Kwestia ochrony środowiska, a zwłaszcza kwestia stosunku człowieka do zwierząt, i wynikające z niej wskazania moralne, ciągle nie znajdują swojego miejsca w powszechnej świadomości chrześcijan, a także – niestety – w duszpasterskiej działal­ności Kościoła.

Czymże jest serce miłosierne? Jest sercem, które plonie miłością do całego stworzenia: do ludzi, pta­ków i zwierząt, i do demonów, i do wszystkiego, co istnieje – św. Izaak Syryjczyk, Homilia 71

Pewnego razu do ojca Pachomiusza na pustyni przybył młody brat z zapytaniem: „Powiedz mi, ojcze, czy Pan nasz, Jezus Chrystus, kochał i czy nakazał je także nam kochać?”. Ojciec Pachomiusz odparł: „Widzisz, synu, odpowiedź musisz sobie znaleźć sam, bo gotowej nie ma. Otwórz skarbiec Bożego Słowa i szukaj tak długo, aż znajdziesz. Bo jeżeli jest pytanie, musi być odpowiedź”.

Jeśli Chrystus zapowiada, że „Pocieszyciel, Duch Święty, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (J 14, 16), to Jego działanie objawia się także w tym, że w świadomości chrześcijan pojawiają się – w różnej formie – nowe prawdy, że te prawdy domagają się pogłębienia i zrozumienia i że potem przenikają w życie. Jedną z takich prawd jest prawda o świecie jako naturalnym środowisku, a w nim o jego poszczególnych elementach, wśród których jedno z pierwszych miejsc zajmują zwierzęta. Ta świadomość, którą można nazwać ekologiczną, jest bez wątpienia owocem działania Ducha Świętego i ma swoje najgłębsze korzenie w naturze człowieka, a konsekwentnie – w samym Bogu. Odpowiedzi na pytania, które rodzi ta świadomość, należy także szukać w Bogu, a konkretnie w Jego objawiającym Słowie, a także w tym „tchnieniu Bożym”, jakim jest ludzki rozum.

Niniejszy artykuł jest próbą takiego szukania odpowiedzi na pytania dotyczące „naszych mniejszych braci”, czyli zwierząt.

„I było bardzo dobre”

Kwestię zwierząt w całym dziele stworzenia i odkupienia, a szczegól­nie kwestię relacji między człowiekiem a zwierzętami, należy rozważyć tylko i jedynie na tle szerszego zagadnienia, jakim jest zagadnienie środowiska naturalnego, którego istotnym elementem jest zwierzę.

Opowieść biblijna, która rozpoczyna pierwszą księgę Biblii, zwaną Księgą Rodzaju lub Księgą Początków (Genesis), zaczyna się zdaniem: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (1, 1) i po kolei przedstawia, jak Bóg Jahwe stwarza natu­ralne środowisko, w którym umieści człowieka. I kończy stwierdzeniem: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (1, 31). A zatem woda, ziemia i niebo, trawy i drzewa, zwierzęta, ptaki i ryby były w oczach Boga Ja­hwe czymś dobrym, a kiedy stanął wśród nich człowiek, wtedy wszystko było „bardzo dobre”. I nad tym wszystkim „unosił się Duch Boży” (1, 2).

Stwarzając człowieka i umieszczając go w naturalnym środowisku Bóg zastanawia się, kim on ma być i jaką rolę ma odegrać w tym środowisku: „Uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad całą ziemią i nad wszelkim zwierzęciem naziemnym” (1, 26). I Bóg Ja­hwe wpada na pomysł, żeby stworzyć człowieka, z jednej strony jako stworzenie duchowe, mądre i wolne, a z drugiej – jako stworzenie cielesne, przy czym to ciało Bóg postanawia wziąć ze środowiska natural­nego, dlatego Biblia informuje: „Wtedy to Jahwe Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia” (2, 7). A zatem poprzez swoją cielesność, swoje ciało człowiek jest cząstką środowiska, w którym Bóg go umieścił – i jest do tego stopnia tą cząstką, iż do tego środowiska z powrotem wróci jako garść prochu: „Pan stworzył człowieka z ziemi i znów go jej zwróci” (Syr 17, 1).

