Kościół nie jest związany z żadną wspólnotą narodową, polityczną, kulturą i obyczajowością. Będzie trwał, choć może nie nad Wisłą i nie w kształcie, do którego przywykliśmy – pisze Paweł Stachowiak na stronie Klubów „Tygodnika Powszechnego”.

Tekst „Puste kościoły” Pawła Stachowiaka ukazał się 8 lipca na stronie Klubów „Tygodnika Powszechnego”. Cytujemy wybrane fragmenty:

Zbieramy owoce tego, co w przeszłości zdawało się zapewniać polskiemu katolicyzmowi trwałość wobec ateizacyjnych dążeń komunistycznego państwa. Kard. Stefan Wyszyński sądził, iż jedynie oparcie na wierze ludu może zapewnić przetrwanie w sytuacji, gdy komunistyczne państwo dążyło do wyrugowania Kościoła ze wszelkich sfer publicznej aktywności. Postawił na pielgrzymki, peregrynacje obrazu, koronacje wizerunków Matki Bożej, wszystko to, co mogło zgromadzić rzesze ludu i pobudzić jego katolicko-narodową tożsamość. Zapewne wówczas było to potrzebne, ale miało również swoją cenę, którą płacimy do dzisiaj.

Czy rzeczywiście wiara pozbawiona realizacji w rytualnych formach Gorzkich Żali, Drogi Krzyżowej, nabożeństw majowych, czerwcowych itp., przestanie istnieć? Czy patriotyczny kontekst naszej wiary rzeczywiście ją wspomaga, a może jej szkodzi? Papież Franciszek ma na te pytania konkretną odpowiedź. Sądzi, że religijność, czy szerzej duchowość, nie jest powiązana z historycznymi formami liturgii, bywają one zastępowane tym, co bardziej współczesne, co lepiej koresponduje z wrażliwością współczesnego człowieka.

Masowość i ludowość wiary, która dała jej moc w czasach PRL, dziś okazuje się bezbronna wobec wyzwań laicyzacyjnych. Prawdopodobnie tylko odejście od wszystkich formuł, które umieszczają nasze chrześcijaństwo w kontekście narodowym może złagodzić efekt sekularyzacyjnego tsunami.

Do świątyń, w których mówi się językiem Franciszka lud masowo przychodzić nie będzie. Czy powrócą do nich elity? Wątpię, ich wiara jest coraz bardziej odkościelniona.

Czy załamać ręce? Cóż, jeśli pojmujemy Kościół w wymiarze cywilizacyjno-kulturowym, jako instytucję kształtującą powszechnie obowiązującą obyczajowość, etykę, system prawny i fundament kultury, to pewnie tak. Jeśli jest On dla nas jednak przede wszystkim „wspólnotą wiary, nadziei i miłości” (KKK 771), to nie powinniśmy się lękać. Kościół nie jest bowiem związany z żadną wspólnotą narodową, polityczną, kulturą i obyczajowością. Będzie trwał, choć może nie nad Wisłą i nie w kształcie, do którego przywykliśmy.

Wyb. DJ