Millenialsom zarzuca się, że są roszczeniowi i traktują swoją pracę czysto utylitarnie. A co jeśli oni jedynie wracają do zdrowego poziomu, który my po 1989 r. tak bardzo przekroczyliśmy? – dyskutują Olga Gitkiewicz i Łukasz Komuda.

Ewa Buczek, Bartosz Bartosik: Niewątpliwie pracujemy po to, żeby zarabiać, ale odwróćmy ten schemat – czy powinniśmy pracować, nawet jeśli nie możemy w ten sposób zarabiać? Czy w grupach społecznych, w których np. dominuje dziedziczone bezrobocie, powinny być wdrażane jakieś inne formy pracy, choćby wolontariat?

Łukasz Komuda: Praca jest czymś, co porządkuje nasz dzień, stwarza zdrowy dla naszej psychiki rytm. I to niezależnie od tego, czy podnosi poziom PKB, czy nie. Praca daje nam cel – mamy gdzie iść, z kim się spotkać, wykonać pewne czynności.

Badania wykazują, że po dwóch latach bez pracy zachodzą już zmiany w mózgu, człowiek uczy się żyć bez niej, zarówno w aspekcie finansowym, jak i psychicznym. Wtedy powrót do pracy bywa dość brutalnym zderzeniem z rzeczywistością. Jeśli ktoś przez dwa lata mógł samotnie oglądać telewizję w piżamie, trudno będzie mu znowu wstawać co dzień o szóstej rano i wychodzić z domu.

Olga Gitkiewicz: Problemem może być w ogóle samo publiczne zabranie głosu czy budowanie relacji w zespole – to także są umiejętności, które mogą zanikać.

Komuda: Nasze podejście do bezrobocia to grzech pierworodny transformacji ustrojowej – nie zdołaliśmy wypracować takich rozwiązań, które utrzymywałyby ludzi na rynku pracy. Dziś jesteśmy mądrzy po szkodzie. Wiemy, że gospodarka rozwija się w cyklach – jest koniunktura i bezrobocie spada, a potem kryzys i bezrobocie rośnie. Powinniśmy być na to przygotowani i mieć w zanadrzu środki, które przeznaczymy na stworzenie miejsc pracy w trudnym momencie. Nawet jeśli z ekonomicznego punktu widzenia nie byłby to najbardziej efektywny sposób wydania tych pieniędzy, ważniejsze jest utrzymywanie ludzi w aktywności zawodowej.

Nasz nadwiślański kapitalizm wprowadził kult wiecznej gonitwy, przekonanie, że musisz zostawać po godzinach, bo to znaczy, że się starasz dla dobra firmy

Praca ma przecież określoną wartość społeczną. Półtora miliona Polaków jest wolontariuszami. Z perspektywy gospodarki ich praca jest trochę bez sensu. Inwestują swój czas, nie zarabiają, a do tego często nie wpływają na PKB. Czysta głupota. Ale już z punktu widzenia społeczeństwa jest to być może najważniejsza rzecz, którą można robić. Działanie społecznikowskie, zaangażowanie na rzecz lokalnej społeczności, sąsiadów, dzieciaków z dzielnicy – ta robota jest bezcenna, choć zazwyczaj niewynagradzana.

Za to daje poczucie sensu, sprawczości i najprościej rzecz ujmując, przynosi światu korzyść.

Komuda: Czego już nie da się powiedzieć o wielu wysokopłatnych zawodach. Antropolog David Graeber stworzył nawet termin bullshit jobs na określenie współczesnych zawodów niespełniających powyższych kryteriów i jest ich naprawdę sporo! Mnóstwo ludzi robi rzeczy, które mają zerową lub wręcz ujemną wartość na otoczenia.

Może zatem poczucie sensu wykonywanej dla zarobku pracy jest dziś luksusem?

Gitkiewicz: Przy zbieraniu materiałów do mojej książki spotkałam naprawdę wielu ludzi, którzy widzieli sens w swojej pracy, choć z boku wydawało się to dość zaskakujące. Ludzie są przywiązani do swojej pracy nie tylko dlatego, że daje im chleb co miesiąc.

Z drugiej strony spójrzmy na młodych ludzi określanych dziś mianem millenialsów. Zarzuca im się, że są roszczeniowi, traktują swoją pracę czysto utylitarnie, nie chcą się dla niej poświęcać. A co jeśli oni jedynie wracają do zdrowego poziomu, który my po ’89 r. tak bardzo przekroczyliśmy? Nasz nadwiślański kapitalizm wprowadził kult wiecznej gonitwy, przekonanie, że musisz zostawać po godzinach, bo to znaczy, że się starasz dla dobra firmy. Może ci młodzi ludzie zwyczajnie chcą mieć życie poza pracą? Znam takich, którym wystarcza praca na pół etatu w jakiejś knajpie, bo w tym środowisku praca nie świadczy o tym, jakim się jest człowiekiem, nie imponuje się nią znajomym. Tam się po prostu zarabia na życie.

Olga Gitkiewicz – dziennikarka i redaktorka, autorka zbioru reportaży o pracy „Nie hańbi”, książki nominowanej do Nagrody Literackiej „Nike” 2018.

Łukasz Komuda – ekspert rynku pracy związany z Fundacją Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych i redaktor portalu Rynekpracy.org.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, jesień 2019 

Kup tutaj