Jego „Wojna domowa” to jeden z największych seriali w dziejach polskiej telewizji.

Nie żyje Jerzy Gruza. Serdeczny kolega, mimo różnicy wieku. Z jego śmiercią stolik z Czytelnika przeniósł się już w całości do innej rzeczywistości. Tam Jerzy będzie mógł znowu ze śmiertelną powagą dowcipkować i szydzić, doprowadzając swojego przyjaciela Henryka Berezę do szewskiej pasji.

No, może zostałem z tego towarzystwa już tylko ja (i jeszcze Filip Bajon z Marzeną Mróz). Dopuścili w 1999 roku do swojego grona jakiegoś „szczawika”, młodszego o ponad ćwierć wieku, i na dodatek księdza. Czasami sobie myślę, że zrobili to też dla dowcipu, bo „będzie miał nas kto pochować”. I to się spełniło. Smutno mi….

Jerzy Gruza obdarował nas najlepszymi serialami. Wiadomo: „Wojna domowa” i „Czterdziestolatek”, a także niedocenioną komedią „Dzięcioł”. W 1972 roku wyreżyserował „Przeprowadzkę” według pomysłu Bogumiła Kobieli i Zdzisława Maklakiewicza, film ten został na wiele lat zatrzymany przez komunistyczną cenzurę.

Zrealizował także wspaniałe spektakle w teatrze telewizji. Pamiętacie „Romea i Julię” z Krzysztofem Kolbergerem i Bożeną Adamik?. Pamiętacie „Rewizora” z Tadeuszem Łomnickim, Piotrem Fronczewskim i Anną Seniuk? Pamiętacie „Karierę Artura Ui” z Markiem Walczewskim? Pamiętacie sztukę Moliera „Mieszczanin szlachcicem” z Bogumiłem Kobielą? Pamiętacie niezliczoną ilość programów rozrywkowych na poziomie dzisiaj nieosiągalnym?

Był jeszcze Teatr Muzyczny w Gdyni. Jako pierwszy przeniósł na deski polskiego teatru klasykę światowego musicalu („Skrzypek na dachu”, „Jesus Christ Superstar”, „My fair lady”, „Nędznicy”, „Człowiek z La Manchy”).

Uważam, że jego „Wojna domowa”, wraz ze „Stawką większą niż życie” Andrzeja Konica i Janusza Morgensterna, ze „Z biegiem lat, z biegiem dni” Andrzeja Wajdy oraz „Nocami i dniami” Jerzego Antczaka to największe seriale w dziejach polskiej telewizji. I choć dzisiaj powstaje niezliczona ilość odcinków kolejnych seriali, jakieś kolejne sezony – no i co, gdzie im do tych czterech?

Poniżej udostępniam fragmenty „Wojny domowej”, w każdym odcinku Jarema Stępowski zbierał suchy chleb dla konia. Mój ulubiony dialog to ten z udziałem Aliny Janowskiej. „Nie proszę pana, suchego chleba nie mam, bo mąż wszystko zjada. Ale mam stary materac w piwnicy, może panu potrzebny?”. „Nie, ja tylko to, co mi się do teczki mieści”.

Jerzy na pewno chciałby, żeby go pożegnać z uśmiechem.

Żegnaj, Drogi Jerzy.