Zło wśród legionistów miało charakter strukturalny, a nie jednostkowy. Również wnioski z ich sprawy powinny mieć charakter strukturalny.

Legioniści Chrystusa – zgromadzenie zakonne założone przez wielokrotnego zbrodniarza seksualnego i piramidalnego oszusta, Marciala Maciela Degollado – odbywają w tym tygodniu w Rzymie swoją kolejną kapitułę generalną. Muszą mierzyć się z nowymi ujawnionymi skandalicznymi faktami z własnej przeszłości. Czy w tej sytuacji ma sens dalsze istnienie tego zgromadzenia zakonnego? Czy nie należałoby raczej dokonać jego kasaty?

Dixielandowa orkiestra

Mam z legionistami osobiste wspomnienia. Gdy bywałem w Rzymie na zebraniach Papieskiej Rady ds. Świeckich, watykańscy organizatorzy czasem zapraszali na wieczorne spotkania młodych kleryków z seminarium tego zgromadzenia. W mojej pamięci pozytywnie utkwił pewien wieczór, gdy członkowie i konsultorzy Rady mogli się znakomicie bawić i zrelaksować podczas świetnego koncertu dixielandowej orkiestry legionistów.

Niechętnie i podejrzliwie spoglądałem natomiast na ich zewnętrzny szyk. Nieufność budziły we mnie ich nienagannie odprasowane garnitury, dumnie noszone szerokie koloratki, eleganckie wyżelowane fryzury (prawie wszyscy byli ostrzyżeni według tego samego wzorca). Byłem i jestem przywiązany do wizji Kościoła skupionego wokół ubogich, nie odnajduję się więc w takich klimatach kościelnych. Już na pierwszy rzut oka widać było, że w tym zgromadzeniu nie brakuje pieniędzy (po latach przeczytałem, że majątek założonego w 1941 r. zakonu wycenia się obecnie na blisko 50 mld dolarów!). I wyraźnie tak miało być: „na bogato”! Przezywano ich złośliwie (choć niekiedy z zazdrością) nie legionistami, lecz milionerami Chrystusa.

W tej historii żaden happy end nie jest możliwy

Ale legioniści obfitowali nie tylko w pieniądze. Nie brakowało im również nowych gorliwych powołań. Kombinację tych właśnie dwóch czynników – wysokiej liczby kandydatów do zgromadzenia i olbrzymich pieniędzy, jakimi legioniści obracali – uważam za główny motyw, dla którego ks. Macielowi wierzono w Watykanie bardzo długo i niemal bezgranicznie. Wielokrotnie opisywano w książkach i w mediach bliskie relacje Maciela z najbliższym otoczeniem papieża Jana Pawła II. Meksykański założyciel zgromadzenia imponował rzymskim kurialistom, bo nie pogrążał się w rozważaniach o kryzysie Kościoła, jak czynią to zazwyczaj Europejczycy, lecz bezkompromisowo głosił ortodoksyjną naukę katolicką, przyciągał młodzież i zdobywał życzliwość bogatych sponsorów. Można by rzec: czegóż chcieć więcej?       

Zgromadzenie szybko rosło w liczby, pieniądze i znaczenie. Obecnie należy do niego 1500 osób, które działają w 21 krajach. Prowadzą uczelnie, ale przede wszystkim wiele elitarnych szkół katolickich, co ma szczególne znaczenie w kwestii wykorzystywania seksualnego. Dodatkowo blisko 50 tysięcy katolików w 34 krajach to członkowie świeckiej gałęzi legionistów – ruchu Regnum Christi.

Uwiedzeni intelektualiści

Założycielowi legionistów ufali nie tylko watykańscy hierarchowie, lecz także poważni intelektualiści. I co ciekawe, byli wśród nich czołowi amerykańscy myśliciele neokonserwatywni, jak ks. Richard John Neuhaus czy George Weigel.

Stopień zawierzenia Macielowi ze strony tych ludzi – obdarzonych przecież wnikliwymi krytycznymi umysłami – można by, bez przesady, porównać ze skalą uwiedzenia komunizmem wśród lewicowych europejskich intelektualistów lat 50. XX wieku. I jedni, i drudzy nie przyjmowali do wiadomości pojawiających się podejrzeń czy nawet informacji, uznając je za przejaw złej woli i atak – w tym przypadku nie tylko na Maciela, lecz na cały Kościół.

