Stereotypu „wariata”, wywołującego wstyd i skazującego na marginalizację, bez ogródek używa się w obecnej kampanii wyborczej, by ośmieszyć rzesze niegłosujących lub głosujących „inaczej”. Rykoszetem dostają osoby zmagające się z zaburzeniami zdrowia  psychicznego. To właśnie takie potoczne wyobrażenia powstrzymują licznych chorych przed korzystaniem z pomocy medycznej i skazują ich na niepotrzebne cierpienia.

Akcja „Nie świruj, idź na wybory” zaczęła się od filmiku z Januszem Gajosem w roli głównej, szybko zyskując aplauz i rzeszę naśladowców – stając się viralem, który ma zachęcać do udziału w nadchodzących wyborach. Niestety, czyni to niewytłumaczalnym kosztem stygmatyzacji osób z zaburzeniami zdrowia psychicznego. W kolejnych odsłonach dowiadujemy się, że kto trzynastego października nie zamelduje się przy urnie, ten „śmieszny wariat”. 

Być może przy życzliwej interpretacji sam pierwotny filmik jeszcze by się od biedy bronił; „świrowanie” w tej wersji można interpretować jako  potoczne określenie zachowania dziwacznego lub niepoważnego, a przesłanie odczytać jako „nie wygłupiaj się, głosuj”. Niestety, liczni naśladowcy coraz mocniej akcentują złowrogi źródłosłów, jakim jest obraźliwe określenie osoby z zaburzeniami zdrowia psychicznego, a kolejne wrzucane w sieć obrazy bezpośrednio i prześmiewczo nawiązują do potocznych wyobrażeń objawów chorób psychicznych.

W rezultacie „akcję profrekwencyjną” sprowadzają one do hasła „kto nie głosuje, jest nie w porządku, bo ma problemy z psychiką”. Widać to, niestety, w filmie „dziewczyny ze Świnoujścia”, która aktem głosowania ma wedle filmiku przerwać własne urojenia, czy szacownego aktora Wojciecha Pszoniaka, wedle którego głosowanie to antidotum na nerwowe tiki. Duchowny, ojciec Tomasz  Dostatni, wprowadza jeszcze element wątpliwej metafizyki – i tym, co nie pójdą głosować, przyprawia rogi. Wzmocnienie historycznie silnego, obiegowego powiązania między grzechem a chorobą to doprawdy chybiona forma ewangelizacji. 

W żadne subtelności nie bawi się Andrzej Mleczko. Jego opublikowany na Facebooku, a przedrukowany w tygodniku „Angora”, rysunek przedstawia czerwony budynek szpitala psychiatrycznego, z okien którego dochodzą krzyki „Jarosław! Jarosław!”. Autor nie tyle zachęca do głosowania, co sugeruje, że każdy z wyborców określonej opcji politycznej to właściwie pacjent szpitala psychiatrycznego.

Z licznych badań wiemy, że powielanie stygmatyzujących komunikatów wpływa negatywnie zarówno na samych chorych, jak i na postawy otoczenia wobec nich

Bardziej niż sama walka polityczna frapujące jest w tych akcjach całkowite lekceważenie jednej z najbardziej narażonych na stygmatyzację grup społecznych – osób z zaburzeniami zdrowia psychicznego. Z licznych badań wiemy, że powielanie stygmatyzujących komunikatów wpływa negatywnie zarówno na samych chorych (a przecież liczba osób z szeroko rozumianymi zaburzeniami zdrowia psychicznego rośnie!), jak i na postawy otoczenia wobec nich. W tym przypadku szczególnie mocno wybijają się dwa utrwalone kulturowo przekazy, oba szalenie niebezpieczne. Zgodnie z pierwszym  „wystarczy się po prostu wziąć w garść i nie świrować, tylko zrobić coś pożytecznego”, drugi zaś ujmuje zaburzenia psychiczne jako coś odzierającego z godności i stawiającego poza nawiasem ludzi poważnych, ba, dopuszczającego publiczne wyśmianie. To właśnie takie potoczne wyobrażenia powstrzymują licznych chorych przed korzystaniem z pomocy medycznej i skazują ich na niepotrzebne cierpienia.

Stereotypu „wariata”, wywołującego wstyd i skazującego na marginalizację, bez ogródek używa się dziś, by ośmieszyć rzesze niegłosujących lub głosujących „inaczej”. Wydawałoby się, że po licznych akcjach uświadamiających szkodliwość powielania takiego „humoru” nic podobnego nie powinno się zdarzyć, a już na pewno – nie w wykonaniu osób publicznych pretendujących do roli autorytetów.

Tymczasem akcja znalazła wielu obrońców: po raz kolejny możemy się przekonać, że wrażliwość na stygmatyzujące zachowania w naszym kraju mocno zależy od przynależności do towarzyskich sieci. Bez względu na przyzwoitość czy dobry smak. To, że tak łatwo uznano porównanie do „wariatów” za skuteczny oręż, pokazuje zarazem, jak bardzo naskórkowa jest tolerancja, także po stronie tych, którzy sami siebie uznają za forpocztę postępu i oświecenia. Rykoszetem dostają osoby zmagające się z autentycznymi zaburzeniami zdrowia psychicznego, którym bynajmniej do śmiechu być nie może.