Kościół nie przestanie być atakowany, dopóki się nie zreformuje. Dopóki jego ojcowie nie przestaną głównych problemów upatrywać wszędzie poza własną wspólnotą i swoim działaniem – pisze Ignacy Dudkiewicz na łamach „Kontaktu”.

Tekst Ignacego Dudkiewicza „Kościół do gruntownego remontu” ukazał się w 39. numerze papierowej wersji „Kontaktu”. Dotyczy kryzysowej sytuacji Kościoła w Polsce.

Jak zauważa publicysta, Kościół w naszym kraju przypomina model patologicznej rodziny. Ojcem, który przy świątecznym stole mówi coś głupiego lub krzywdzącego, są biskupi, zaś wierni zachowują się jak dzieci, którym wstyd się odezwać. Funkcjonujemy „na patologicznych zasadach, pudrując głębokie podziały opowiastkami o rzekomej jedności, której nie ma. Pozwalamy ojcom naszej rodziny udawać, że wszystko jest dobrze. Bo dzieci wciąż przybywają na kolejne święta, nawet jeśli coraz rzadziej przyjeżdżają przy innej okazji. Bo przez lokalne władze nasza familia jest szanowana i fetowana”.

Autor wywiadu rzeki z ks. Andrzejem Szostkiem „Uczestniczyć w losie Drugiego” podkreśla, że „wbrew przekonaniu o wyjątkowości polskiego katolicyzmu historia naszej rodziny wcale nie jest wyjątkowa. Również jej część z zagranicy przechodziła przez podobne kryzysy i zauważała je zbyt późno. A ponieważ nie potrafiła sobie z nimi poradzić, dziś większość niedawnych członków i członkiń już nie chce do rodziny należeć”. Jako przykład podaje dawniej klerykalną Irlandię, gdzie liczba wiernych w kościołach drastycznie spadła, zaś prawo dotyczące kwestii obyczajowych uległo znacznej liberalizacji.

Dudkiewicz zwraca uwagę, że obecny dziś w Polsce „sojusz tronu z ołtarzem budzi coraz większy sprzeciw niemałej części społeczeństwa”. „Niechęć oraz zniecierpliwienie budzą także inne elementy funkcjonowania Kościoła: jego skupienie na abstrakcyjnych dla zwykłego wiernego sporach (jak ten o «ideologię gender»), kwestiach bioetycznych (jak aborcja czy in vitro) czy tak zwanych kwestiach światopoglądowych (jak prawa osób homoseksualnych). Razi rezygnacja z zajmowania się innymi zagadnieniami społecznymi i ekonomicznymi, bogactwo i przepych, buta i arogancja znaczących polskich hierarchów. Ogromną rolę odgrywa wreszcie – last but not least – coraz jawniejsza skala przestępstw seksualnych dokonywanych przez księży, a ukrywanych przez przełożonych” – wylicza.

Redaktor „Kontaktu” zaznacza, że jako lekarstwo na kryzys „nie wystarczą szumne apele do osób spoza Kościoła, by uszanowały decyzję tych, którzy decydują się w nim trwać – często mimo wszystko”. „Potrzebne są również, przede wszystkim, poważne zmiany w praktyce funkcjonowania Kościoła. Po drugie zaś: rozwinięte i wyraziste działania oraz apele osób świeckich o dokonanie tych zmian” – dodaje.

„Kościół nie przestanie być atakowany, dopóki się nie zreformuje. Dopóki jego ojcowie nie przestaną głównych problemów upatrywać wszędzie poza własną wspólnotą i swoim działaniem. Dopóki nie podda się w większym wymiarze społecznej kontroli – dokonywanej zarówno przez jego członków i członkinie, jak i osoby spoza tego grona. Dopóki nie rozliczy się w sposób jednoznaczny z najciemniejszych kart związanych z krzywdzeniem i brakiem ochrony dzieci przed wykorzystaniem seksualnym. Dopóki – wreszcie – Kościół instytucjonalny nie otworzy się na rozmowę: zarówno z ludźmi sobie niechętnymi oraz z wiernymi, jak i we własnym gronie” – pisze Dudkiewicz.

Według publicysty, „ktoś, kto chciałby pozostać katolikiem lub katoliczką, a jednocześnie podziela krytyczną ocenę stanu Kościoła na świecie i w Polsce, ma – jak się wydaje – do wyboru kilka dróg”. Pierwsza strategia to oparcie się na indywidualizmie religijnym, druga to ucieczka w niszę czy wewnętrzna emigracja. Trzecią możliwością jest szukanie i podkreślanie tego, co w Kościele dobre, przy jednoczesnym niezakrywaniu tego, co złe. Czwartą zaś – aktywna walka o inny, lepszy Kościół, która wymaga wyraźnego zaangażowania się w spory wewnątrz wspólnoty.

„Kościół w Polsce (a także, na wielu polach, Kościół powszechny) jest w kryzysie i wymaga gruntownych reform – nie małych poprawek, lecz generalnego remontu. To jednak wciąż nasz dom, z którego – jako środowisko – nie chcemy się wyprowadzać. Chcemy trwać w Kościele, wierząc, że zmiana jest możliwa, a chrześcijaństwo ma w sobie potencjał przemieniania świata na lepsze” – czytamy w tekście.

DJ