W niezgodzie na przemoc zawarty jest świat wartości, który łączył księdza z większością rodaków.

Polski tekst przemówienia wygłoszonego podczas Dnia Polskiego 12 grudnia 1984 r. w Parlamencie Europejskim w Strasburgu. Stefan Frankiewicz był wówczas redaktorem „L’Osservatore Romano”

Niedawne reakcje opinii publicznej całego świata na wiadomość o porwaniu, a potem o śmierci ks. Jerzego Popiełuszki były czymś moralnie oczywistym i zarazem – niezwykłym. Niezwykłym nie tylko ze względu na szczególne okrucieństwo, z jakim w środku Europy zadano tę śmierć, nie tylko ze względu na moralną wymowę samotnej ofiary młodego księdza i kryształową czystość jego świadectwa. Trudno wyobrazić sobie podobne, równie powszechne i moralnie jednoznaczne reakcje przed trzydziestu na przykład laty, kiedy ceną osobistej wierności narodowym i chrześcijańskim wartościom też bywała w ojczyźnie ks. Popiełuszki tragiczna konieczność wyboru pomiędzy konformizmem i heroizmem, a czasem – pomiędzy życiem i śmiercią.

Ksiądz Popiełuszko nie był osamotnionym apostołem prawdy, nie działał w wąskim kręgu ludzi najbardziej odważnych. Nie był głosem rozlegającym się na pustyni zatomizowanego społeczeństwa. Poprzez swą śmierć stał się uniwersalnym symbolem duchowej rzeczywistości społeczeństwa mojego kraju, które w ostatnich zwłaszcza latach przekroczyło ten próg świadomości moralnej, o którym pisał współczesny polski poeta Zbigniew Herbert: „Wstań i idź prosto. Czuj się wolny!”.

Stał się też symbolem Kościoła w Polsce, w którego postawie dokonało się znamienne przejście od obrony religii i praw swoich członków do obrony całego społeczeństwa, do obrony praw każdego człowieka. To rozszerzenie perspektywy odpowiedzialności stanowi współczesną formę, w jakiej przede wszystkim wypowiada się dzisiaj tak charakterystyczna dla polskich dziejów ścisła więź Kościoła z narodową wspólnotą.

Kontakt ze światem robotniczym naznaczył styl jego pracy

Więź, która ukształtowała się ostatecznie w ubiegłym wieku, w epoce narodowych powstań i zbiorowych prześladowań ze strony trzech zaborców. Wtedy to nastąpiło trwałe zespolenie kategorii polskości z kategorią katolickości, zespolenie tym ściślejsze, że obu tym wartościom przychodziło często dawać świadectwo jednocześnie i w równie dramatycznych okolicznościach. Pisał o tym z goryczą jeden z klasyków polskiego romantyzmu, C.K. Norwid:

Czyż myśli każdej – każdej myśli prawie
Uczyć się trzeba ciągłymi ofiary:
Patriotyzmu – na bruku w Warszawie,
A chrześcijaństwa – u krwawych wrót Fary?!…

W ubiegłym stuleciu Kościół stał się też najbardziej powszechnym stróżem i nauczycielem kanonu narodowych wartości. Szczególnie znamienną i unikalną chyba w całym Kościele powszechnym XIX wieku cechę tej roli polskiego Kościoła stanowił nie tyle udział księży w komitetach powstańczych czy w walce zbrojnej, nie deportacje i więzienia, ale religijne wartościowanie samego pojęcia narodowej wspólnoty w całej praktyce duszpasterskiej.

Takiej właśnie duchowej tradycji Kościoła ściśle związanego z narodowymi aspiracjami społeczeństwa ks. Popiełuszko starał się pozostać wierny, jak wielu jego kolegów, w całej pracy duszpasterskiej.

