Na hasło „Chcesz być wolny – wystąp z Kościoła” odpowiedzmy spokojną argumentacją: „Chcesz być wolny, bądź w Kościele”. 

Tekst wystąpienia podczas dyskusji „Siła dialogu. Chrześcijanie we współczesnym społeczeństwie”, jaka odbyła się w gdańskim Europejskim Centrum Solidarności 8 grudnia 2019 r., w ramach cyklu „Dialogi Świętojańskie”. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji

Dziękuję za zaproszenie do dyskusji w ramach „Dialogów Świętojańskich”. Z pewnością samo Europejskie Centrum Solidarności, w którym się spotykamy, swoisty genius loci tego miejsca, otwiera przed nami przestrzeń do spotkania, dialogu i dyskusji, a zarazem do spojrzenia na rzeczywistość, w której jesteśmy dziś zatopieni.

Dialog to postawa

W adhortacji apostolskiej „Evangelii gaudium” papież Franciszek podkreśla, że współczesna kultura „dostrzega wartość dialogu jako formy spotkania” (EG 239). Jeśli zaś jest to forma spotkania, to domaga się ona zarówno uwagi, jak i konkretnej wrażliwości skierowanej na drugiego.

Kiedyś święty Jan Paweł – jeszcze jako biskup krakowski – na pytanie, co tak naprawdę oznacza słowo dialog, odpowiedział, że dość często używamy tego słowa i „zdaje nam się, że to jest mniej więcej rozmowa. Kiedy dwóch ludzi rozmawia ze sobą, to jest dialog; kiedy człowiek sam mówi, to jest monolog”. Tymczasem dialog to „coś więcej niż tylko wymiana myśli”, to „pewna postawa” – podkreślił przyszły papież – to zdolność „takiego mówienia, żeby drugi mógł nas słyszeć i rozumieć; i zdolność takiego słuchania, żeby rozumieć drugiego”. To więc postawa głęboko ludzka, właściwa istocie rozumnej i społecznej, a równocześnie i zarazem głęboko chrześcijańska, ponieważ może służyć do rozładowania napięć i nienawiści między ludźmi, do rozładowania walki. W typowy dla siebie sposób Karol Wojtyła obrazuje tę prawdę, podkreślając „jak nawet w stosunkach dwojga ludzi, w obcowaniu wzajemnym małżonków, szczęśliwym rozwiązaniem jest dialog. Jak źle, gdy każdy żyje tylko w swoim monologu, a od monologu przechodzi do walki” (por. K. Wojtyła, „Kazania 1962-1978”, Kraków 1979, s. 303).

Żyjemy w Polsce w nowej epoce społecznej. Już nie tylko młodzi są inni – wszyscy są inni

Zastanawiając się dalej nad metodologią dialogu, ciekawą uwagę – a nawet ważną podpowiedź – możemy wyczytać w adhortacji apostolskiej papieża Franciszka do młodych „Christus vivit”. Wskazując na konieczność słuchania i towarzyszenia młodym, papież odwołuje się do „trzech wrażliwości”. Po pierwsze, do uwagi skierowanej na osobę („Chodzi o słuchanie drugiego, który oddaje siebie w swoich słowach”). Po drugie, do rozeznawania („co dokładnie ta osoba mi mówi, co chce mi powiedzieć, co chce, abym ja zrozumiał”). Po trzecie, do głębokiego wsłuchiwania się w to, „dokąd ten drugi naprawdę chce iść”, na „ostateczną intencję”, na to, co „wyraża się w natchnieniach serca, poza powłoką gustów i uczuć”. Ciekawe, że te swoje wskazania sam papież ilustruje w adhortacji posynodalnej, zaczerpniętym z Ewangelii według świętego Łukasza, wydarzeniem z drogi uczniów do Emaus. „W taki sposób – pisze Franciszek – słucha Pan, podążając wraz z uczniami z Emaus, towarzysząc im przez długi odcinek drogi, wiodącej w przeciwnym kierunku niż właściwy” (CV 291-294).

Koniec epoki

Żeby jednak rozeznać, na czym powinna polegać obecność chrześcijan we współczesnym świecie, konieczna jest próba rozpoznania czy rozeznania świata, w jakim żyjemy. Wydaje mi się, że podejmując taką refleksję, można by uniknąć wielu pomyłek, a także przezwyciężyć wiele utartych schematów.

W 2004 r. podczas rozmowy kard. Franz König zapytał wiedeńskiego pastoralistę ks. prof. Paula M. Zulehnera, czy nie uważa, że w Kościele dobiega końca epoka konstantyńska – czyli taka, w której przynależność wielu chrześcijan do Kościoła była warunkowana bardziej siłą kultury i mocą państwa, niż wolnym wyborem. W tej epoce bycie chrześcijaninem było sprawą „bardziej losu niż wyboru”.