Od początku człowiek jest obowiązany do szacunku wobec stworzenia, do mądrego korzystania ze środowiska, do ochrony wszelkiego życia i do wręcz świętego traktowania tego wszystkiego, co wyszło z ręki Boga

Ale poprzez swoją duchowość, swój rozum i wolność jest człowiek ponad tym środowiskiem, wykracza poza i ponad nie, i dlatego otrzymał od Boga Jahwe polecenie, które jest jednocześnie posłannictwem: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad ry­bami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszelkim zwierzęciem naziemnym (1, 28).

Bóg Jahwe polecając człowiekowi, by czynił ziemię „sobie poddaną”, jednocześnie postanowił: „Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem” (1, 29). Wynikałoby z tego, iż pierwsi ludzie byli wegetarianami i byli zobowiązani do ochrony życia zwierząt. Co więcej, także i zwierzęta były wyłącznie roślinożerne (1, 30). Wyraźnie widać, że Bogu Jahwe chodziło o to, by – jak pisze powstała dwa wieki potem Księga Mądrości – „człowiek panował nad stworzeniami, co przez Boga się stały, by władał światem w świętości i sprawiedliwości, i w prawości serca sprawował sądy” (9, 2-3). A zatem od początku człowiek jest obowiązany do szacunku wobec stworzenia, do mądrego korzystania ze środowiska, do ochrony wszelkiego życia i do wręcz świętego traktowania tego wszystkiego, co wyszło z ręki Boga.

Upadek w Ogrodzie Czterech Rzek

I oto następuje w ogrodzie Eden, w Ogrodzie Czterech Rzek, wielki upadek: pierwsi ludzie są nieposłuszni Bogu i popełniają grzech. Popeł­niając go ściągają karę nie tylko na siebie i na całe potomstwo z nich rodzone, ale także na całe naturalne środowisko. Najpierw Bóg mówi do węża: „Bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych” (3, 14), a potem dodaje: „Przeklęta niech będzie ziemia” (3, 17). Być może, te dwa przekleństwa, a zwłaszcza to rzucone na węża, upoważniały człowieka – w jego mniemaniu – do zabijania nie tylko samego węża, ale także wszelkiego zwierzęcia. W jakimś stopniu taki sposób myślenia potwierdzałby potop, w którym Bóg postanowił wytracić nie tylko ludzi, lecz i zwierzęta. Ocalały tylko te, które były w arce Noego.

Po potopie jednak Bóg, litując się nad całym stworzeniem, zawiera nim przymierze, zwane Przymierzem Noachickim, bo zawiera go z Noem – i zawiera je nie tylko z człowiekiem, ale także z całym środowiskiem, z całym stworzeniem, „z wszelką istotą żywą: z ptactwem, ze zwierzętami domowymi i polnymi, z wszelkim zwierzęciem na ziemi” (9, 9-10) . Ale co dziwniejsze, po upadku i po potopie Bóg jakby się wycofał z nakazu ochrony życia zwierząt i jakby zezwalał na wszelki pokarm: „wszystkie zwierzęta naziemne i wszystkie ryby morskie zostały oddane wam we władanie. Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm” (9, 2-3).

Mimo przymierza z Noem niewiele się zmieniło w sytuacji człowieka i jego środowiska: panuje grzech i jego gorzkie konsekwencje. Zgodnie jednak z obietnicą daną w raju (3, 14-15), zwaną Protoewangelią, wszystko zmierza do tego, żeby odkupić człowieka i jego naturalne środowisko. Bóg jako Ojciec, postanowił „wszystko (panta) na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi” (Ef I 1, 10).

Gdy Bóg rozbił namiot wśród nas

„Słowo stało się ciałem i rozbiło namiot wśród nas” (J 1, 14) – w ten sposób Jan Ewangelista rozpoczyna opis dziejów odkupienia i zbawienia człowieka oraz świata. Pierwszym etapem tych dziejów było Wcielenie, która polegało na tym, że Syn Boży stał się człowiekiem, zaczął żyć i działać jako pełny, normalny człowiek. Wzięte „z prochu ziemi” Jego ciało stano­wi cząstkę naturalnego środowiska. Jeżeli więc Jezus dokonuje odkupie­nia, to dokonuje odkupienia nie tylko wszystkich ludzi, ale także całego środowiska. To środowisko obdarza odkupieniem i uświęca przez całe swoje życie, zakończone męką i śmiercią. Kocha góry, pustynię i morze, lubi ptaki, zwierzęta i drzewa. Dlatego od momentu Najświętszej Inkarnacji nie ma już podstaw, by dzielić świat na „sacrum”, święte i na „profanum”, nieświęte, wszystko (panta) bowiem, z wyjątkiem ludzkiego grzechu, jest „święte”.

