Można być pewnym, że Marta Titaniec jako prezeska Fundacji Świętego Józefa będzie rzecznikiem ofiar, a nie instrumentem kościelnego PR-u.

Marta Titaniec została powołana przez Konferencję Episkopatu Polski na funkcję prezesa Fundacji Świętego Józefa, mającej nieść wsparcie ofiarom przemocy seksualnej ze strony duchownych. Decyzja ta ucieszyła wiele osób, które pragną, aby wreszcie w działaniach Kościoła katolickiego w Polsce na rzecz osób pokrzywdzonych naprawdę chodziło o pokrzywdzonych, a nie o wizerunek Kościoła.

Zarazem jednak decyzja ta zaskoczyła nawet bliskich znajomych i niektórych przyjaciół nowej prezeski – wiedzą bowiem doskonale, że kto jak kto, ale Marta Titaniec doskonale zna plusy i minusy pracy w instytucjach kościelnych. Z akcentem na minusy.

Prezes FŚJ dwukrotnie przez kilka lat pracowała – z pełnym zaangażowaniem i gorącym sercem – dla Caritas Polska i dwukrotnie stamtąd odchodziła: za każdym razem bowiem ona i inne osoby zatrudnione w tej instytucji doświadczały nękania i systematycznej przemocy psychicznej ze strony duchownych dyrektorów tej instytucji. Chodziło o księży: Adama Derenia (dyrektorem CP został w roku 2004, złożył rezygnację w atmosferze skandalu przed końcem kadencji, w roku 2007 – zob. tutaj) i Marcina Iżyckiego (dyrektorem CP został w roku 2017, odwołany powinien być, moim zdaniem, już kilka miesięcy później; dopiero obecnie trwa kontrola zlecona przez KEP, która, według „Dziennika Gazety Prawnej” powinna skończyć się za tydzień). W obu przypadkach Marta Titaniec była wśród tych pracowników Caritas Polska, którzy szybko zgłaszali kościelnym przełożonym nadużycia ze strony dyrektora i otwarcie mówili o doznanych krzywdach.

Złe doświadczenia z prestiżowej kościelnej instytucji zostawiały w niej ślady, ale nie przeszkodziły ani powrotowi do Caritas Polska (po odejściu ks. Derenia Titaniec ponownie podjęła pracę w CP i stworzyła wtedy od podstaw dział pomocy międzynarodowej), ani innym kościelnym zaangażowaniom (dwukrotnie była np. przewodniczącą Komitetu Organizacyjnego kolejnych Zjazdów Gnieźnieńskich). Od wielu lat angażuje się również wolontariacko w działania Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, w której od 2000 r. pełni funkcję sekretarza generalnego. Po ostatnim odejściu z Caritas rozwinęła zaś działalność humanitarną warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Współpracowałem z nią blisko na różnych polach, zawsze z uznaniem patrząc na jej działania.

Wybór osoby o takiej historii życiowej jest więc dla biskupów decyzją odważną – niemożliwą do zrealizowania, gdyby nie stał za tym pomysłodawca powierzenia tej funkcji Marcie Titaniec: abp Wojciech Polak, metropolita gnieźnieński, prymas Polski, gospodarz Zjazdów Gnieźnieńskich, delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży.

Titaniec współtworzyła Inicjatywę „Zranieni w Kościele”. Stanowczo walczyła o prawa przysługujące ofiarom kościelnej pedofilii, np. domagając się opłacania terapii przez diecezje

Droga nowej prezeski do tej funkcji wydaje się wzorcowym przykładem, jak Kościół instytucjonalny może (i powinien) rozwijać ujawniające się oddolnie charyzmaty poszczególnych katoliczek i katolików. Marta Titaniec współtworzyła bowiem Inicjatywę „Zranieni w Kościele”. Pełniła w niej bardzo istotną (a zupełnie niedostrzeganą publicznie) funkcję asystentki tych osób pokrzywdzonych, które nawiązały kontakt z naszym telefonem wsparcia i w konsekwencji zechciały przekroczyć barierę anonimowości, podejmując dalsze działania. Z właściwą sobie stanowczością i żelazną konsekwencją Titaniec walczyła o prawa przysługujące ofiarom kościelnej pedofilii, np. domagając się opłacania terapii przez diecezje, które się opierały z realizacją tego obowiązku.

Jeżeli taka właśnie osoba zostaje powołana na funkcję prezesa Fundacji Świętego Józefa, to można być pewnym, że będzie tam rzecznikiem ofiar, a nie instrumentem kościelnego PR-u. Swym działaniem wielokrotnie udowodniła bowiem, że najważniejsze jest dla niej dobro osób zranionych. O tym powiedziała też w pierwszym komentarzu dla Katolickiej Agencji Informacyjnej: „Zgodziłam się ze względu na osoby zranione przez ludzi Kościoła, którego – pomimo że nie jest to obecnie łatwe – czuję się częścią. Chcę być ich głosem”.

Można też być pewnym, że – gdyby sytuacja tego wymagała – prezeska nowej fundacji nie skuli się w sobie, aby wykonać coś, czego od niej oczekują, a do czego nie jest przekonana lub co jest sprzeczne z założeniem „po pierwsze: ofiary”, lecz z hukiem rzuci papierami i złoży rezygnację.

Dla samej Marty Titaniec jest to z pewnością decyzja trudna i ryzykowna. Zbyt wiele zależy tu nie od niej, lecz od autonomicznych diecezji. Nie jest do końca jasne, czego oczekują od niej jako prezesa ci, którzy ją powołali (a raczej: różne ich, nieujawniające się publicznie, frakcje). Nie wiadomo, jaki wpływ na działania Fundacji Świętego Józefa wywrą kolejne przyznawane odszkodowania zasądzane od instytucji kościelnych (FŚJ programowo nie ma zajmować się odszkodowaniami, ale…).

Marta Titaniec jednak uwielbia mieć pod górkę. Im sytuacja jest trudniejsza, tym bardziej dla niej ekscytująca. Kocha zadania specjalne. Swoje projekty humanitarne (i w CP, i później w KIK) prowadziła w miejscach najtrudniejszych: albo zagrożonych wojną, albo będących w trakcie wojny. „Ulubiony” kierunek jej ostatnich podróży to Syria, a zwłaszcza Aleppo. Wiadomość o decyzji KEP zastała ją zaś w Donbasie.

Skoro podjęła się tego nowego ryzykownego zadania, to znaczy, że ma nadzieję na powodzenie swej misji. Nawet jeśli trudno mi tę nadzieję podzielać – z całego serca życzę powodzenia!