Wielkości teologii Franciszka nie należy szukać w formułach. Papież swoimi gestami próbuje dać nam doświadczenie tego, co jest źródłowe i podstawowe w chrześcijaństwie – dyskutują: Michał Łuczewski, ks. Alfred Wierzbicki i Sebastian Duda.

Sebastian Duda: Od śmierci Jana Pawła II minęło już 14 lat. Możemy zatem zastanowić się, na ile jego dziedzictwo jest kruche, jak to ujął w tytule swojej książki ks. Alfred Wierzbicki[1]. Punktem wyjścia chciałbym jednak uczynić nie samego Jana Pawła II, lecz papieża Franciszka, który również jest bohaterem tej książki.

W ostatnim czasie w Polsce szczególnie mocno widzimy, że obecny pontyfikat jest bardzo silnie przeciwstawiany pontyfikatowi Jana Pawła II. Niekiedy Franciszek jest przedstawiany jako heretyk, który zwiastuje ostateczną epokę w historii Kościoła. Przykładem może być tu powieść Pawła Lisickiego pod znamiennym tytułem „Epoka antychrysta”. To klerykalna fikcja, w której po siedmiu kolejnych papieżach, przyjmujących imię Franciszek, nastaje ostateczny papież, który przyjmuje imię Judasz…

Ks. Alfred Wierzbicki: To jest antypastisz „Krótkiej opowieści o Antychryście” Sołowiowa.

Duda: Oczywiście, tylko u Sołowiowa pojawia się jednak papież Piotr II, a nie Judasz. Lisicki w swojej książce wprost sugeruje, że opisywany rozpad Kościoła zaczął się za Franciszka I. To głos literacki, ale łatwo go odczytać w kluczu interpretacyjnym przeciwstawiającym hermeneutykę ciągłości hermeneutyce zerwania. Czy Panów zdaniem rzeczywiście dochodzi obecnie do zerwania z linią Jana Pawła II?

Wierzbicki: Chciałbym trochę zrelatywizować rozróżnienie hermeneutyki ciągłości i zerwania. Zastanówmy się: ciągłości względem czego i zerwania z czym. Dziś nie mamy już wątpliwości, że chrześcijaństwo jest historyczne, ale to właśnie była główna oś napięcia pomiędzy nową teologią a tzw. teologią rzymską, która się kształtowała po I Soborze Watykańskim. Teologia rzymska zakładała, że istnieje dla Kościoła jakiś punkt dojścia, który nastał wraz z I Soborem Watykańskim i przyjęciem dogmatu o prymacie papieża. A przecież do 1870 r. żaden papież sobie nie przypisywał tego, co zostało sformułowane przy okazji dogmatu o nieomylności!

Ks. Wierzbicki: Widzę pewną przewagę Franciszka nad Janem Pawłem II – obecny papież potrafi mówić zupełnie nowym językiem, jakiego wcześniej nie używano

Przypomnijmy sobie choćby koniec średniowiecza i początek czasów nowożytnych, gdy w Kościele toczył się wielki spór o to, czy większą rangę mają wypowiedzi soborowe czy papieskie. I nie chodzi mi bynajmniej o to, żeby podważać dogmat o nieomylności papieża, bo on w wymiarze eklezjalnym ma sens – buduje jedność wykładni spraw najważniejszych. Nie wszystkich, ale najważniejszych. Jednak został on ogłoszony w określonej sytuacji społecznej, historycznej i religijnej. W praktyce skutkował tym, że papieża traktowano jak ziemskiego monarchę. W chwili, gdy cały świat żegnał się już z feudalizmem, największym feudałem pozostawał papież, który jeszcze do czasów mojego dzieciństwa noszony był na sedia gestatoria.

Spora część z nas jeszcze pamięta taki Kościół, choć dziś wygląda on już zupełnie inaczej. Dlatego potrzebny jest nam stały punkt odniesienia i może nim być jedynie Jezus Chrystus. Ten sam wczoraj i dziś, choć Kościół Jezusa Chrystusa nie jest taki sam. Zawsze jednak ma przed sobą te same zadania: ewangelizacyjne i misyjne. Kiedy czuje się w tym świecie za dobrze, wtedy zaczynają się problemy. Kiedy jednak otwiera się na świat, wtedy odzyskuje właściwą sobie tożsamość.