Wielką cechą Jezusa jest realizm: zanim odkupienie przekształci się w zbawienie, trzeba czasu, cierpliwości i wyrozumiałości dla ludzi i ich słabości. Trzeba także wielkiej, takiej powszedniej solidarności z nimi – i to najbardziej z tymi, którzy są słabi i ubodzy. To widać w każdej sytuacji, w której Jezus znajduje się i działa.

Widać to także w tych sytuacjach, w których chodzi o zwierzęta. Otóż Jezus spożywa nie tylko chleb, ale pozwala jeść ryby i sam je spożywa (Łk 24, 42). Należy przy­puszczać, że – jak każdy wierzący Żyd – spożywał baranka paschalnego. Zasadniczo nie sprzeciwiał się składaniu krwawych ofiar w świątyni, które jednak potem zostaną zastąpione jedyną ofiarą z Niego samego. W kraju leżącym obok miasta Gadara poświęca życie całego stada świń, aby ratować dwóch opętanych (Mt 8, 28-34). Używa oślicy, by na niej wjechać w mury świętego miasta (Mt 21, 1-10).

Finałem odkupieńczego dzieła Chrystusa było zstąpienie do Otchłani (1 P 3, 19-20), a przede wszystkim Jego zmartwychwstanie i wstąpienie do nieba. Chrystus zstępując „do piekieł”, jak to wyraża Credo, zstąpił do serca wszechświata, do jądra stworzenia, by odkupić wszystko, co zostało stworzone, całość wszechbytu (panta). Zmartwychwstając w swoim ludz­kim, chociaż przemienionym ciele, które było cząstką stworzenia, całe to stworzenie, całe środowisko obdarzył życiodajną Paschą, a wstępując do nieba poderwał je ku Ojcu. Oczywiście, dokonane przez Jezusa odku­pienie przechodzi w zbawienie w wielkim, powolnym procesie, w wielkiej wszechogarniającej Passze i zostanie w pełni dokonane w Paruzji, gdy nastąpi „odnowienie wszystkich rzeczy” w wymiarze widzialnym, a całe stworzenie, całe środowisko przekształci się „w nowe niebiosa i nową ziemię” (Dz 3, 21; Ap 21, 1).

W „nowych niebiosach i nowej ziemi”

Na tym tle można by pytać o kwestię trudną i do końca nie dającą się rozwikłać, a mianowicie o los zwierząt po ich śmierci, o ich – w jakimś sensie pojęte – zbawienie i obecność w „nowych niebiosach i nowej ziemi”. Dlatego od razu należy się zgodzić ze św. Tomaszem, który powiada, że „zakres i sposób odnowienia świata znane są jedynie Temu, który będzie sprawcą tego odnowienia” (S. Th. 91, 3). Na innym miejscu Akwinata ulega jednak pokusie rozwiązania tej kwestii i pisze, że w od­nowionym świecie nie będzie ani zwierząt, ani roślin. Popierają go w tym poglądzie niektórzy scholastycy, natomiast św. Anzelm jest zdania, że w „nowej ziemi” będą jednak rośliny i kwiaty. Część współczesnych teologów jest skłonna przyznawać, że w odnowionym świecie będzie nie­mal całe naturalne środowisko, ze zwierzętami włącznie, ale przemie­nione i przebóstwione. Na czym jedno i drugie miałoby polegać, trudno powiedzieć.

Problem zatem jest otwarty, a otwarty jest przede wszystkim dlatego, że dane Objawienia na ten temat są bardzo skąpe, niejednoznaczne i w pewnym sensie ukryte oraz mają charakter jedynie wniosków teolo­gicznych. Jeżeli więc – dla przykładu – weźmie się pod uwagę obraz „nieba nowego i ziemi nowej” (ouranes kainos – gea kaine) (2 P 3, 13; Ap 21, 1), następnie „odnowienie wszystkich rzeczy” (apokatastasis panton) (Dz 3, 21), a także „odrodzenie” wszystkich stworzeń (palingenesia) (Mt 19, 28) – to można zaryzykować twierdzenie, że w odnowionym świecie bedą także zwierzęta. Najpierw dlatego, że – gdy chodzi o dzieło stworzenia – człowiek poprzez swoje ciało ma wspólną etiologię ze zwierzę­tami, ponieważ i człowiek, i zwierzęta pochodzą „z prochu ziemi”. Po wielkim upadku w raju mają wspólny los, gdyż „stworzenie zostało pod­dane marności i dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia, oczekując z upragnieniem objawienia się synów Bożych” (Rz 8, 19-22).