Szczególnie bolesny w lekturze jest pod tym względem obszerny artykuł ks. Neuhausa (wcześniej duchownego luterańskiego i bliskiego współpracownika Martina Luthera Kinga) opublikowany w 2002 r. w, założonym i kierowanym przez niego, prestiżowym miesięczniku intelektualnym „First Things”. Neuhaus przyznawał, że nie jest neutralny, bo spędził sporo czasu z Macielem. To doświadczenie pozwoliło mu wystawić meksykańskiemu duchownemu świadectwo autentycznej świętości: „robi na mnie wrażenie jako człowiek łączący nieskomplikowaną wiarę, łagodną życzliwość, wojskową samodyscyplinę i nieustępliwą determinację, by robić to, do czego, jak uważa, Bóg go powołał. […] W języku tradycji są to cechy związane ze świętością. W jego przypadku jest to męska świętość wytrwałej determinacji, która została udoskonalona w ogniu częstego sprzeciwu i niezrozumienia”.

Podobnie było z George’m Weigelem. W tym samym 2002 r. napisał na stronie internetowej legionistów: „Jestem pod wielkim wrażeniem dzieł prowadzonych przez legionistów Chrystusa w USA, Meksyku i Rzymie. Jeśli ojca Maciela i jego charyzmę mamy oceniać po owocach jego pracy, to owoce te są w rzeczy samej imponujące”.

Stopień zawierzenia Macielowi ze strony neokonserwatywnych myślicieli można by porównać ze skalą uwiedzenia komunizmem wśród lewicowych europejskich intelektualistów lat 50.

Neuhaus w swoim artykule opisuje, że zapoznał się z dostępnymi wówczas oskarżeniami wobec meksykańskiego duchownego. Argumentuje jednak, że są one kompletnie niewiarygodne. Pisze, że po szczegółowym rozważeniu wszystkich argumentów za i przeciw osiągnął moralną pewność, iż zarzuty formułowane przeciwko Macielowi są „fałszywe i napastliwe, więc nie należy im w ogóle ufać”.

Mało tego, przenikliwy intelektualista Neuhaus bronił Maciela nawet, gdy w 2006 r. Benedykt XVI nakazał zakonnikowi życie w pokucie i odosobnieniu. Komentował dla „New York Timesa”: „Nie ma niczego w watykańskim oświadczeniu, co sugerowałoby, że słowa «pokuta» użyto w znaczeniu środka karnego. Nie byłby to pierwszy raz, gdy osoba niewinna i rzeczywiście święta byłaby niesprawiedliwie traktowana przez władze kościelne”.

Rzecznik legionistów ojcem dziecka

W specyficzny sposób brak seksualnej dojrzałości wśród legionistów Chrystusa dotknął inną konserwatywną obrończynię Maciela – znakomitą amerykańską prawniczkę Mary Ann Glendon (swego czasu pisała o „promiennej świętości” meksykańskiego duchownego).

Glendon była profesorem Harvardu, w 1995 r. została przewodniczącą watykańskiej delegacji na ONZ-owską konferencję ds. Kobiet w Pekinie, później przewodniczyła Papieskiej Akademii Nauk Społecznych. Pod koniec 2007 r. prezydent George W. Bush mianował ją ambasadorem USA przy Stolicy Apostolskiej. Pełniła jednak tę funkcję krótko, rezygnując (zgodnie ze zwyczajem amerykańskiej dyplomacji) po wyborze nowego prezydenta z Partii Demokratycznej, Baracka Obamy.

Kilka lat później okazało się, że córka Glendon, Elizabeth Lev, nawiązała romans z popularnym w mediach, bardzo przystojnym rzecznikiem prasowym legionistów ks. Thomasem Williamsem (oboje współpracowali z agencją Zenit prowadzoną przez zgromadzenie). Z tego związku, prawdopodobnie w roku 2003, urodziło się dziecko. Williams – z wykształcenia teolog moralny, autor m.in. książki „Knowing Right from Wrong: A Christian Guide to Conscience” o rozróżnianiu dobra od zła i formacji sumienia, teologiczny konsultant filmu „Pasja” Mela Gibsona, popularny komentator telewizyjny – pozostał jednak księdzem i ukrywał swe ojcostwo. Nadal publicznie występował oraz wykładał teologię i etykę w prowadzonej przez legionistów papieskiej akademii Regina Apostolorum.

