„Męstwo bycia” Paula Tillicha to z pewnością jedna z najtrudniejszych książek traktujących o religii, ale też jedna z najbardziej wartych przeczytania przez wierzących i niewierzących.

„Życie ma wiele aspektów. To proces, w którym aktualizuje się moc bytu”. Tillich cytuje Nietzschego, który powtarzał Buddę: „Napotykają schorzałego, starca lub trupa, i wnet rzekną: życie jest pokonane. Lecz to oni jedynie są pokonani, te ich oczy, co tylko jedno oblicze egzystencji ujrzeć są w stanie”. A dalej: „Odwaga[1] to moc życia pozwalająca je afirmować mimo tej wieloznaczności, negacja natomiast życia z powodu jego stron negatywnych, stanowi wyraz tchórzostwa”.

Autor znakomicie definiuje różnicę między lękiem a strachem, które „mają to samo źródło ontologiczne, lecz w rzeczywistości nie są tym samym”. Strach w odróżnieniu od lęku jest konkretny. Boimy się czegoś, „co można zobaczyć, zanalizować, z czym można walczyć”. Inaczej przedstawia się sprawa w przypadku lęku, gdyż lęk nie ma podmiotu, inaczej mówiąc – „jego podmiotem jest negacja czegokolwiek, wszystkiego”. Stanowi o nim sama groźba, którą jest nicość, nieistnienie. Jak pisze Harvey Cox, autor przedmowy do pierwszego wydania z roku 1952: „Odwaga nie jest po prostu cnotą moralną, jest także cnotą teologiczną”. Jest to odwaga istnienia wbrew wszystkiemu. Zarówno dla Tillicha, jak i dla Spinozy „nieustanne potwierdzanie istnienia jest istotą każdego człowieka”. Wiara w zbawienie, mimo że jest się niegodnym grzesznikiem, jest oczywistym paradoksem. Ale na tym polega ufność w bezgraniczne miłosierdzie Boga. Nie każdy posiada łaskę zdolności takiego myślenia, takiej wiary.

Jest to z pewnością jedna z najtrudniejszych książek traktujących o religii, ale też jedna z najbardziej wartych przeczytania przez wierzących i niewierzących.

Paul Tillich „Męstwo bycia”

Paul Tillich „Męstwo bycia”, Wydawnictwo „Vis-a-vis/Etiuda”, Kraków 2016, tłum. Henryk Bednarek

Tillich wyróżnia trzy rodzaje lęku: przed losem i śmiercią, przed pustką i bezsensem oraz przed winą i potępieniem. Pierwszy rodzaj lęku opisuje, akcentując chyba słusznie przypadkowość wszystkiego, co istnieje i co się zdarza. Powoduje to „uczucie zdecydowanego braku ostatecznej konieczności czegokolwiek, rozciągającej się nie tylko na człowieka, lecz także na jego świat”. A odpowiedzią jest „akceptacja lęku przed niebytem na drodze afirmowania siebie, albo jako części potencji ogarniającej całości, albo w aspekcie pełni indywidualnej”. Zdaniem autora, żeby ten lęk pokonać, konieczna jest „bez żadnych wyjątków odwaga bycia mająca rdzeń religijny. Ta odwaga jest rzeczywistością etyczną, ale jest zakorzeniona w całym zakresie ludzkiej egzystencji i ostatecznie w strukturze samego istnienia. Trzeba ją rozpatrywać ontologicznie, aby zrozumieć etycznie”. Jak pisze Peter J. Gomes, Tillich za pomocą tego pojęcia „zamierzał badać najbardziej nieokiełznany kryzys współczesności: bezsens niezadowolenia”.

Tillich podkreśla także mocno konieczność akceptacji siebie, mimo świadomości bycia tego niegodnym i niewątpliwego niebezpieczeństwa irracjonalizmu tego, czego żąda nasza osobista natura. Lęk – następstwo niepewności – jest cechą egzystencji, a nie symptomem nienormalnego umysłu. Termin „los” podkreśla jednak element wspólny dla wszystkich lęków. To nieprzewidywalność wyklucza i sens, i celowość.

Człowiek jest sobą jedynie dzięki rozumieniu i kształtowaniu rzeczywistości, zarówno tego świata, jak i siebie samego w odniesieniu do wartości. Całe życie ludzkie można interpretować jako nieustanną próbę uniknięcia rozpaczy, która jest niczym innym, jak utratą nadziei (de-spero).

Są to niewątpliwie jedne z najtrudniejszych do zrozumienia, ale też na pewno ważne fragmenty tej książki. Idea ta jest wielokrotnie powtarzana. „Los, wina i lęk przed śmiercią były trzema rodzajami niepokoju, które nękają współczesnego człowieka. Los trzyma go jako zakładnika zarówno jako jego sens, jak i cel, wina w braku źródła przebaczenia i łaski jest śmiercią za życia, natomiast śmierć bez obietnicy nagrody lub kary może być ostatecznym doświadczeniem absurdalności samej egzystencji”.

Ale – pisze Tillich – Opatrzność nie jest teorią o działaniach Boga. Jest to symbol zaufania do Niego. Wiara nie jest teoretyczną afirmacją ani opinią, wiara sprawia, że może działać łaska i tym samym nie oznacza już wierzenia w coś, co ma jakąś specjalną treść, to po prostu „wiara nieukierunkowana”, absolutna. Nie jest ona zestawem niemożliwych do spełnienia wymagań. Stanowi odwagę „akceptacji tego, co nieakceptowalne, a mianowicie własnego ja”.

Paul Tillich „Męstwo bycia” (przekład Henryk Bednarek). Wyd. „Vis-a-vis/Etiuda”, Kraków 2016


[1] Tłumacz tego wydania, Henryk Bednarek, oddaje angielskie „courage” nie jako „odwaga”, lecz jako „męstwo”. I nie ma racji. „Męstwo” jest bezrefleksyjnym (s. 36) odruchem spowodowanym nadmiernym wydzielaniem adrenaliny i testosteronu, zaś „odwaga” – rozważaniem różnych ewentualności, a więc działalnością świadomą.