Można przypuszczać, że i w zmartwychwstaniu ludzi mogą w jakiejś formie uczestniczyć zwierzęta, chociażby przez ponowne ich stworzenie

W wymiarze zjawiskowym i człowiek, i zwierzęta mają wspólny, gorzki los: „Bóg chce ich doświadczyć, żeby wiedzieli, że sami przez się są tylko zwierzętami. Los bowiem synów ludzkich jest ten sam, co los zwierząt; los ich jest jeden: jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego, i oddech życia ten sam” (Koh 3, 18-19). Gdy chodzi o dzieło odkupienia i odnowy, to do pewnego stopnia wspólnota losów człowieka i zwierząt sprawia, że świat zwierząt ma też jakąś nadzieję eschatyczną: „W owym dniu – mówi Jahwe – zawrę przymierze ze zwierzem polnym i ptactwem powietrznym, i ze zwierzęciem naziemnym” (Oz 2, 20). I wtedy – jak poucza św. Paweł – całe stworzenie „zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych” (Rz 8, 19-21). A ponieważ – jak powiada Tertulian – „nadzieją chrześcijan jest zmartwychwstanie umarłych”, to można przypuszczać, że i w zmartwychwstaniu ludzi mogą w jakiejś formie uczestniczyć zwierzęta, chociażby przez ponowne ich stworzenie (creatio nova). Mówi o tym wyraźnie św. Bazyli w komen­tarzu do Psalmu 44: „Wsiewa się ciało zmysłowe, powstanie ciało duchowe; w tym czasie również wszelkie stworzenie cielesne z nami będzie odnowione” (PG 29, 390).

Za wyżej sformułowaną opinią przemawia ponadto obraz Boga, który jest Miłością (1 J 4, 8): jeżeli w „nowych niebiosach i nowej ziemi” będzie człowiek, to chciałby on, by wraz z nim było to wszystko, co kochał na doczesnej ziemi, a jeżeli kochał zwierzęta, to także i one. Co stoi na przeszkodzie, żeby Ojciec spełnił takie pragnienie dziecka? Nikos Kazantzakis w powieści „Chrystus ukrzyżowany po raz wtóry” wkłada w usta Jannakosa, właściciela ukochanego osiołka, Jusufaki, następujące słowa: „A gdy umrę, jeśli Bóg zechce przyjąć do raju biednego Jannakosa, zatrzy­mam się przed bramą niebieską, ucałuję rękę strażnika i powiem mu: «Chcę cię prosić o łaskę Piotrze, wpuść do raju mego małego osiołka, a jeśli nie wejdziemy razem, ja nie wejdę także»”.

Wilki w Kościele

Maurice Lebreton opowiada, że w swoich proekologicznych podróżach spotkał się z takim wydarzeniem: ponieważ w pewnej okolicy wilki trzebiły stada kóz i owiec, pasterze postanowili je zabić, ale gdy w czasie jednej z nagonek dwa wilki wpadły do pobliskiego kościoła, zostawiono je przy życiu. „Oto rola Kościoła w tym bezlitosnym świecie” – komentuje Le­breton.

Kościół opierając się na Biblii, a także na własnym doświadczeniu w ramach Tradycji, poucza w swoich dokumentach, że istnieje „najgłębsza jedność człowieka i środowiska” (Raport Stolicy Apostolskiej na Konferencję Sztokholmską 1972). Dlatego Paweł VI w Liście do sekretarza generalnego konferencji ONZ w sprawie ochrony środowiska w Sztokholmie pisał: „Dziś pojawia się świadomość, że człowiek i jego środowisko są bardziej niż kiedykolwiek nierozłączne. Środowisko stanowi podstawowe uwarunkowanie życia i rozwoju człowieka. Tak więc człowiek i przyroda są z sobą złączeni i dzielić muszą wspólny los doczesny.

