Przestajemy widzieć w kościelnych dostojnikach wysłanników nadprzyrodzonej rzeczywistości zasługujących na specjalne traktowanie. Nie tylko w efekcie skandali czy antyklerykalizmu. 

W krótkim czasie sądy w dwóch odległych od siebie o tysiące kilometrów miejscach wydały wyroki skazujące w procesach wytoczonych kardynałom Kościoła katolickiego. Nie sądy kościelne, lecz cywilne. To symptom ważnych zmian, jakie dokonują się w mentalności społeczeństw w skali globalnej.

13 marca sąd w Melbourne skazał 77. letniego kard. Georga Pella na sześć lat pozbawienia wolności za wykorzystywanie dwóch małoletnich, do którego miało dojść w zakrystii katedry św. Patryka w tym mieście w roku 1996. O jego winie ława przysięgłych orzekła w grudniu ubiegłego roku. Kard. Pell konsekwentnie twierdzi, że jest niewinny i złożył apelację, która najprawdopodobniej będzie rozpatrywana w lipcu. Do tego czasu duchowny będzie przebywał w zakładzie karnym.

7 marca kard. Philippe Barbarin został skazany w Lyonie na pół roku więzienia w zawieszeniu za niezgłoszenie czynów pedofilii popełnionych w latach 80. i 90. przez jednego z księży w archidiecezji, której pasterzem jest od roku 2002. Obrona francuskiego hierarchy od razu oświadczyła, że wniesie apelację, a on sam zapowiedział, że złoży dymisję na ręce papieża Franciszka.

Skazującym werdyktem sądu wobec kard. Barbarina zaskoczone były nawet ofiary duchownego

Obydwa wyroki wywołały szok w licznych środowiskach kościelnych. Jak podawały media, skazującym werdyktem sądu wobec kard. Barbarina zaskoczone były nawet ofiary duchownego, o przestępstwach którego miał on nie poinformować wymiaru sprawiedliwości. Uznanie za winnego kard. Pella spowodowało liczne protesty katolików na całym świecie, a znany amerykański publicysta katolicki prof. George Weigel napisał, że australijski system sprawiedliwości zawiódł. Co ciekawe, komentując decyzję australijskiego sądu Alessandro Gisotti, pełniący obowiązki rzecznika prasowego Stolicy Apostolskiej, oświadczył, że ma ona „pełny szacunek” dla tamtejszego wymiaru sprawiedliwości.

Niezależnie od kwestii słuszności wspomnianych werdyktów i przyszłych rezultatów odwołań, warto dostrzec, że zarówno one, jak i same procesy kościelnych dostojników oraz sposób ich traktowania, pokazują bardzo poważne zmiany, jakie dokonują się w sposobie myślenia bardzo wielu ludzi (wśród których nie brak katolików) o duchownych, także tych z najwyższych szczebli kościelnej hierarchii. Przestają widzieć w nich zasługujących na specjalne traktowanie nieskazitelnych i godnych szczególnej czci wysłanników nadprzyrodzonej rzeczywistości. Coraz częściej dostrzegają w nich, nawet tych z najbliższego otoczenia Następcy św. Piotra, zwykłych śmiertelników, nie tylko grzeszących na równi z innymi, ale również zdolnych do popełniania poważnych przestępstw. Jedną z konsekwencji tej zmiany w postrzeganiu nawet najwyżej stojących w hierarchii duchownych jest przekonanie, że podlegają oni w pełni zasadom regulującym życie wszystkich obywateli danego państwa, a więc także świeckiemu prawu i takiemu samemu wymiarowi sprawiedliwości. Ale ma to również wymiar szerszy, wyrażający się w pozbawieniu duchownych (w tym biskupów) nimbu wyjątkowości, w oczekiwaniu od nich prowadzenia zwykłego życia, znajomości codziennych problemów ludzi, których mają prowadzić ku Bogu itp.

Można przyczyn tego zjawiska szukać w ogólnym zeświecczeniu, w nakręcanym przez niechętne (lub wprost wrogie) Kościołowi środowiska antyklerykalizmie, czy wręcz (jak sugerował Weigel) w podsycanym w niektórych krajach antykatolicyzmie. Można też łączyć tę zmianę z gwałtownym pogorszeniem wizerunku Kościoła, zwłaszcza w kontekście ujawnianych od kilkunastu lat skandali molestowania seksualnego dzieci przez duchownych katolickich i na dużą skalę praktykowanych działań zmierzających do jego tuszowania. Można też odwoływać się do globalnego kryzysu autorytetów albo do silnej już od dłuższego czasu światowej tendencji do podważania i atakowania wszystkiego, co w jakiś sposób ma związek ze sferą ponaddoczesną.

Warto się jednak zastanowić, czy „powody” nie znajdują się również w samym Kościele. Czy w nim samym nie dokonuje się istotna zmiana w sposobie postrzegania i traktowania duchownych? Zmiana inspirowana z samego szczytu doczesnej hierarchii kościelnej i wyrażająca się w podwójnym wymiarze.

Franciszek nie waha się sprowadzać biskupów i księży na ziemię – z wyżyn ich przekonania o własnej wyjątkowości

Nie trzeba być bardzo spostrzegawczym, aby zauważyć, jak bardzo „zwykłym człowiekiem” jest aktualny Następca św. Piotra. To się wyraża w jego sposobie bycia, w mieszkaniu w Domu św. Marty, w szczegółach ubrania, w tanich samochodach, którymi z uporem jeździ, nawet w tym, że sam wnosi swoją nieodłączną teczkę do samolotu. Także w irytującym niektórych świeckim powitaniu, którym konsekwentnie rozpoczyna spotkania, mimo upływu sześciu lat, odkąd zasiadł na Stolicy Piotrowej. Także w tym, że nieustannie przypomina, iż jest grzesznikiem i prosi o modlitwę w swojej intencji.

Z drugiej strony Franciszek nie waha się sprowadzać biskupów i księży na ziemię – z wyżyn ich przekonania o własnej wyjątkowości. Publicznie ich krytykuje i poucza. Każe im nie tylko „pachnieć owcami”, ale również w razie potrzeby iść nie na czele, lecz stawać „pośród wszystkich”, a nawet „w pewnych okolicznościach iść za ludem”. Nie tylko nie pochwala przepychu, ale w koło mówi o ubóstwie. Ostentacyjnie po nominacjach kardynalskich pojawia się tylko na jednej imprezie – tej z udziałem bezdomnych, a wcześniej daje do zrozumienia purpuratom, że nie powinni wystawnie świętować.

Nie można wykluczyć, że zeświecczenie, antyklerykalizm, antykatolicyzm, kryzys autorytetów oraz inne wymienione wyżej fakty i okoliczności mają wpływ na dokonującą się zmianę w patrzeniu na duchownych. Nie można jednak również wykluczyć, że sam Franciszek odgrywa w niej znaczącą rolę. Celowo i w pełni świadomie.