Nie umiem kategorycznie odpowiedzieć na pytanie o ciągłość i zerwanie między tymi dwoma wielkimi pontyfikatami. Chciałbym tu jednak przywołać pewną myśl. W swoje książce zastanawiam się, czy ostatni sobór był rewolucją. Odnoszę się do myśli Jeana Guittona, który napisał coś kapitalnego: sobór nie mógł się podjąć żadnej rewolucji, bo to pojęcie wywodzi się z języka politycznego, a nie religijnego. Natomiast do soboru możemy odnieść inne słowo na „r”: rewelacja. Cóż to znaczy? Tyle co objawienie. Lubię podkreślać w chrześcijaństwie nowość, często ukrytą, którą dopiero w pewnym momencie trzeba odsłonić. I to widzę dziś u Franciszka – odsłanianie, czyli właśnie rewelacje, pewnych aspektów, które były obecne już u Jana Pawła II, a dziś wybrzmiewają jeszcze mocniej.

Co więcej, widzę pewną przewagę Franciszka nad Janem Pawłem II – obecny papież potrafi mówić zupełnie nowym językiem, jakiego wcześniej nie używano. Mam wrażenie, że o ile nie starzeje się przesłanie tekstów Jana Pawła II, o tyle ich język – już tak. Dlatego twierdzę, że między Franciszkiem a Janem Pawłem II nie tylko jest ciągłość, ale ponadto jest rozwój. Gdyby ta ciągłość była jedynie powtarzaniem, nie byłoby w niej życia.

Ks. Alfred M. Wierzbicki, „Kruche dziedzictwo. Jan Paweł II od nowa”

Ks. Alfred M. Wierzbicki, „Kruche dziedzictwo. Jan Paweł II od nowa”, Wydawnictwo Więź, Warszawa 2018

Duda: Zatem może należałoby zapytać: czy między tymi papieżami widać ciągłość, rozwój, czy zerwanie?

Michał Łuczewski: Moja odpowiedź będzie paradoksalna: obiektywnie rzecz biorąc, na różnych poziomach jest między tymi pontyfikatami zerwanie, ale osobiście staram się czytać je jako ciągłość. Dobrym przykładem może być tu chociażby porównanie adhortacji „Familiaris consortio” Jana Pawła z „Amoris laetitia” Franciszka. W tej ostatniej pojęciem kluczowym jest włączanie, podczas gdy u Jana Pawła II kluczem jest nawrócenie. Na poziomie tych terminów dostrzegam zerwanie, ale chcę widzieć ciągłość – czytam więc „Amoris laetitia” we własnym kluczu hermeneutycznym, stawiam sobie pytanie: jak mogę być lepszym mężem? Nie chodzi mi o to, żeby być tylko włączonym do wspólnoty Kościoła, ale o to, żebym się wewnątrz niej nawracał i tworzył lepsze małżeństwo.

Myślę, że kwestia ciągłości i zerwania jest pochodną pewnego szerszego procesu społecznego. Całą współczesna kultura, w której jesteśmy zanurzeni, jest kulturą zerwania. Młodemu pokoleniu trudno dziś odnaleźć się w tym, co robiły wcześniejsze pokolenia. To widać również w języku. Ten koturnowy, uroczysty styl Jana Pawła II pochodzi z „epoki prawa” – czasu jasnych reguł i hierarchii, gdzie jedni byli u góry, a drudzy na dole.


[1] Dyskusja jest zapisem spotkania wokół książki ks. Alfreda Wierzbickiego „Kruche dziedzictwo. Jan Paweł II od nowa” (Wydawnictwo „Więź”, Warszawa 2018), które odbyło się 8 listopada 2018 r. w Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie.

Fragment tekstu, który ukazał się w najnowszym numerze kwartalnika „Więź”, jesień 2019 

Kup tutaj