Pisze Jan Paweł II w „Redemptor hominis”: „Stwórca chciał, aby człowiek obcował z przyrodą jako jej rozumny i szlachetny pan i stróż „(15), a Sobór Watykański II poucza: „Bóg gotuje nowe mieszkanie i nową ziemię. Całe to stworzenie, które Bóg uczynił dla człowieka, będzie uwolnione od niewoli znikomości” (KDK 39). Bóg chce bowiem „cały świat przekształcić w Chrystusie w nowe stworzenie, początkowo już tu, na ziemi, a w pełni w dniu ostatecznym” (DA 5). Człowiek jest zatem zobowiązany do ochrony środowiska, zwłaszcza zwierząt, i powinien to robić aż do mo­mentu, kiedy nastąpi widzialne odnowienie wszystkiego i kiedy – jak dalej uczy Sobór – „wraz z rodzajem ludzkim również cały świat, głęboko związany z człowiekiem i przez niego zdążający do swego celu, w sposób doskonały odnowi się w Chrystusie” (KK 48).

Z tych i podobnych wypowiedzi Magisterium Kościoła można wywnioskować, że rozumna ochrona środowiska, a w nim przede wszystkim zwierząt, jest moralnym obowiązkiem chrześcijanina – i że ta ochrona jest już jakimś preludium do odnowienia w Paruzji całego stworzenia, co więcej – że w odnowionym świecie nie zabraknie także elementów naturalnego środowiska, a zatem i zwierząt.

Warto przy tym zwrócić uwagę, że święta księga islamu, Koran, poucza: „Nie ma zwierząt na ziemi ani ptaków latających na skrzydłach, które by nie tworzyły społeczności podobnych do ludzkich” (Sura VI, 38). „Egzegeza muzułmańska – według komentarzy – widzi tutaj głoszoną prawdę o podobieństwie społeczności ludzkiej i zwierzęcej; obydwie sławią Boga, doznają Jego opieki i pojawią się, być może, na Sądzie Ostatecznym”.

W religiach azjatyckich, zwłaszcza w hinduizmie i buddyzmie, obowiązuje święte prawo „ahimsy”, czyli „niezabijania”, „niestosowania przemocy”, nie tylko wobec ludzi, ale także wobec całego stworzenia, zwłaszcza zwierząt. Zwolennikiem takiej postawy był Lew Tołstoj, który pisał: „«Nic zabijaj» nie odnosi się wyłącznie do zabójstwa człowieka, lecz wszystkiego, co żyje. A przykazanie to zostało zapisane w ludzkim sercu wcześniej aniżeli na górze Synaj”.

Ogólnie należy uczciwie przyznać, że kwestia ochrony środowiska, a zwłaszcza kwestia stosunku człowieka do zwierząt, i wynikające z niej wskazania moralne, ciągle nie znajdują swojego miejsca w powszechnej świadomości chrześcijan, a także – niestety – w duszpasterskiej działal­ności Kościoła.

Moralność ekologiczna

Współczesna teologia moralna – biorąc pod uwagę to wszystko, o czym była dotychczas mowa – podkreśla, że istnieje dzisiaj moralność ekologiczna, która mówi, iż jest ścisły obowiązek ochrony i obrony natu­ralnego środowiska i że jest to obowiązek moralny, a zatem obowiązujący w sumieniu. Wykroczenia przeciw temu obowiązkowi są złem moralnym, czyli grzechem, zwanym umownie „grzechem ekologicznym”. Tak jak każdy grzech, tak samo i ten, wymaga nawrócenia, a więc i poprawy. Jego ostateczną sankcją jest gniew Boży, zgodnie z upomnieniem Apoka­lipsy, która powiada, iż „Pan, Bóg Wszechmogący zniszczy tych, którzy niszczą ziemię” (11, 18).