Dochowywanie wierności tradycji wyrażało się na co dzień w postawie ludzkiej i chrześcijańskiej solidarności, szczególnie wyraźnej w jego apostolacie robotniczym, rozpoczętym w niedzielę 30 sierpnia 1980 roku, kiedy Prymas Wyszyński polecił ks. Popiełuszce odprawienie Mszy dla strajkujących w Hucie Warszawa. Zetknięcie się ze świadectwem ich wielkiej wiary, z dojrzałością, jaka towarzyszyła zgłaszanym rewindykacjom społecznym i religijnym, było tak silne, że postanowił wśród nich pozostać. „Pozostałem z tymi ludźmi – pisał parę miesięcy temu. – Byłem z nimi w czasie triumfu… Byłem z nimi w grudniową, czarną noc. Kiedy były rozprawy sądowe, chodziłem z ich rodzinami do sądu. Siedziałem w pierwszych ławkach i oni wiedzieli, że ich rodziny są objęte opieką”.

Bezpośredni, codzienny kontakt ze światem robotniczym bardzo wyraźnie naznaczył styl całej jego pracy duszpasterskiej. Szczególnie znamienne wydają się dwie cechy. Pierwsza to ogromne uwrażliwienie na podmiotowość ludzi świeckich w Kościele, mocne przekonanie, że – jak podkreślał – „sytuacja Kościoła zawsze będzie taka sama, jaka będzie sytuacja ludzi”. Druga – to szczególna w nim, tak bardzo soborowa świadomość tego, co Kościół sam od świata, historii i dziejących się w niej procesów społecznych otrzymuje, ogromny szacunek wobec tego dzieła, jakiego w przebudowie ludzkich i chrześcijańskich postaw Polaków dokonała „Solidarność”.

W takim właśnie nowoczesnym, liczącym się z socjologią, dalekim od sklerykalizowania modelu pracy duszpasterskiej wyraziła się niewątpliwie również przynależność ks. Popiełuszki do tych powojennych generacji Polaków, które w epoce Sierpnia 1980 stały się cudownym odkryciem zupełnie nowego człowieka. Człowieka wewnętrznie wolnego, w sposób świeży i nie skażony schematami wypowiadającego swą odpowiedzialność za sprawy polskie i Kościół.

Szczególny rozgłos i szacunek przyniosły ks. Popiełuszce Msze za Ojczyznę które od początku stanu wojennego gromadziły każdej ostatniej niedzieli miesiąca wielotysięczne tłumy wiernych, także spoza stolicy. Uczestniczyła w nich niejako cała Polska „w pomniejszeniu”: przedstawiciele wszystkich warstw społecznych i wszystkich generacji.

Uczestniczyli w nich także, i to nie z motywów czysto politycznych, ludzie niewierzący, swoją obecnością dając świadectwo temu socjo-kulturowemu fenomenowi, który stanowi dzisiaj szczególnie znamienne doświadczenie moich rodaków. Tym fenomenem jest powstanie nowego rodzaju ludzkiej wspólnoty, dla której religia stanowi jedyny niezawodny system odniesienia w sytuacji zupełnej nieufności i skompromitowania oficjalnego systemu wartości. To jedyne chyba na taką skalę w Europie zjawisko duchowej identyfikacji z Kościołem reprezentowali w sposób szczególny znajdujący się w kręgu oddziaływania ks. Popiełuszki przedstawiciele polskich elit artystycznych, zwłaszcza pisarze, a więc ci, którzy na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat odegrali wyjątkową rolę w dziele budzenia sumień, wypowiadając językiem sztuki zbiorowe aspiracje społeczeństwa, podtrzymując instytucję pisarskiego protestu.

Był wierny Ewangelii, która dzieło naprawy świata każe rozpoczynać od siebie

W tych comiesięcznych Mszach za Ojczyznę specjalne miejsce zajmowały kazania ks. Popiełuszki. Kazania, które były konsekwentnym oddziaływaniem przede wszystkim na świadomość słuchaczy, na ich postawy; były przypominaniem wciąż tych samych elementarnych wartości: prawdy, odwagi, miłości, sprawiedliwości… Nie było w nich demagogii, nie było próby rozpalania emocji.

