Trzeba być zręcznym dyrygentem, by tak pogrywać na ludziach, na ich emocjach i wrażliwości, by ich ciągle dzielić, jątrzyć, przeciwstawiać sobie.

Ciekawa era nastała. Lud wierny walczy słowem i ręką na ulicach, w pracy i po domach. A biskupi wydają oświadczenia

Przypomina mi się świetna książka Fabrice’a Hadjadja „Wiara demonów”, którą gorąco polecam. Nie, nic tam nie ma o opętaniach ani egzorcyzmach. Za to dużo o subtelnym działaniu zła w świecie i w Kościele.

Bardzo spodobał mi się podrozdział o diable jako „orkiestratorze sporów”. Trzeba być zręcznym dyrygentem, by tak pogrywać na ludziach, na ich emocjach i wrażliwości, by ich ciągle dzielić, jątrzyć, przeciwstawiać sobie. Otóż diabeł ma do dyspozycji: świat czarno-biały, jakieś dobro, którego należy bezwzględnie bronić, a zapomnieć o innych, prowokację, generalizację, a do wszystkiego dolewa zawsze mniejszą lub większą ilość lęku. Z tego się robi wybuchowa mieszanka i eskalacja wszelkiej przemocy. Jest to jednak błędne koło.

Grupy LGBT bronią swego prawa choćby do swobodnego manifestowania poglądów w wolnym kraju. Ci, którzy im się przeciwstawiają, słusznie bronią się przed tym, aby ideologia związana z tym ruchem nie przeniknęła np. do szkół. Ale patrzą na nich jak na wielomilionową grupę, która zalewa całą Polskę. Wróg staje się niemalże kosmiczny. Zaczyna się robić nalepki i je rozprowadzać, w imię obrony przed ideologią, jakby osoby LGBT przeniknęły już wszystkie sfery życia i gotowe były zniszczyć rodzinę, małżeństwo i cały naród.

Diabeł ma do dyspozycji: świat czarno-biały, jakieś dobro, którego należy bezwzględnie bronić, a zapomnieć o innych, prowokację, generalizację. Do tego dolewa mniejszą lub większą ilość lęku

Ale wśród osób LGBT też pojawiają się prowokatorzy, wyśmiewający „jakąś katolicką świętość”. No to niektórzy katolicy nie pozostają dłużni, uznając, że wszyscy członkowie LGBT są sodomitami i świętokradzcami. Lęk rośnie. Trzeba się bronić. Lecą kamienie i k…y.

Członkowie LGBT urabiają sobie wizję, że cały Kościół katolicki jest taki jak panowie i panie pod katedrą białostocką. I znowu wychodzą na ulicę walczyć z katolicką nietolerancją… Na domiar złego sporo osób LGBT to również katolicy, ludzie ochrzczeni.

Potem trzeba jednak sprawę trochę uciszyć i wydać kolejne oświadczenie. Ale czy ktoś się zastanawia, na czym polega chrześcijańska formacja, bycie katolikiem, skoro nie wpływa to u niektórych na ich agresywne reakcje? Na czym polega ta cała katechizacja i przynależność do Kościoła? Skąd tyle lęku, skoro nic nie może nas odłączyć od miłości Chrystusa?

I tak z czasem LGBT urasta do rangi największego problemu Kościoła w Polsce, przynajmniej na obecny czas. Niebawem będzie to coś innego, co przyjdzie z zewnątrz. No i tak się wszystko kotłuje.

Tekst ukazał się dziś na Facebooku Autora.