Teologia próbuje formułować dzisiaj motywy biblijno-teologiczne ochrony i obrony środowiska naturalnego, w tym przede wszystkim zwierząt:

– szacunek do środowiska jako dzieła Bożego jest szacunkiem i forma uwielbienia wobec Boga Stworzyciela, a jego brak – zdradza grzeszną postawę wobec Niego;

– ochrona i obrona środowiska, kierowane rozsądkiem i mądrością, są doskonałą realizacją Bożego polecenia, które jest posłannictwem: „Abyście ziemię uczynili sobie poddaną”;

– troska o środowisko jest troską o człowieka, niszczenie tego środo­wiska jest bowiem niszczeniem człowieka zarówno w jego sferze bio­logicznej, jak również psychicznej i duchowej, stanowiąc pośrednio wykroczenie przeciw Dekalogowi: „Nie będziesz zabijał!” (Wj 20, 13);

– ochrona i obrona środowiska, zwłaszcza zwierząt, stanowi realizację Chrystusowego przykazania miłości, tego „Królewskiego Prawa”, jak je nazywa św. Jakub (Jk 2, 8);

— ochrona środowiska, a w jej ramach obrona zwierząt, jest powolnym przygotowaniem do Paruzji, do „nieba nowego i ziemi nowej”, kiedy to – jak zapowiada Apokalipsa – Bóg uczyni „wszystko (panta) nowe” (21, 5).

Dziecko Boże i jego mniejsi bracia

Jeden z bohaterów „Greka Zorby” N. Kazantzakisa mówi: „Wszystko na tym świecie ma swój ukryty sens: ludzie, zwierzęta, drzewa, gwiazdy są hieroglifami”.

Otóż te hieroglify, czyli „święte znaki”, mówią przede wszystkim o Bogu, ale także o człowieku, dziecku Bożym, które wobec ludzi, zwierząt, drzew i gwiazd musi ciągle zajmować jakąś postawę. W naszej sytuacji – przede wszystkim wobec zwierząt. Otóż z jednej strony:

Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich,
złożyłeś to wszystko pod jego stopy:
owce i bydło wszelakie,
a nadto i polne stada,
ptactwo powietrzne oraz ryby morskie
(Ps 8, 7-9),

ale z drugiej Biblia przestrzega przed ludzką agresją wobec tych stworzeń, dlatego najpierw sama oślica pyta Balaama: „Cóż ci uczyniłam, żeś mnie zbił już trzy razy?”, a potem to samo pytanie zadaje ostro Balaamowi Anioł: „Dlaczego aż trzy razy zbiłeś swoją oślicę?” (Lb 22, 28-32).

Eksploatujący zwierzęta człowiek nie może nigdy zapominać, że przedmiotem Bożej miłości, objawiającej się – między innymi – w opiece nad nimi, są także zwierzęta, dlatego Psalmista śpiewa:

Wszystko to czeka na Ciebie, byś dał im pokarm w swoim czasie.
Gdy skryjesz swe oblicze, wpadają w niepokój;
Gdy im oddech odbierasz, marnieją i wracają do swego prochu.
Stwarzasz je, gdy ślesz swego Ducha i odnawiasz oblicze ziemi
(Ps 104, 27-30)

W podobnym tonie powiada Talmud: „Kruk jest okrutny, gdy wyklują się młode; on widząc, że są białe, kiedy sam jest czarny, porzuca je i odchodzi, a Święty Błogosławiony dba o ich pożywienie”. Jeżeli Bóg tak czyni, jego dziecko powinno czynić podobnie. W ten sposób buduje siebie, swoje człowieczeństwo i dziecięctwo, zgodnie z pełną ironii wypowiedzią Teilharda de Chardina: „Spodziewałeś się, że będziesz tym bliżej Ducha, im staranniej otrząśniesz wszystko dotykalne; że będziesz bardziej Boski żyjąc w czystej idei, a co najmniej bardziej anielski, uciekając od ciała”.

Między reizmem, traktującym zwierzę jak rzecz, a „zoopersonalizmem”, traktującym zwierzę jak człowieka, należy znaleźć „złoty środek”

Ta rozsądna i mądra, wzorowana na Boskiej, miłość do stworzeń, do zwierząt, nie tylko buduje człowieczeństwo i pogłębia dziecięctwo Boże w człowieku, ale także powoli i mozolnie przybliża Królestwo Boże. I odwrotnie – agresywny stosunek do zwierząt nie tylko dla nich samych stwarza sytuację lęku i zagrożenia, ale także dokonuje degradacji człowieka, jego człowieczeństwa, nie mówiąc już o jego dziecięctwie. Dlatego zabijanie zwierząt dla samego zabijania, znęcanie się nad nimi, mści się przede wszystkim na samym człowieku. Nie tylko poniża jego godność, ale także zmienia jego osobowość, degraduje świadomość i przygotowuj do agresji wobec ludzi i świata. Jeżeli Najwyższy przestrzega Dawida w Talmudzie: „Dawidzie, kpisz sobie z moich stworzeń, ale przyjdzie czas, że będziesz ich potrzebował”, to cóż powiedzieć o sytuacji, kiedy człowiek zabija Boskie stworzenia dla samego zabijania lub znęca się nad nim!

