posługi kapłańskiej, który można określić jako: krzyczący, wykluczający, imperatywny, monotonny, upolityczniony, moralizatorski, pogardliwie pobłażliwy, arogancki, materialistyczny czy sprawiający wrażenie oderwanego od życia. Niestety, taki styl uważany jest przez badanych za dominujący wśród polskich księży.

Z drugiej strony trzeba przyznać, że z pewnością swoistemu „zsekularyzowaniu” uległa ocena samej roli księdza. Jak pisaliśmy wyżej, młodzi bardziej cenią kompetencje naturalne niż kwestie związane z duchowością. To wskazywałoby, że większą wagę przywiązują do tego, jakim ksiądz jest człowiekiem, niż do tego, jaka jest jego pobożność (choć nie jest ona bez znaczenia).

Mówiąc krótko, młodzi szukają dziś takiego duchownego, który byłby bardziej ludzki. Ten postulat może jednak wykraczać poza oczekiwania formułowane wobec jednostkowego księdza. Być może chodzi nie tylko (nie tyle) o bardziej ludzkiego księdza, ale o kapłaństwo bardziej ludzkie, czyli – zgodnie z wielokrotnie wyrażanym przez papieża Franciszka pragnieniem – zdeklerykalizowane. Otwarte pozostaje pytanie, czy do takiego kapłaństwa zdolne jest przygotować współczesne polskie seminarium.


[1] Por. J. Casanova, „Religie publiczne w nowoczesnym świecie”, tłum. T. Kunz, Kraków 2005, s. 165.
[2] Por. S. Hruby, „The Church in Poland and Its Political Influence, „Journal of International Affairs” 1982/83 (Fall/Winter), vol. 36 (2), s. 317–328.
[3] Z. Dąbrowska, „Sondaż: Wzrosło zaufanie do sądów i UE, spadło do Kościoła”, „Rzeczpospolita”, 27.01.2020.
[4] Zob. A. Draguła, „Sekularyzacja pełzająca czy galopująca?”, „Więź” 2019, nr 4, s. 216–224.
[5] W badaniach przeprowadzonych przez ks. Remigiusza Szauera wzięło udział: 2016/2017 – 1252 uczniów szkół średnich i studentów uczelni wyższych, 2018/2019 – 850 studentów uczelni wyższych. Oprócz badań ilościowych w formie ankiet wykonano także 52 wywiady indywidualne i 30 wywiadów grupowych. 58,4 proc. uczestników to kobiety, 41,4 proc. – mężczyźni. 61,7 proc. to uczniowie szkół średnich, 38,3 proc. – studenci. 38,5 proc. badanych to mieszkańcy wsi, 18,7 proc. – respondenci pochodzący z miast do 20 tysięcy mieszkańców, 16,7 proc. – z miast do 40 tysięcy mieszkańców, a 26,2 proc. – z miast powyżej 40 tysięcy. 6 proc. respondentów zadeklarowało głęboką wiarę, 44,5 proc. określiło siebie jako wierzący, 8,7 proc. stwierdziło, że są wątpiący, ale poszukujący, 24,3 proc. zadeklarowało niezdecydowanie, ale przywiązanie do tradycji, 5 proc. – obojętność religijną, a 11,5 proc. – niewiarę. Jednocześnie 2,5 proc. badanych wskazało, że ich udział w praktykach religijnych odbywa się częściej niż w niedzielę, a 16,9 proc. respondentów wskazało, że praktykuje co niedzielę. 24 proc. badanych zadeklarowało niesystematyczne praktyki religijne, ale nie rzadziej niż raz w roku. Ponad 33 proc. respondentów to praktykujący wyłącznie z jakiejś okazji (świątecznej bądź rodzinnej) a ponad 22 proc. deklaruje, że nie praktykuje wcale.

Tekst ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, wiosna 2020

„Więź”, wiosna 2020

Kup tutaj