Wiem, że Nobel to wielka sprawa, ale dla mnie ważniejsze jest móc spojrzeć w oczy mieszkańcom Sarajewa, o których Handke pisał, że sami reżyserują masakry, by wzbudzić litość świata.

Kiedyś Peter Handke, laureat Literackiej Nagrody Nobla 2019, zasłynął powiedzeniem, że dla niego Europa Środkowa „ma znaczenie wyłącznie meteorologiczne”, manifestując tym samym swój dystans wobec piętna historii, którym naznaczona jest ta część Europy. Był rok 1987. Drago Jančar, pisarz słoweński, w ostrożnej jeszcze wówczas polemice zwrócił uwagę, że „dobrze jest spoglądać w górę i na chmury wędrujące po niebie, ale dobrze jest też patrzeć pod nogi, przynajmniej tak długo, dopóki w tej Europie Środkowej są pola minowe, druty kolczaste i mury berlińskie”.

Po tej uwerturze przyszła kolej na sprawdzenie ciężaru słów zaczerniających papier w intelektualnych dysputach, przyszła Bośnia. Jančar pisze esej pt. „Augsburg”. „Radio mozolnie przekonuje zagranicznych turystów, że Słowenia to kraj spokojny. Wojna jest gdzie indziej. Wojna jest w pudle telewizji stojącym w kącie. W tej dziurze świata, przez którą do pokoju ciągle wpadają nowe trupy”. Pojechał też do Sarajewa, po czym napisał wstrząsający „Krótki raport z długo obleganego miasta”.

Postawa Handkego z tą jego „meteorologią” staje się opłakanie śmieszna. Zatem i on wyrusza w podróż jak tylko wojna w Bośni się skończyła. Na początku 1996 roku publikuje swój raport, swoją „Sprawiedliwość dla Serbii”. Handke staje się bohaterem. Milorad Pavić, który towarzyszył mu w podróży do Kosowa, pisze: „…dobrze jest mieć Petera Handkego. Ale Petera Handkego mogą mieć tylko wielkie narody”.

Pomińmy jednak ten wątek narodowościowy, który w wydaniu byłego studenta z Grazu jest jedynie plagiatem tez wygłaszanych przez agencję informacyjną w Pale podległą Karadžiciowi (do wierszy tego poety tęskni i często powraca). Handkemu chodzi przede wszystkim o podanie w wątpliwość realności tragedii w Bośni, tego, co obserwowaliśmy, czytaliśmy i czego doświadczyliśmy. Wszystko to jest nierzeczywiste, jest efektem międzynarodowego spisku mediów.

Handke zasłynął powiedzeniem, że dla niego Europa Środkowa „ma znaczenie wyłącznie meteorologiczne”, manifestując tym samym swój dystans wobec piętna historii, którym naznaczona jest ta część Europy

Czy istnieje zatem alternatywna rzeczywistość? Pisarz nie daje odpowiedzi, zaciera obraz, mówi, że nie jest jasne kto atakował, a kto się bronił, pyta jak to było naprawdę z tym Dubrownikiem i czy pochodzący od Serbów Muzułmanie w ogóle mogą uchodzić za naród? Nieważna jest odpowiedź, ważne jest zatarcie, odrealnienie. Europejska kuracja dla tych, którzy mogli czuć wyrzuty sumienia z powodu obojętności wobec tragedii wydarzającej się tak blisko, że nie sposób było jej zagłuszyć. „Spokojnie moi mili – zdaje się powtarzać nasz „meteorolog” – skoro wszystko jest mgliste i wątpliwe, to w co się tu angażować? Nie dajcie się wedrzeć dziennikarzom w wasze sumienia, bo oni są na usługach światowego spisku”.

Jednym z tej „hordy dziennikarzy”, jak ich nazywa Handke, jest Roger Cohen, korespondent „The New York Times”. Pośród jego kolegów po fachu ponad pięćdziesięciu oddało swe życie podczas wojny w byłej Jugosławii. Cohen nie zostawia naszych sumień w spokoju, nie zaciera obrazu, daje odpowiedzi. „Serca stają się brutalne” to literatura realistyczna, oparta na faktach i zaangażowana: „To była nie tylko wojna, także otaczające ją hipokryzja i upadek moralny.”

Tak pisałem w eseju „Nasza Bośnia” opublikowanym w paryskiej „Kulturze” w 1999 roku. Z Handkem potem było tylko gorzej, aż po jego manifestacyjną obecność na pogrzebie Miloševića, którego żegnał słowami podziwu i wdzięczności.

Po jakie licho przywołuję te słowa teraz, kiedy serce się rwie do odczynienia tańca szczęścia z Olgą? Powiecie, że powinienem oddzielać poglądy polityczne autora od jego dzieła. Wiem, ale nie potrafię. Już od dawna nie potrafię. Tym bardziej, że tu nie tylko o poglądy polityczne chodzi, ale o postawę życiową – bez przemiany, bez skruchy, bez słowa „przepraszam” („Gazeta Wyborcza” odnotowuje, że przeprosił Żydów za to, iż los Serbów porównał do ich losu w czasie Holokaustu; ale to Muzułmanie byli przez niego wyszydzani i poniżani). Może nie trzeba było jeździć do Bośni w czasie wojny? Wiem, że Nobel to wielka sprawa, ale dla mnie ważniejsze jest móc spojrzeć w oczy mieszkańcom Sarajewa, o których Handke pisał, że sami reżyserują masakry, by wzbudzić litość świata. Tymczasem Akademia Szwedzka uspokaja: wpływowa twórczość, „która z językowym geniuszem bada peryferia i specyficzność ludzkiego doświadczenia”. Powinienem oddzielić, ale nie potrafię, więcej – nie chcę.

Tekst ukazał się 11 października na Facebooku Autora.