Już na pierwszy rzut oka widać było, że w tym zgromadzeniu nie brakuje pieniędzy. Legionistów przezywano złośliwie milionerami Chrystusa

Dopiero po dziewięciu latach Thomas Williams przyznał publicznie, że jest ojcem dziecka, wziął roczny urlop ze zgromadzenia i wrócił do domu rodzinnego w stanie Michigan. Rok później ostatecznie opuścił legionistów. W 2013 r. już oficjalnie został zięciem prof. Glendon (wcześniej skrzętnie ukrywano tożsamość matki dziecka). Były duchowny wyjaśniał wtedy, że pierwotnie kontynuował służbę kapłańską, chcąc odkupić swój grzech z przeszłości przez dobrą pracę dla Kościoła – po długim namyśle postanowił jednak podjąć obowiązki męża i ojca, zwłaszcza że syn ma zespół Downa.

Wiele wówczas dyskutowano – i do dziś brak na te pytania jasnych odpowiedzi – na ile obrona Maciela przez Mary Ann Glendon miała związek z jej osobistymi doświadczeniami oraz co amerykańska prawniczka naprawdę wiedziała o występkach założyciela legionistów, gdy stawała w jego obronie.

Swoją drogą, od 2014 r. Thomas Williams jest dziennikarzem, pracuje jako szef rzymskiego biura Breitbart News – popularnego prawicowego antyestablishmentowego portalu, który gorąco wspierał Donalda Trumpa w jego kampanii, sięgając ochoczo po wątki ksenofobiczne. Szefem Breitbart News był Stephen K. Bannon, później szef kampanii Trumpa i doradca prezydenta, po pewnym czasie zdymisjonowany. Williams jako dziennikarz należy do wyraźnie umiarkowanego skrzydła Breitbart News, wyraża poglądy konserwatywne, ale nie posługuje się językiem ideologicznym, a o papieżu Franciszku pisze zazwyczaj z szacunkiem. W styczniu 2017 r. „New York Times” przytoczył wypowiedź byłego legionisty, że Bannon jest „podejrzliwy” wobec papieża, a od niego samego redakcja oczekiwała materiałów wspierających antyFranciszkową opozycję w Watykanie, zwłaszcza kard. Raymonde’a Burke’a.

Wciąż więcej i więcej zła

Dziś sytuacja legionistów jest – pomimo upływu lat, zakończonych prac komisji watykańskiej i wprowadzenia pewnych zmian w zgromadzeniu – jeszcze gorsza. Na jaw wychodzą kolejne przestępstwa, strukturalne grzechy zakonu i instytucjonalne ochranianie sprawców niewątpliwego zła.

Opublikowany przed miesiącem wstrząsający wewnętrzny raport ujawnia m.in. – jak to nazwano – zatrważający „łańcuch wykorzystywania”, jaki istniał w tym zgromadzeniu, w ramach którego same ofiary z czasem dopuszczały się czynów pedofilskich. Raport, sporządzony przez komisję powołaną w czerwcu 2019 r. przez przełożonego generalnego zgromadzenia, ks. Eduardo Robles-Gila, mówi o 111 ofiarach, które zostały albo bezpośrednio wykorzystane przez założyciela zakonu, albo – będąc same ofiarami – później wykorzystywały seksualnie innych.

Ogółem w okresie 1941–2019 wymienia się w raporcie 175 przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci z udziałem 33 duchownych – księży i diakonów. Zdecydowana większość ofiar to osoby w wieku od 11 do 16 lat. Według autorów raportu można oczekiwać, że na jaw mogą jeszcze wychodzić kolejne przypadki. A wszystko to tylko w jednym zgromadzeniu zakonnym! Spośród 33 sprawców tylko dwóch trafiło dotychczas przed sąd: jeden został skazany, a drugiego Watykan przeniósł do stanu świeckiego i jest obecnie sądzony .

