Czy odrzucenie Boga jest tożsame z odrzuceniem postawy religijnej?

Pytanie o wiarę niewierzących tylko z pozoru wydaje się nielogiczne. Przecież niewierzący – z definicji – nie wierzy. Ale jeśli nie wierzy, to nie wierzy w coś. Trudno sobie wyobrazić niewiarę in abstracto, taką niewiarę w ogólności. Żeby powiedzieć, że nie wierzy się w jakiegoś Boga, trzeba najpierw mieć jakieś jego wyobrażenie, pojęcie. Trzeba jakoś go zdefiniować.

Św. Justyn Męczennik w swojej „Apologii” pisał: „[…] jesteśmy nazwani bezbożnikami. I przyznaję, że jesteśmy niewierzącymi, jeśli chodzi o tych tzw. bogów, ale nigdy w przypadku najprawdziwszego Boga […]”[1]. Chrześcijański apologeta ma rację, gdyż mechanizm każdego ateizmu, każdej niewiary jest zawsze taki sam. Ateistą jest się zawsze od jakiegoś Boga. Trzeba mieć jakąś wizję Boga, by móc go odrzucić.

Ateistą jest się zawsze od jakiegoś Boga. Trzeba mieć jakąś wizję Boga, by móc go odrzucić

Ale czy odrzucenie Boga – a zwłaszcza wyrzeczenie się wiary w Boga osobowego – jest tożsame z odrzuceniem postawy religijnej? Jan Lechoń pisał, że w Matkę Bożą Częstochowską „wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy”. Czy nie jest to przekonanie o potrzebie wiary w istnienie jakiejś nadprzyrodzonej instancji? Skąd może się brać taka potrzeba? Jak się wydaje, może ona wynikać z niezgody na przypadkowość losu, na nieuchronną konieczność spełnienia się fatum. Nie każdy jest zdolny pokonać absurd życia poprzez męstwo czy też odwagę bycia. We wstępie do drugiego wydania „Męstwa bycia” Paula Tillicha Peter Gomes pisał: „Los, wina i lęk przed śmiercią były trzema rodzajami niepokoju, które nękają współczesnego człowieka. Los trzyma go jako zakładnika zarówno jako jego sens, jak i cel, wina w braku źródła przebaczenia i łaski jest śmiercią za życia, natomiast śmierć bez obietnicy nagrody lub kary może być ostatecznym doświadczeniem absurdalności samej egzystencji”[2].

Człowiek wierzący odpowiada na ten trojaki lęk wiarą w Boga. Tillich pisał: „Ostatecznym źródłem męstwa bycia jest «Bóg poza Bogiem»”, którego można znaleźć – jak podkreślał filozof – „poza Bogiem teizmu”[3]. Jeśli więc nawet teista pozostaje bez źródła męstwa bądź – chyba lepiej – odwagi bycia[4], to jak rozwiązuje go człowiek niewierzący – zarówno ateista, jak i agnostyk; ten, który odrzuca wiarę w jakiegokolwiek Boga, i ten, który o możliwości takiej wiary nie orzeka? Czy nie tworzą sobie choćby czasami jakichś surogatów Boga? Czy nie mają jakichś zastępczych wartości?


[1] Justyn Męczennik, „I Apologia”, 6.1., w: „Pierwsi apologeci greccy. Kwadratus, Arystydes z Aten, Aryston z Pelli, Justyn Męczennik, Tacjan Syryjczyk, Milcjades, Apolinary z Hierapolis, Teofil z Antiochii, Hermiasz”, tłum. L. Misiarczyk, oprac. J. Naumowicz, Kraków 2004, s. 210.
[2] P. Gomes, „Intruduction to the Second Edition”, w: P. Tillich, The Courage To Be, Yale 2000, s. XXII.
[3] P. Tillich, „Męstwo bycia”, tłum. H. Bednarek, Paryż 1983, s. 178.
[4] J. Płuciennik zauważa, że lepszym polskim odpowiednikiem ang. courage, które znajduje się w tytule książki P. Tillicha, byłoby słowo „odwaga”, dlatego w niniejszym tekście pojawiły się oba określenia: „męstwo bycia” i „odwaga bycia”. J. Płuciennik, „Odwaga poetyki. Aktywizm, opór, psalmy”, Łódź 2019, s. 110-111.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, wiosna 2020

„Więź”, wiosna 2020

Kup tutaj