Czuję się ofiarą bezprawia, kłamstw i krótkowzrocznej wiary w nagą siłę – mówi prof. Dariusz Stola w rozmowie z „Tygodnikiem Powszechnym” i zdradza nieznany wcześniej możliwy powód jego kłopotów z rządzącymi.

Wywiad Michała Okońskiego z prof. Dariuszem Stolą, historykiem, pracownikiem Instytutu Studiów Politycznych PAN, dyrektorem Muzeum Polin w latach 2014–2019, ukazał się dziś w „Tygodniku Powszechnym”.

Prof. Stola 11 lutego wydał oświadczenie, w którym przyznał, że – po tym, jak minister kultury Piotr Gliński od miesięcy miesięcy zwlekał z mianowaniem go na funkcję dyrektora Polin – gotów jest zrezygnować. W rozmowie wyjaśnia, że do wydania oświadczenia skłoniło go zachowanie ministra, który jednoznacznie i przy świadkach oznajmił, że go nie mianuje. Postępowanie Piotra Glińskiego nazywa „krokiem bezprawnym i bezprecedensowym, bo jeszcze się w Polsce nie zdarzył minister tak ostentacyjnie nadużywający swojej pozycji”.

„Według prawników jest to bezprawna bezczynność. To nie jest swobodna decyzja ministra, co zrobi po rozstrzygnięciu konkursu. Może go unieważnić – ale wtedy musi to uzasadnić – a jeśli tego nie zrobi, musi zrealizować jego wynik” – zauważa i przyznaje, że zastanowi się nad procesem Stola-Gliński. „Na razie czekam, aż minister wywiąże się z deklaracji i podpisze nominację Zygmunta Stępińskiego” – dodaje.

„Wszystkie oskarżenia, jakie formułował pod moim adresem pan minister, były fałszywe. I wydaje mi się, że on musiał zdawać sobie z tego sprawę” – podkreśla były dyrektor Polin. Zdradza też powód, który mógł przyczynić się do jego kłopotów z rządzącymi. Na początku 2018 roku został wezwany do ministerstwa na spotkanie z dwiema urzędniczkami w sprawie norweskiego grantu, które Muzeum miało otrzymać. „Idę z koleżanką, na wstępie dziękuję, mówię, że się cieszę z tego spotkania, bo to już najwyższy czas brać się do roboty. I słyszę, że nie: że musimy o tym poważnie porozmawiać, bo to niesprawiedliwe, żeby tylko muzeum dostało te pieniądze. «Co pani przez to rozumie?». «Jest tyle cennych przedsięwzięć z zakresu żydowskiego dziedzictwa kulturowego, dlaczego tylko wy macie dostać te pieniądze?». «Bo Norwedzy nam ufają, wiedzą, że potrafimy to robić, a tak w ogóle to o jakich projektach pani mówi?». «No, konkretnie to chodzi o Muzeum Getta Warszawskiego». «To ono istnieje?». «Nie, jeszcze nie». «Ma dyrektora może?». «Nie». «Ma jakąś załogę, która potrafi takie projekty realizować?». «Nie, ale będzie miało». Przyznaję: powiedziałem, że dla mnie to nie brzmi poważnie. Usłyszałem, iż pan minister oczekuje, że zrobimy partnera z nieistniejącego muzeum i że ono powinno dostać sporą część pieniędzy – trzy do pięciu milionów euro” – relacjonuje.

„Czuje się Pan kozłem ofiarnym?” – pyta Okoński. „Raczej ofiarą bezprawia, kłamstw i krótkowzrocznej wiary w nagą siłę. No i nie mogę się nadziwić niezdolności do przewidzenia długofalowych konsekwencji takich działań. Kto będzie wierzył wicepremierowi, który nawet nie zaprzecza, że oszukał swoich partnerów? Kto przystąpi do otwartego konkursu, który oprócz reguł zapisanych w regulaminie ma jeszcze jakieś tajne reguły dodatkowe, takie mianowicie, że partia musi zwycięzcę lubić?” – odpowiada prof. Stola.

Jego zdaniem „to, co jest neutralne i tolerowane dziś, za trzy miesiące może dostać epitet antypolskie, lewackie, wrogie. W partii rządzącej widać coś takiego, jak wewnętrzna dynamika radykalizacji”. Na uwagę redaktora „Tygodnika Powszechnego”, że władze może chcą opowiadać o historii Polski tak, żebyśmy mogli czuć się z niej dumni, historyk odpowiada: „Gdyby chodziło o opowiadanie historii w jej chwalebnym wydaniu, to mógłbym im zarzucać jedynie nadmierne uproszczenia, ale spora część wysiłków władz zmierza do zamiatania pod dywan rzeczy nieprzyjemnych, a to już przeinaczanie historii. Do tego dochodzi zwalczanie brzydkimi metodami tych, którzy ­mówią o ­rzeczach niechwalebnych: grożenie prokuratorem, opluwanie w mediach itd.”.

O sprawie informujemy od początku.

DJ