W tym kontekście zrozumiałe są dosadne słowa Stanisława Przybyszewskiego: „Bo czymże różni się człowiek od zwierzęcia? Człowiek wie, że jest małpą Boga, a zwierzę nie wie”. Dlatego ekolodzy formułują aktualny, zwłaszcza dzisiaj, postulat: „Winniśmy badać, jak myśliwy staje się człowiekiem, a nie jak człowiek staje się myśliwym” (Serge Moscovici).

Jakkolwiek można by się zgodzić z twierdzeniami proekologów, zwłaszcza W. Trillinga, który pisze, że „odbieranie życia zwierzęciu nie jest sprawą naturalną, samą przez się zrozumiałą”, to jednak pozostający do praktycznego rozstrzygnięcia problem moralny, dotyczący zabijania zwierząt i związanych z nim kwestii, należałoby – moim zdaniem – rozwiązywać mniej więcej w ten sposób, że podstawowym i normalnym środkiem pożywienia dla człowieka powinna być żywność pochodzenia roślinnego, a także odzwierzęcego typu wegetariańskiego, natomiast w przypadkach koniecznych – mięso zwierząt. Gdy chodzi o „przypadki konieczne”, to należałoby je traktować mądrze i uczciwie, interpretować ściśle i dopuszczać tylko okresowo, a zatem należałoby absolutnie wykluczyć wszelkie zabijanie „sportowe” i dla „wielkiego żarcia” oraz związane z nimi procedery, jak chociażby sztuczna, docelowa i selektywna hodowla zwierząt.

W kontekście tych refleksji należałoby także stwierdzić, że byłyby także dopuszczalne doświadczenia na zwierzętach, ale tylko takie, które są rzeczywiście konieczne i mają istotny wpływ na rozwój medycyny i praktyczną wartość dla zdrowia ludzkiego, a jednocześnie wykluczają znęcanie się nad zwierzętami.

Wprawdzie Talmud powiada, że „zwierzęta mają swój język” i wpradzie jest rzeczą niemal powszechnie wiadomą, iż zwierzęta są zdolne do pewnego rodzaju emocji, zwłaszcza przywiązania, chociaż należałoby tu brać pod uwagę psychologiczny mechanizm projekcji, to jednak teza ekologistów zwana „zoopersonalizmem”, głosząca, że zwierzęta na równi z ludźmi są osobami i mają takie same jak człowiek prawa, jest nieporozumieniem i dowodzi nie dowartościowania zwierząt, ale degradacji człowieka. A zatem między reizmem, traktującym zwierzę jak rzecz, a „zoopersonalizmem”, traktującym zwierzę jak człowieka, należy znaleźć „złoty środek”. Taki środek jest tym bardziej potrzebny, że – jak pisał Stanisław Ignacy Witkiewicz – „ludzie dobrzy dla zwierząt by-i i potworni w stosunku do swoich bliźnich”.

***

Marguerite Yourcenar, francuska pisarka, autorka „Monety snów”, w opowiadaniu „Matka Boska Jaskółek” opisuje takie wydarzenie: gdy w pewnej wiosce kobiety chcą pozabijać wszystkie jaskółki, które broniły się w grocie, a które kobiety uważają za wcielenie nimf, stanowiących zagrożenie dla wierności ich mężów, wtedy zdarza się cud – oto z groty wychodzi Matka Boska, pod szerokim błękitnym płaszczem chowając jaskółki, by je wynieść w bezpieczne miejsce, obdarzyć życiem i wolnością.

Czyż postawa Maryi w opowiadaniu Yourcenar nie może być dla chrześcijan natchnieniem, gdy chodzi o ich spojrzenie na świat zwierząt, i przykładem, jak odnosić się do nich w życiu?

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” nr 7/1998.