W czasach nam współczesnych dobiega kresu epoka Kościoła ludowego, dla którego oparciem było otaczające środowisko. Obecnie to środowisko nie wspiera już nie tylko faktu bycia członkiem Kościoła, ale i samego faktu bycia chrześcijaninem. Obie te rzeczywistości przestały być czymś oczywistym i jawią się jako wyraz osobistej decyzji. Prowadzi to do spadku liczby praktykujących wiernych, a to z kolei niemal nieuchronnie do spadku powołań do urzędowej posługi pasterskiej.

Kościół powinien posługiwać się częściej językiem pozytywno-afirmującym niż językiem karcąco-negatywnym

W tym kontekście rodzą się pytania już nie tylko o sposób obecności Kościoła w tym świecie, ale wręcz o to, co dalej. Czy Kościół przetrwa w realiach ponowoczesnego świata, w którym króluje radykalny pluralizm, relatywizm i sceptycyzm, a nierzadko i nihilizm? Żyjemy w Polsce w nowej epoce społecznej. Może skończył się, albo kończy się w Polsce etap „po komunizmie”, albo „po przełomie 1989”. Społeczeństwo wkroczyło w nowy etap. Już nie tylko młodzi są inni – wszyscy są inni. „Pod tym względem pokolenie współczesne na pewno wzrasta w innych uwarunkowaniach” – pisał już w „Przekroczyć próg nadziei” Jan Paweł II. „Nie nosi ono w sobie doświadczeń drugiej wojny światowej, wielu z nich nie pamięta już zmagań ideowych z systemem komunistycznym, z państwem totalitarnym. Żyją w wolności, która została im dana, ulegli w znacznej mierze cywilizacji konsumpcji. Takie są bardzo ogólne parametry współczesnej sytuacji”.

Z pewnością nie należy w tej sytuacji dążyć do (a nawet myśleć o) jakiejś restauracji dawnego chrześcijańskiego porządku świata, który charakteryzował się sakralizowaniem rzeczywistości doczesnych. Sądzę, iż wszyscy mamy świadomość, że taka postawa nie tylko nie przyniesie dobrych rezultatów, ale nawet żadnych rezultatów. Powiedziałbym wręcz, że jest szkodliwa.

Nowy sposób obecności

Współczesnemu światu – jak nauczał Jan Paweł II – nie jest potrzebna jakaś „powtórka historii”, lecz nasz nowy sposób obecności. Nowy – bo wymagający „nowej gorliwości, nowych metod i nowego sposobu głoszenia i dawania świadectwa Ewangelii” („Pastores dabo vobis” 18).

Świeżą i wciąż rozwijającą się podpowiedź na temat tego nowego sposobu obecności daje nam obecnie (o ile chcemy jej słuchać) papież Franciszek. Podam tylko jeden przykład. Podczas sympozjum „Teologia po «Veritatis gaudium» w kontekście śródziemnomorskim”, zorganizowanego przez Papieski Wydział Teologiczny Południowych Włoch w Neapolu, papież Franciszek powiedział: „Teologia po «Veritatis gaudium» jest teologią kerygmatyczną, teologią rozeznania, miłosierdzia i akceptacji, która nawiązuje dialog ze społeczeństwem, kulturami i religiami w celu budowania pokojowego współistnienia ludzi i narodów”. Sądzę, że można by te właśnie słowa odnieść do obecności Kościoła, a szerzej: chrześcijan we współczesnym świecie, mówiąc o Kościele proroctwa (kerygmat, rozeznanie), świadectwa (miłosierdzie, akceptacja) i dialogu.

Współczesnemu światu nie jest potrzebna jakaś „powtórka historii”, lecz nasz nowy sposób obecności

