W wyniku pandemii w Polsce może umrzeć nawet jedna trzecia mieszkańców domów pomocy społecznej, zakładów opiekuńczo-leczniczych i pielęgnacyjno-opiekuńczych – czyli ponad 40 tys. osób z niepełnosprawnościami i seniorów.

Pandemia koronawirusa w ciągu kilku tygodni zmieniła świat. Wiele dotychczasowych problemów straciło na znaczeniu. Są jednak i takie, które stały się jeszcze bardziej palące – jak te związane z funkcjonowaniem osób z niepełnosprawnościami.

W dramatycznej sytuacji są mieszkańcy domów pomocy społecznej oraz ci, którzy potrzebują usług asystenckich. O wadach depeesów środowisko osób z niepełnosprawnościami mówiło od dawna. Nieprzygotowanie na ewentualność pandemii – obok np. łamania praw mieszkańców – było wymieniane zwykle na ostatnich miejscach na liście. I trudno się dziwić, bo nikt się tego nie spodziewał. Ale było wymieniane i obecne w debacie stale.

Wiemy choćby z reportażu BBC „Ponury kryzys w domach pomocy społecznej w Europie”, że w Hiszpanii, we Francji i Włoszech umarły już tysiące mieszkańców domów pomocy społecznej i innych instytucji całodobowych – często 40-50 proc. mieszkańców poszczególnych placówek. Przypadki zaniedbań – porzucanie mieszkańców czy pozbawianie ich jedzenia – są równie porażające.

Jeśli w Polsce powtórzy się scenariusz hiszpański, francuski lub włoski, umrzeć może nawet jedna trzecia mieszkańców domów pomocy społecznej, zakładów opiekuńczo-leczniczych i pielęgnacyjno-opiekuńczych – ponad 40 tys. osób z niepełnosprawnościami i seniorów.

Czas tzw. narodowej kwarantanny nie jest łatwy dla nikogo. Zwłaszcza dla osoby, która nie może przez kilka tygodni wyjść z pokoju, a na dobór współmieszkańców nie miała wpływu

To jednak nie koniec. Bardzo bolesne skutki pandemii będą czekać kolejne grupy osób. Może wystąpić znaczne pogorszenie stanu zdrowia fizycznego wskutek odleżyn powstałych w wyniku nieprzesadzania osoby przez wiele dni z łóżka na wózek lub zaniechania innych koniecznych zabiegów pielęgnacyjnych. Nie można lekceważyć wpływu tej sytuacji na zdrowie psychiczne mieszkańców instytucji pomocowych. Czas tzw. narodowej kwarantanny nie jest łatwy dla nikogo. Zwłaszcza dla osoby, która nie może przez kilka tygodni wyjść z pokoju, a na dobór współmieszkańców nie miała wpływu.

Pokazuje to wyraźnie, jakim błędem było nieprzeprowadzenie procesu deinstytucjonalizacji, o który środowisko osób z niepełnosprawnościami apelowało od lat. Chodziło o przejście od opieki instytucjonalnej do wsparcia w społeczności lokalnej, czyli odejście od dużych szpitali psychiatrycznych i domów pomocy społecznej na rzecz mieszkań wspomaganych (np. 5-osobowych) lub wsparcia asystenta osobistego.

Efektem tych apeli stało się w lutym br. rozpoczęcie prac w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej nad strategią deinstytucjonalizacji z udziałem zainteresowanych środowisk.

Nie zmienia to faktu, że w obecnej sytuacji niezbędne jest podjęcie intensywnych i skoordynowanych działań w zakresie minimalizacji ryzyka. Zwróciło na to uwagę w bardzo mocnym stanowisku Europejskie Forum Niepełnosprawności 31 marca: „Milion osób z niepełnosprawnościami żyjących w instytucjach jest teraz w sytuacji trudniejszej niż kiedykolwiek, narażone są na zwiększone ryzyko zachorowania na COVID-19, fizyczne i psychologiczne nadużycia związane z izolacją, zaniedbanie, a nawet porzucenie”.

W tym samym dniu list do premiera skierowało Polskie Forum Osób z Niepełnosprawnościami wraz z ponad pięćdziesięcioma osobami reprezentującymi organizacje i inicjatywy, a także członkami społeczności akademickiej, związanymi ze wsparciem osób z niepełnosprawnościami.

Szereg szczegółowych propozycji zawiera list do prezydenta i premiera z 5 kwietnia. Przedstawiciele środowiska zaproponowali m. in. powołanie zespołu zarządzania kryzysowego (ZZK) ds. osób z niepełnosprawnościami przy pełnomocniku rządu ds. osób niepełnosprawnych; uszczegółowienie instrukcji MRPiPS dla instytucji stałego pobytu oraz świadczenia usług społecznych; zapewnienie ciągłości świadczenia usług osobom z niepełnosprawnościami i osobom starszym (w tym poprzez wykorzystanie zasobów Wojsk Obrony Terytorialnej); utworzenie w samorządach bazy osób wymagających wsparcia i sieci instytucji wspierających; monitorowanie sytuacji mieszkańców instytucji stałego pobytu oraz osób korzystających z usług społecznych.

Do zrobienia pozostaje zorganizowanie wsparcia osobom z niepełnosprawnościami, które z powodu pandemii nie mogą korzystać z dotychczasowych jego form. W przywołanym liście przedstawiciele środowiska zauważyli i docenili działania podjęte przez pełnomocnika rządu Pawła Wdówika oraz prezesa Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych Krzysztofa Michałkiewicza mające na celu sprawne uruchomienie nowego programu finansowaniu domowego wsparcia. Konieczne są jednak dalsze działania w tym zakresie.

Osoby z niepełnosprawnościami mają problem nawet z dostępem do informacji – zarówno tych bezpośrednio dotyczących zagrożenia epidemiologicznego, jak i zmienionego funkcjonowania obiektów użyteczności publicznej. Przynajmniej – po apelu Polskiego Związku Głuchych – konferencje prasowe rządu dotyczące pandemii tłumaczone są na język migowy. Zmiany w tym zakresie wystąpiły też w mediach publicznych. Brakuje jednak komunikatów uwzględniających prawo do informacji osób z innymi niepełnosprawnościami (np. napisów dla słabosłyszących czy tekstów łatwych do czytania dla osób z niepełnosprawnością intelektualną). Niewidomi pozostają z problemem niedostosowania stron internetowych do programów odczytu ekranu, co utrudnia im zdobycie informacji choćby o funkcjonowaniu komunikacji miejskiej, urzędów, sklepów czy parafii. Brakuje również tekstowych opisów różnych graficznych instrukcji publikowanych w sieci, np. dotyczących tego, jak prawidłowo dezynfekować ręce.

Dramatyczna sytuacja w domach pomocy społecznej – oraz sytuacja osób z niepełnosprawnościami w ogóle – nie przebiła się niestety jak dotąd do szerszej opinii publicznej. Czy społeczeństwo dostrzeże tę najbardziej narażoną grupę, czy – mówiąc brutalnie – spisze ją na straty? Będzie to niewątpliwie test dla naszej cywilizacji.

Czy po zakończeniu pandemii wyciągniemy z niej wnioski i przeprowadzimy wreszcie skuteczny proces deinstytucjonalizacji?