Zanim na scenę wkroczyły „żółte kamizelki”, wydawało się, że najbardziej zaskakującym i wstrząsającym momentem w historii francuskich zamieszek był rok 2005.

Termin „zamieszki” – zakorzeniony we francuskim dyskursie medialnym od lat 90. XX wieku – długo zarezerwowany był dla punktowych rozruchów na przedmieściach, w których udział brała bezrobotna młodzież, często wywodząca się z robotniczych rodzin emigranckich. Zamieszki wybuchały przy okazji policyjnych interwencji, po konkretnych incydentach (np. po pobiciu lub śmierci jednego z członków grupy) i najczęściej dawały upust społecznej frustracji[1]. 2005 rok wszystko zmienił – zamieszki przestały być lokalnymi rozruchami, a doświadczeniem jednoczącym protestujące grupy z całego kraju.

Kolejne tak wielkie zaskoczenie sprowokowało wyjście na ulicę „żółtych kamizelek”. Ruch ten – heteronomiczny, niezależny od partii politycznych, zawiązujący się spontanicznie – w niczym nie przypominał poprzednich i po raz kolejny unieważniał społeczny układ sił.

W dzisiejszej Francji, po doświadczeniach z „żółtymi kamizelkami”, wiadomo już, jak nieprzewidywalna może być moc oddziaływania ruchów społecznych; wiadomo że zamieszki mają potencjał ogarniania całego kraju, nie zaś tylko marginalizowanych przedmieść; nad głowami obywateli ważą się decyzje odnośnie najpoważniejszych reform, przez miasta przechodzą liczne manifestacje, a ulice stają się scenami bolesnych incydentów; dochodzi do nadużyć nie tylko po stronie manifestantów, ale też policji.

W dzisiejszej Francji, po doświadczeniach z „żółtymi kamizelkami”, wiadomo już, jak nieprzewidywalna może być moc oddziaływania ruchów społecznych

Niepokoje wyrażane w mediach przez francuskich intelektualistów skupia właściwie jedno pytanie: skąd tyle przemocy na ulicach? Pytanie o tyle wdzięczne, że pozwala sprawnie rozłożyć się na czynniki pierwsze i zaobserwować, co też w obliczu przemocy jest najdotkliwsze.

Niniejsza refleksja stanowi bowiem przede wszystkim próbę zrozumienia obrazów i słów, czyli śladów przemocy, które do nas docierają. Do nas, a więc do osób prywatnie nieuwikłanych we francuskie problemy społeczne, niezależnych od francuskich reform. Stawiane pytanie nie będzie dla mnie pretekstem do ferowania ostatecznych wyroków na temat „(nie)wyjątkowej agresji Francuzów”, „francuskiego (nie)przyzwolenia na przemoc”, ani też do oceniania stylu zarządzania państwem. Chcę natomiast przyjrzeć się temu, o czym ono świadczy? Co sprawia, że nabiera aktualności? Do jakich refleksji prowokuje Francuzów zaistniała sytuacja? Przemoc nie tylko zostawia konkretne ślady, ale i ma przedziwną moc uruchamiania szeregu mechanizmów (na poziomie indywidualnym i społecznym) oraz – po prostu – obnażania.


[1] Francuską historię zamieszek opisuje Laurent Mucchielli w książce „Les violences politiques en Europe. Un état des lieux” [„Przemoc polityczna w Europie. Przegląd”], pod red. X. Crettiez i L. Mucchelli, Paris 2010.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, wiosna 2020

„Więź”, wiosna 2020

Kup tutaj