Ks. prof. Adam Przybecki – idąc za intuicjami wysnutymi z badań polskiego socjologa ks. prof. Janusza Mariańskiego – pisze: „nie sposób nie zauważyć, że w sytuacji szerzącego się relatywizmu moralnego, charakteryzującego pluralizm związany z równoległym funkcjonowaniem różnych systemów wartości, kiedy orędzie ewangeliczne z coraz większym trudem przenika kulturę społeczeństwa, wpływając na jego sposób myślenia i kształtowania kryteriów oraz norm postępowania, potrzeba przede wszystkim dogłębnej ewangelizacji samego świata i Kościoła. Wszystko wskazuje na to, że prowadząc to dzieło, Kościół – jak zauważa ks. prof. Mariański – będzie musiał częściej odwoływać się do moralności miłości i przebaczenia niż moralności przykazań i zakazów oraz posługiwać się częściej językiem pozytywno-afirmującym niż językiem karcąco-negatywnym. Będzie też musiał bardziej zwrócić uwagę na ludzi duchowo zagubionych, którzy po przeobrażeniach społeczno-politycznych znaleźli się pośród jego członków. Zainteresowani są oni odkryciem na nowo swego miejsca w kościelnej wspólnocie, oczekując od niej jednak nie tyle moralnych wskazówek, co nade wszystko leczenia korzeni duszy. Wielokrotnie mieli już okazję dobrze poznać siłę moralną Kościoła, teraz zaś potrzebują ukazania im nade wszystko jego siły uzdrawiającej”.

Cztery oddziały kościelnego szpitala polowego

Czytałem w ostatnich dniach krakowski wykład laureata Medalu Świętego Jerzego, ks. prof. Tomáša Halíka, oraz wywiad z nim opublikowany nieco później w „Tygodniku Powszechnym” pod znamiennym tytułem: „Popołudnie chrześcijaństwa”. Muszę przyznać, że szczególnie dotarło do mnie to zdanie z wykładu ks. prof. Halíka: „w czasie niebezpiecznej infekcji, choroby populizmu i nacjonalizmu, które są fałszywą odpowiedzią na strach płynący ze skomplikowanego i nieoczywistego świata dzisiejszego, Kościół ma być – znowu cytując papieża Franciszka – szpitalem polowym”.

Dialog w społeczeństwie pluralistycznym powinien oznaczać wspólne poszukiwanie prawdy, a może lepiej: odkrywanie prawdy w słuchaniu innych.

Do tego porównania – dziś niemal oczywistego, do którego niektórzy już przyzwyczaili się i niekiedy nadają mu nawet własną interpretację i znaczenie – czeski myśliciel dodaje bardzo proste, a dla mnie twórcze, wyjaśnienie. Ks. Halík mówi bowiem, że „dobry szpital proponuje służby diagnostyki, profilaktyki, terapii i rehabilitacji”. Osobiście uważam, że nad rozwinięciem tych czterech wymiarów życia Kościoła jako szpitala polowego warto naprawdę popracować. Trzeba przełożyć te wskazania na praktykę, by zrozumieć, co oznaczają dziś słowa o kościelnej diagnostyce, profilaktyce, terapii czy rehabilitacji.

Ani zatrzymać w przeszłości, ani roztopić się w otoczeniu

Dostrzec trzeba, że dialog w społeczeństwie pluralistycznym powinien oznaczać wspólne poszukiwanie prawdy, a może lepiej: odkrywanie prawdy w słuchaniu innych. W adhortacji „Christus vivit” czytamy m.in. taką zachętę papieża Franciszka: „Kościół musi niekiedy odzyskać pokorę i po prostu słuchać, rozpoznać w tym, co mówią inni, światło, które może mu pomóc w lepszym odkryciu Ewangelii. Kościół w defensywie, tracący pokorę, który przestaje słuchać, nie pozwala na poddawanie w wątpliwość, traci młodość i zamienia się w muzeum” (CV 41).

Franciszek napisał młodym, że właśnie „Duch Święty może oświecić nasze życie i nadać mu lepszy kurs. Nie okalecza cię, nic ci nie zabiera” – zapewniał młodych papież – „a wręcz przeciwnie: pomaga ci znaleźć to, czego potrzebujesz w najlepszy sposób”. W podobny sposób w różnych momentach Kościoła, właśnie Duch Święty pozwala nam rozeznać najlepszą drogę. W jednej ze swych środowych katechez, które – jak mówił na ich początku sam papież – są podążaniem za „podróżą” Ewangelii opowiadaną w Księdze Dziejów Apostolskich, Franciszek zwraca nam uwagę, że „eklezjalna metoda rozwiązywania konfliktów opiera się na dialogu polegającym na uważnym i cierpliwym słuchaniu oraz na rozeznawaniu w świetle Ducha Świętego. To właśnie Duch pomaga nam przezwyciężyć zamknięcia oraz napięcia i działa w sercach, aby w prawdzie i dobru osiągnęły jedność”.

