Nie ma innej pociechy niż trzymanie się życia, które nigdy nie jest całkiem złe – tylko trzeba koniecznie zrobić wysiłek, aby tym złym jego stronom się nie poddać – pisał Jan Lechoń w liście do Rafała Malczewskiego w 1953 roku.

Wiem, jak Panu ciężko – ale niech mi Pan wierzy, że każdy ma nieszczęście, które wydaje mu się nie do zniesienia. To głupio brzmi, ale Pan jest jeden z tych wybranych, którym Pan Bóg dał w sobie samym źródło radości, pociech i nadziei. (24.05.1952)

Niech Pan się nie gniewa, że doradzam Panu optymizm. Wiem, że to łatwo, kiedy chodzi o innych. Ale ja właśnie na własnej skórze doświadczyłem, że tylko ambicja nie dania się, przekonanie, że nasze życie jest na tyle ważne, że trzeba go [sic!] chronić i na tyle nieważne, że nie można torturować się wymaganiami względem siebie – tylko psychiczna postawa może przeważyć ordynarne kawały losu. (9.11.1952)

Przepraszam bardzo, że tak dawno nie pisałem, ale mój problem to fatalna i w moim wieku nieuleczalna nieumiejętność dania sobie rady z tym wszystkim, co dla innych staje się zachętą. Oddanie bielizny do prania to wielki problem, który mi zabiera czas i myśli. W rezultacie – najważniejsze rzeczy czekają swojej kolei – a raczej opóźniają się nieprzyzwoicie. (…) Nie ma (…) innej pociechy niż trzymanie się życia, które nigdy nie jest całkiem złe – tylko trzeba koniecznie zrobić wysiłek, aby tym złym jego stronom się nie poddać.

Jan Lechoń, Zofia i Rafał Malczewscy, „Coraz trudniej żyć, a umrzeć strach. Listy 1952-1955”

Jan Lechoń, Zofia i Rafał Malczewscy, „Coraz trudniej żyć, a umrzeć strach. Listy 1952-1955”, Wydawnictwo „Więź”, Warszawa 2008

Ja wierzę, że dzień w którym będziemy mogli wrócić do Polski, jest bliski – i mam na tę nadzieję bardzo logiczne argumenty. Wobec tego uważam, że warto pielęgnować zdrowie i nie dawać się, co jest kwestią do zrobienia dla każdego, a zwłaszcza dla ludzi takich niezwykłych darów jak pan Rafał. Żałuję, że jestem tak daleko i nie mogę dawać mu korepetycji trzymania się. Byłem lata całe bardzo źle z nerwami i wiem, że nie ma na nie innego lekarstwa jak pracować mimo i że lekarstwo to jest niezawodne. (…)

Niech mi Pan wierzy, że to co piszę Panu, nie jest to żadna zdawkowa pociecha, ale rezultat doświadczeń człowieka bardzo nerwowego i zupełnie samotnego. Niewiele zrobiłem w życiu, ale jak na różne moje nerwowe okresy uważam się za tytana pracy – takie musiała ona zwalczać przeszkody. (…) Jeszcze raz proszę mi wybaczyć to spóźnienie i przyjąć słowa bardzo serdecznej przyjaźni i otuchy, które mi dyktuje przekonanie, że dopływamy do lepszego i nie trzeba ustawać przy brzegu. (12.05. 1953)

Panie Rafale! Niech Pan nie wierzy w żadne uroki – tylko w Pana Boga i w żadne Mauriaki, tylko w Prusa! (24.02.1954)

Niech Pan przede wszystkim odwróci się od tych cytat, które same już mogą być dowodem, jakie życie gotuje niespodzianki, bo gdym te wiersze pisał, były one moją najgłębszą prawdą[1], po czym przeżyłem trzydzieści lat i jestem szczęśliwy, żem je przeżył. Błagam Pana – niech Pan tę siłę, którą się Pan pcha w rozpacz, zużyje na nadzieję, wiarę i miłość – wcale nie takie głupie cnoty. Zobaczy Pan, że to możliwe i że warto. (18.05.1954)


[1] Lechoń komentuje cytaty z jego wierszy zawarte w ostatnim otrzymanym liście Malczewskiego. Utwory z tomu „Srebrne i czarne”, były poetycko przetworzoną filozoficzną refleksją o życiu i śmierci, wyrażoną po pierwszej próbie samobójczej w marcu 1921.

Fragmenty zbioru: Jan Lechoń, Zofia i Rafał Malczewscy, „Coraz trudniej żyć, a umrzeć strach. Listy 1952-1955”, Wydawnictwo „Więź”, Warszawa 2008