Tak, ks. Popiełuszko rysował w nich bardzo konkretny i precyzyjny obraz moralnych zagrożeń w życiu publicznym, a także wynikających stąd moralnych powinności: w zakresie narodowej kultury, oświaty, wychowania, historycznej samoświadomości Polaków… Celem nie był jednak protest polityczny, lecz umocnienie – poczynając od rodziny – społecznej infrastruktury, podtrzymującej chrześcijański ethos społeczeństwa, chroniącej jego narodową i chrześcijańską tożsamość. Jego pedagogia społecznego oddziaływania od początku do końca wierna była tej znanej pragmatyce Ewangelii, która dzieło naprawy świata każe rozpoczynać od samego siebie.

Kazania ks. Popiełuszki stały się przedmiotem organizowanej przeciwko niemu nienawiści; były też zasadniczym materiałem dowodowym w akcie oskarżycielskim prokuratora. Do procesu nie doszło. 19 października nastąpiło to, co zna dzisiaj cały świat.

Na kilka godzin przed porwaniem ks. Popiełuszko przypomniał w kazaniu tę prawdę, o której mówił nieustannie swoim rodakom: „Zło zwyciężaj dobrem… Módlmy się, abyśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy”. O tym, jak głęboko zapadł do ich świadomości taki właśnie, istotny sens i moralne przesłanie społecznej służby zamordowanego księdza zaświadczyła wymownie w kilka dni później postawa wieluset tysięcy osób uczestniczących w jego pogrzebie.

Ten niejako dalszy ciąg oddziaływania i obecności ks. Popiełuszki został w reakcjach europejskich zauważony w sposób raczej oszczędny. Oszczędny, a przecież i tym razem Polacy, tak często posądzani o wybujały romantyzm, udowodnili, że choć przyszło im żyć na rozpalonym wulkanie, nie chcą uciekać się do przemocy jako drogi dochodzenia swoich tak dotkliwie gwałconych praw.

I w tej niezgodzie na przemoc zawarty jest cały świat wartości, który łączył zamordowanego księdza z ogromną większością jego rodaków: świat wartości ukształtowany w tej części globu, w której leżą ojczyzny każdego z Państwa, posłowie Parlamentu Europejskiego.

Dla Polaków zachowanie pamięci o swym europejskim rodowodzie od dwóch stuleci jest sprawą życia. I stąd – choć na przestrzeni ostatnich 45 lat pozbywali się oni boleśnie wielu złudzeń – wciąż podtrzymują w sobie wiarę w to, że istnieje Europa imponderabiliów, silniejsza od trwającego bolesnego podziału; że wartość poświęcenia i ofiary może być oceniana w świecie kryteriów politycznych tą samą miarą, co w świecie norm moralnych; że ich zbiorowa biografia, na której tak okrutnie odcisnęła się historia, stanowi drugą stronę tej samej, europejskiej kultury.

Stąd też łatwiej im zrozumieć doświadczenia innych narodów, z którymi łączy ich wspólnota losu. Łatwiej im też w obliczu niedawnej zbrodni popełnionej na polskim kapłanie – przywołać w pamięci tych wszystkich, o których w ubiegłym roku mówił w Lourdes Papież-Słowianin, Jan Paweł II: „Są dzisiaj setki tysięcy świadków wiary, często nieznanych opinii publicznej… często zna ich tylko sam Bóg”. Dzięki różnym okolicznościom – tragiczne doświadczenia Polaków bardzo często znane są nie tylko Bogu. Zna je również świat. I dlatego właśnie na rodakach ks. Popiełuszki spoczywa szczególny obowiązek nieustannego przypominania o tym, że serce środkowo-wschodniej Europy bije nie tylko w Warszawie. Bije jak dzwon. I że – nawiązując do przestrogi znanej powieści Hemingway’a – bije także tobie. Tobie, stara Europo!

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź”, nr 10/1989 pod tytułem „Ksiądz Jerzy Popiełuszko”