Mechanizmy rządzące postępowaniem legionistów doprowadziły do tego, że całkowicie bezkarne pozostawało zło tak obrzydliwe, że aż wolałbym go tu nie opisywać

W bieżącym tygodniu legioniści Chrystusa odbywają swoją kapitułę generalną w Rzymie. Po ogłoszeniu ubiegłorocznego raportu miała ona być zakończeniem etapu wdrażania watykańskich wskazówek co do reformy zgromadzenia i początkiem nowego, zdrowszego okresu w historii. Niestety, tuż przed obradami kapituły wyszła na jaw kolejna historia, która na dodatek obnażyła karygodne błędy ze strony watykańskiego delegata, nadzorującego – na polecenie Benedykta XVI – legionistów w okresie przejściowym.

Otóż okazało się, że kard. Velasio De Paolis (zmarł w 2017 r.) skoncentrował się na oskarżeniach wobec założyciela zgromadzenia i przyjął założenie, że nie należy prowadzić dochodzeń w innych sprawach z przeszłości ani pociągać do odpowiedzialności ówczesnych przełożonych. Tymczasem ujawniane nowe przestępstwa pokazują potężne krzywdy wyrządzone małym dzieciom i kolosalne zaniedbania przełożonych.

Swoje traumatyczne doświadczenia ujawniły kobiety wykorzystywane seksualnie we wczesnym dzieciństwie przez jednego z legionistów. Były one wówczas uczennicami prestiżowej szkoły prowadzonej przez zgromadzenie w Cancun w Meksyku. Gwałty miały miejsce w kaplicy, na oczach innych modlących się dziewczynek, a uczennice były wysyłane do kaplicy przez dyrektorkę szkoły. Rodzice skrzywdzonych dziewczynek, gdy poznali prawdę, informowali o sprawie lokalnego biskupa, ten jednak sam był legionistą i nie wszczął żadnych działań. O zarzutach poinformowano również kard. De Paolisa, ale ten także nie uważał za stosowne prowadzenia jakiegokolwiek dochodzenia. Rzecz jasna, wiedzieli o nich również bezpośredni przełożeni w zgromadzeniu.

Dopiero w ubiegłym tygodniu sprawca – ks. Fernando Martínez Suárez – został przymuszony do złożenia wniosku o przeniesienie do stanu świeckiego. Okazało się zresztą, że był on częścią wspomnianego wyżej „łańcucha wykorzystywania” – sam wcześniej, jako chłopiec, padł ofiarą Maciela.

Kultura sekretu

Afera z Cancun odsłania skandaliczne mechanizmy rządzące postępowaniem legionistów, które doprowadziły do tego, że całkowicie bezkarne pozostawało zło tak obrzydliwe, że aż wolałbym go tu nie opisywać. A przecież bez sprawiedliwości nie da się zrobić ani kroku do przodu.  

Gdy w 2011 r, rozpoczynała prace watykańska komisja powołana przez kard. De Paolisa, rzecznik legionistów w Rzymie, ks. Andreas Schoggl, mówił, że ograniczenie zasięgu jej prac do ofiar Maciela wynika ze znaczenia i pilności tej sprawy. „W odniesieniu do innych przypadków (których szczęśliwie jest niewiele), istnieją inne procedury i struktury. […] istnieją już odpowiednie kanały, które pozwalają się nimi zajmować”. Okazało się jednak, że i innych przypadków było wiele, i inne kanały okazały się niewydolne, a inne procedury nieskuteczne.  

Mało tego, watykański nadzorca sam przejął od kontrolowanej instytucji to, co w niej najgorsze. Przecież duchową bazą strukturalnego grzechu legionistów był, wprowadzony przez Maciela, dodatkowy ślub składany przez adeptów zgromadzenia. Zobowiązywał on do zachowywania w dyskrecji wewnętrznych spraw zakonu. Dzięki temu mechanizmowi – w połączeniu z kultem jednostki, jaki zbudował wokół własnej osoby ks. Maciel – założycielowi udawało się przez dziesiątki lat lawirować, prowadząc kilka równoległych żywotów.

