Przy znacznie pogarszających się warunkach życia na Ziemi człowiek na pewno nie będzie ostatnim gatunkiem, który wyginie.

Człowiek jest oczywiście wytworem ewolucji – dziś mamy już sporą wiedzę o antropogenezie. Rodzaj Homo pojawił się około dwóch milionów lat temu. Z czasem wyłaniały się w tym rodzaju nowe gatunki, niekiedy współistniejąc ze sobą, a nawet krzyżując się między sobą (na ile wyróżniane przez antropologów gatunki spełniały kryteria gatunku nie jest tu istotne). Dziś istnieje tylko jeden gatunek Homo sapiens, liczący, według różnych ocen, 200 do 300 tysięcy lat. Z punktu widzenia mechanizmów ewolucji wyłonienie się naszego gatunku nie było niczym szczególnym.  

Według dzisiejszej wiedzy o ewolucji nic nie wskazuje na to, że jakikolwiek gatunek ma gwarancję trwałości – w tym również Homo sapiens. Jest on gatunkiem bardzo wyspecjalizowanym, wymagającym niszy życiowej o małym zakresie zmienności, co zmniejsza jego zdolności adaptacyjne. Ewolucja, w przeciwieństwie do nas, w swych mechanizmach nie uznaje antropocentryzmu ani „postępu”. Liczy się głównie szansa przetrwania i elastyczność w przystosowaniu się do zmieniających się warunków środowiskowych. Niech nas nie uspakaja przekonanie, że sami możemy, do pewnego stopnia, te warunki kształtować.

Biblijny opis końca świata znacznie lepiej koresponduje z przewidywaniami astrofizyków niż biblijny opis początku świata

Przy znacznie pogarszających się warunkach życia na Ziemi człowiek na pewno nie będzie ostatnim gatunkiem, który wyginie. Według dzisiejszej, już dobrze ugruntowanej wiedzy o ewolucji gwiazd w przyszłości Słońce bardzo się rozgrzeje, co spowoduje, że temperatura na Ziemi wzrośnie o kilkadziesiąt stopni, w efekcie czego wyparują oceany. Będzie to oznaczało koniec życia na naszej planecie, jednak człowiek może z niej zniknąć znacznie wcześniej. Co ciekawe, biblijny opis końca świata, dotyczący w zasadzie tego, co się będzie wówczas działo na Ziemi, znacznie lepiej koresponduje z przewidywaniami astrofizyków niż biblijny opis początku świata.

W świetle Objawienia całkiem inaczej niż w spojrzeniu ewolucyjnym przedstawia się również pojawienie się człowieka. Objawienie mówi o wyjątkowości człowieka, ponieważ jest on stworzony na obraz i podobieństwo Boga i jest przez Niego obdarzony nieśmiertelną duszą oraz wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami. Franciszek pisze: „Nowość jakościowa, jaką oznacza pojawienie się bytu osobowego w ramach materialnego wszechświata, zakłada bezpośrednie działanie Boga, szczególnie powołanie do życia i do relacji jednego «Ty» z innym «ty»” (LS 81). Co więcej, Bóg wcielił się w człowieka i umarł za jego grzechy. Przyjęcie więc przez teologa, że człowiek pojawił się w ramach przebiegających przypadkowo zmian genetycznych i selekcji – jak to ma miejsce w przypadku innych organizmów – byłoby niesłychanie trudne. Dlatego celowość jest tak silnie podkreślana w teologicznych teoriach ewolucji, z których szczególnie znana jest ta zaproponowana przez Teilharda de Chardina.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, wiosna 2020

„Więź”, wiosna 2020

Kup tutaj