Podkreślał, że fakt, iż jest księdzem, nie oznacza, że nie zasługuje na miłość. Mówił, że jemu też należy się to, co wszystkim, i żadne prawo tego nie zabrania.

Fragment książki „Nigdy więcej”, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2019. Tytuł od redakcji

Listopad. Czas zadumy, nostalgii. Teraz to chyba moja ulubiona pora roku. Wtedy wszystko pasuje. I brak makijażu, i rozciągnięty sweter, i łzy na policzkach. Czas płynie jakby wolniej. Wszystko jest takie… inne. Umiera, by odrodzić się na nowo. Prawie jak zmartwychwstały Chrystus.

Szarobure gałęzie coraz mocniej przebijają spomiędzy liści, ale te przyjmują piękne barwy. Bardzo lubię patrzeć, jak spadają. Rozmyślam o przeczytanych gdzieś słowach: „Są ludzie, którzy zasługują na wiele, a nie oczekują niczego w zamian. Są też tacy, dla których robimy wszystko, mimo że na to nie zasługują, a dla nich to i tak za mało”.

To bardzo pasuje do mojego życia. On dostaje ode mnie o wiele za dużo. Tyle dobra, ciepła, miłości i zaufania. W zamian otrzymuję zniewagi i krzywdę.

Toczy się zacięta walka dobra ze złem. W jednym z listów do Pana Boga piszę: „Proszę Cię, Panie, o natchnienie i możliwość podjęcia godnej decyzji w tej dla mnie trudnej sprawie. Wejrzyj, Jezu, na moją pracę i szkołę. Dodaj ochoty i zdolności. Nie chcę Cię już prosić o nic więcej, bo wierzę, że Ty wiesz, co dla mnie najlepsze i co kiedy jest mi potrzebne”.

Bóg wiedział.

Ten miesiąc jest znacznie gorszy od poprzedniego. Do spotkań na plebanii i przyjazdów do domu dochodzą jeszcze telefony. Dzwoni niemal codziennie. Rozmowy przybierają różny charakter. Od żartobliwych po piekielnie erotyczne. Z reguły mówi tylko on. Ja słucham.

Już wiem, że kiedyś to w końcu nastąpi.

Podczas tych rozmów przez telefon „przełamujemy poszczególne bariery”. Tak mówi.

Wpaja mi do głowy swoje zasady.

„Celibat”. To słowo padające z moich ust wzbudza u niego zdumienie. Nie spodziewał się. Pytania o celibat nie było w jego planie. Może tylko wykrztusić: „Skąd znasz takie słowo?”.

Uświadamia mnie, że celibat nie obowiązuje w relacji, w której my jesteśmy. Zarzeka się, że on mnie nie skrzywdzi. Współżycie jest tylko dla małżonków.

„Celibat”. To słowo padające z moich ust wzbudza u niego zdumienie. Nie spodziewał się. Pytania o celibat nie było w jego planie. Może tylko wykrztusić: „Skąd znasz takie słowo?”

Podkreśla, że fakt, iż jest księdzem, nie oznacza, że nie zasługuje na miłość. Mówi, że jemu też należy się to, co wszystkim, i żadne prawo tego nie zabrania.

Zaniedbuję naukę. Bardzo często do niego chodzę. Dotyka mnie coraz śmielej. Bardzo sapie, nawet się trzęsie. Natarczywie błaga, żebym otworzyła usta. Otwieram – jest wniebowzięty. Jęzor od razu zanurza się w moim gardle.

Ssie moje wargi; czasami wręcz je połyka, jeszcze innym razem przejeżdża po nich językiem. Zawsze jestem bardzo obśliniona. Ślina spływa mi od oczu do szyi. Gdy od niego wychodzę, mam ją zaschniętą w postaci białego nalotu. Sine usta.

To, co się dzieje, ma nigdy nie być wyjawione. Bo ja przecież tego chcę; bo to nasza tajemnica. Zarzeka się, że nigdy nikomu o tym nie powie, a gdy znajdę chłopaka i się w nim zakocham, pozwoli mi odejść. Że nie będzie trzymał mnie na smyczy – bo on chce tylko mojego dobra i szczęścia.

Jak mam patrzeć na niego w kościele? Krzyczę, że nie będę w stanie tego znieść, że zrozumiałabym wszystko, gdyby nie pełnił posługi.

Odpowiada, pozornie bez związku, że na pewno od Boga nie odejdzie, bo On wyświadcza mu zbyt wiele łask.

Moje plany na przyszłość oddalają się, a w końcu tracę je z oczu. Od zawsze fascynowała mnie praca z ludźmi. I chciałam być dla ludzi. Marzyłam o pisaniu. Zawsze chciałam mieć szczęśliwą rodzinę, męża i gromadkę dzieci. Jemu mój plan się nie podoba.

Liceum nie takie. Studia nie takie. „Mąż, dwójka dzieci i kariera. Pójdziesz na medycynę. Na starość mnie dochowasz. Twój mąż będzie kimś szczególnym i z nim przeżyjesz swój pierwszy raz. A na razie jesteś moja. Ja się tobą zaopiekuję i nigdy nie pozwolę, żeby ktoś cię skrzywdził. Tym samym ja ci krzywdy nie zrobię”.

Powtarza, że wiek to tylko liczby, kochać należy sercem. Różnica wieku między nami, te trzydzieści sześć lat, to nic, to ledwie zauważalne. Zaczyna mówić o nas „my”. Tłumaczy, że jesteśmy parą, tworzymy związek.

Zaczynają mnie dręczyć koszmary senne.

Anna Zamojska, „Nigdy więcej”, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2019

Śnię, że nie mogę mu odmówić, bo inaczej będzie mnie więził w piwnicy razem z innymi dziewczętami. Śnię, że w jego piwnicy są cele – po jednej na każdą dziewczynę. Śnię, że daje im suchy chleb, bije je, poniża i gwałci.

Czuję okropny lęk. Z obawy przed konsekwencjami boję się odmawiać czegokolwiek.

Nadchodzi grudzień… Gram w jasełkach. Odbywa się dużo prób, mam nieco mniej czasu dla niego. Strasznie go to irytuje. Przecież był już plan, a teraz wszystko zwalnia.

Spotkania, choć rzadsze, są za to bardziej intensywne. Przychodzę na nie dość pewnie, ale nieco zalękniona. Na początek gama miłych słów. „Moja piękna, moja mądra, moja śliczna, moja słodka. Moja i tylko moja. Mój aniołek, mój skarb, moja rybka, moje słoneczko, mój robaczek, moje kochanie”.

Robaczek – no właśnie. Nie cierpię tego. Wie o tym doskonale, dlatego tak właśnie najczęściej do mnie mówi. „Robaczku, robalu, dżdżownico”. Brakuje tylko obślizgłej glisty.

Wiem, że dostaje erekcji nawet wtedy, gdy dziecko siada mu na kolanach. A na jego kolanach siadają setki tysięcy dzieci.

Na lekcje w zerówce chodzi z zapałem. Katecheta wykonujący pracę z zaangażowaniem. Przykładny pedagog.

Fragment książki „Nigdy więcej”, Wydawnictwo Insignis, Kraków 2019. Tytuł od redakcji