Bez rozwiązania grzesznych struktur nie da się skutecznie rozpocząć procesu głębokiego uzdrowienia. Legioniści jako struktura są niereformowalni

Było to życie co najmniej potrójne – obok oficjalnego życia zakonnego Marcial Maciel Degollado miał bowiem inne życia, z odmiennymi tożsamościami. Stale latał po świecie (jak wyjaśniał współpracownikom) w owianych tajemnicą poufnych misjach kościelnych zlecanych jakoby przez papieża Jana Pawła II. Wiele z tych podróży miało inny cel. Maciel miał bowiem dwie stałe partnerki – jedną w Meksyku, drugą w Hiszpanii – które wychowywały troje jego dzieci. On zaś wykorzystywał seksualnie i dzieci (w tym dwoje własnych), i dorosłych (w tym seminarzystów).

W ubiegłorocznym raporcie doliczono się 60 jego bezpośrednich ofiar. Skala przekrętów finansowych towarzyszących takiemu sposobowi życia była olbrzymia. O wielu tych sprawach (choć z pewnością nie o wszystkich) musiało wiedzieć wielu legionistów – mieli jednak usta zamknięte ślubem dyskrecji i wpojonym im do głów przekonaniem, że namaszczony przez Boga ojciec założyciel lepiej potrafi rozeznać dobro i zło.

Zakon do rozwiązania

Nie posiadam własnych hipotez na – co zrozumiałe, fascynujący wszystkich – temat, czy Jan Paweł II wiedział o oskarżeniach wobec Maciela Degollado, a jeśli nie wiedział, to kto jest odpowiedzialny za blokowanie przepływu informacji. Czytając o Macielu i legionistach, doszedłem natomiast do wniosku, że błędem jest dalsze podtrzymywanie istnienia tego zgromadzenia.

Coraz częściej słychać w Kościele powszechnym głosy, że niezbędne jest rozwiązanie legionistów Chrystusa. Zło wśród legionistów miało charakter strukturalny, a nie tylko jednostkowy. Również wnioski z tej sprawy powinny więc mieć charakter strukturalny, a nie tylko personalny. Nie wystarczy wymienić przełożonych, aby nie pochodzili już oni z „nomenklatury” otaczającej założyciela (otaczającej go także swoistym kultem). Nie wystarczy wdrożyć programy naprawcze i przeprowadzić szkolenia z prewencji.

W tej historii żaden happy end nie jest możliwy. Możliwe jest tylko mozolne naprawianie wyrządzonego zła. Ale – przy całym moim antyrewolucyjnym nastawieniu – sądzę, że bez rozwiązania grzesznych struktur nie da się skutecznie rozpocząć procesu głębokiego uzdrowienia. Wszelkie inne rozwiązania pozostaną zbyt powierzchowne. Legioniści jako struktura są niereformowalni (dość powiedzieć, że wśród delegatów wybranych do udziału w obecnej kapitule są najbliżsi współpracownicy Maciela).

Legioniści składali dodatkowy ślub zachowywania w dyskrecji wewnętrznych spraw zakonu. Dzięki temu Maciel mógł przez dziesiątki lat prowadzić kilka równoległych żywotów

W tym środowisku należy radykalnie zmienić sposób myślenia, odrzucić pielęgnowaną pieczołowicie kulturę sekretu. Nie wystarczy jednak w tym celu znieść ślub milczenia, mający prowadzić do poddaństwa i uzależnienia od przełożonych (decyzję o likwidacji tego dodatkowego ślubu u legionistów podjął Benedykt XVI w 2007, na miesiąc przed śmiercią zdegradowanego wcześniej Maciela). Trzeba rozproszyć ludzi, zmienić relacje i zależności, przeznaczyć budynki na inne cele. Dla mnie historia tego zgromadzenia to klasyczny przykład, że w Kościele – jak mówi papież Franciszek – niezbędne jest nawrócenie strukturalne, a nie tylko osobiste. I że są sytuacje, w których musi ono przybrać kształt radykalny. 

Być może motywem wstrzymującym Watykan przed wdrożeniem bardziej radykalnych kroków wobec legionistów będzie paradoksalnie znów… olbrzymi majątek, który jest własnością zgromadzenia. Rzecz jasna, niewykluczone są gorszące publiczne spory na tym tle, kolejne rozłamy i konflikty. Gdyby jednak z tego powodu zaniechano działań, to po raz kolejny dobro Kościoła zrównano by z interesem kościelnych instytucji – a to by oznaczało, że z jakiegokolwiek nawrócenia nici…