Dobiega kresu epoka Kościoła ludowego, dla którego oparciem było otaczające środowisko

Odczytując więc uważnie dzisiejszą sytuację Kościoła i rozeznając jego drogi, winniśmy przyzywać mocy Ducha Świętego, odkrywając to wszystko, co dziś Duch mówi do Kościoła. Tylko posłuszni takiemu wezwaniu i jemu wierni, będziemy mogli uniknąć – jak nam przypomina w „Christus vivit” papież Franciszek – pokusy zarówno tych, którzy „chcą dziś Kościół postarzyć, zakotwiczyć w przeszłości, zatrzymać i unieruchomić”, jak i tych, którzy pojmują jego młodość jako swoistą „zgodę na wszystko, co oferuje mu świat, wierząc, że w ten sposób się odnawia, ponieważ ukrywa swoje orędzie i wtapia się w otoczenie”. Kościół jest młody, jest solą ziemi i światłem świata, jest „zaczynem, który ma moc całą rzeczywistość przenikać i od wewnątrz przemieniać”, jest „ziarnem, które obumierając rodzi plon obfity”, tylko wtedy, gdy – jak mówi nam papież – „otrzymuje coraz to nowe siły płynące ze słowa Bożego, z Eucharystii, z obecności Chrystusa każdego dnia. Jest młody, kiedy potrafi powracać do swego źródła” (CV 35).

Wydobywać ukrytą wartość

Chciałbym jeszcze wskazać na dwie drogi dialogu, które są dziś niezbędne. Po pierwsze, dialog jako poszukiwanie przede wszystkim tego, co łączy, a nie tego, co dzieli. Po drugie, dialog ze światem, który naznaczony jest dziś indywidualizmem. Ma to służyć odnajdywaniu dróg do otwierania w świecie przestrzeni wolności i promocji kultury spotkania.

W pierwszej kwestii można odwołać się do jednej z Franciszkowych zasad: wskazania, że „całość jest czymś więcej niż część”. Papież w adhortacji „Evangelii gaudium” tłumaczy tę zasadę w ten sposób: „nie należy być zbytnio obsesyjnym na punkcie spraw ograniczonych i szczegółowych. Trzeba zawsze poszerzać spojrzenie, by rozpoznać większe dobro, przynoszące korzyść wszystkim […] podobnie osoba, która zachowuje swoje specyficzne cechy, nie ukrywając swojej tożsamości, angażuje się całym sercem w jakąś wspólnotę, nie rozpływa się w niej, ale otrzymuje nowe bodźce do własnego rozwoju” (EG 235).

Myślę, że bardzo ciekawa jest w tym względzie uwaga zapisana już w adhortacji „Pastores dabo vobis” Jana Pawła II: „nie zawsze łatwa jest interpretacja, w której trafnie zostaje rozróżnione dobro od zła, znaki nadziei od niebezpieczeństw. […] Należy poddać czynniki pozytywne uważnemu rozeznaniu, aby nie pozostały w izolacji ani się sobie nie przeciwstawiały, absolutyzując swą wartość i nawzajem się zwalczając. To samo trzeba powiedzieć o zjawiskach negatywnych. Nie można wszystkich ich bezwarunkowo odrzucać, ponieważ w każdym z nich może być ukryta jakaś wartość, której prawda czeka na pełne wydobycie” (PDV 9).

Nie należy dążyć do restauracji dawnego chrześcijańskiego porządku świata, który charakteryzował się sakralizowaniem rzeczywistości doczesnych. Taka postawa nie tylko nie przyniesie dobrych rezultatów, ale jest wręcz szkodliwa

Jeśli zaś chodzi o drogę ewangelicznej wolności i prawdę w niej zawartą, to nawet jeśli z pewnością o wiele trudniej jest dziś Kościołowi jawić się jako przestrzeń wolności, niemniej jest to dla nas jedyna droga – kształtowanie przestrzeni wolności, pomoc w realizacji wolności, aby człowiek się jej nie zrzekał i z niej nie rezygnował, ale się o nią zmagał. Na hasło „Chcesz być wolny – wystąp z Kościoła” odpowiedzmy spokojną argumentacją: „Chcesz być wolny, bądź w Kościele”.

Z krakowskiego wykładu ks. Halíka zaczerpnąłem jeszcze jedną wskazówkę myślenia. Mówi on o „pokusie oczekiwania rozwiązania tylko w reformie struktur kościelnych”. Te reformy są oczywiście konieczne – wyjaśnia czeski teolog – lecz, „jak często podkreśla papież Franciszek, mogą przynieść owoce tylko wtedy, kiedy będą to owoce głębokiej duchowej reformy, ważnej troski o duchowe rozeznawanie, kontemplatywne odczytywanie znaków czasu”. W ten sposób będą odpowiedzią na pojawiające się wciąż pokusy współczesnego gnostycyzmu i pelagianizmu, o których tak często mówi obecny papież.