W Kościele brakuje rozwiązań, pozwalających wesprzeć dzieci księży i wychowujące je matki – pisze w obszernym materiale dziennik „Boston Globe”.

16 i 17 sierpnia ukazały się w dzienniku „Boston Globe” dwie części raportu o dzieciach katolickich księży. Jego autorem jest Michael Rezendes – jeden z dziennikarzy, którzy przed kilkunastu laty prowadzili śledztwo w sprawie wykorzystywania seksualnego nieletnich przez duchownych, pokazane w oscarowym filmie „Spotlight”.

„Dzieci księży tworzą niewidzialny legion tajemnicy i zaniedbania. Synowie i córki księży często dorastają bez miłości i wsparcia swoich ojców, często też zostają zastraszane i zmuszane do ukrywania pokrewieństwa z nimi. Są nieszczęśliwymi ofiarami Kościoła, który prawie 900 lat temu zabronił kapłanom ślubu i seksu, ale nigdy nie ustalił zasad postępowania w przypadku, gdy duchowny zostanie ojcem” – pisze Rezendes.

Kościół nie ma przepisów dotyczących wsparcia – emocjonalnego i finansowego – dzieci i wychowujących je matek. Pozwala kapłanom traktować tajne potomstwo „jako kryzys, którym trzeba zarządzać, a nie życie, które należy pielęgnować”.

Rezendes przytacza historie osób, których ojcami byli lub są katoliccy duchowni. – Zawsze chciałam, by tata zabrał mnie w publiczne miejsce na lody i powiedział: „Jestem dumny ze swojej córki” – dziennikarz przytacza słowa 36-letniej dziś Chiary Villar, która wiedziała, kto jest jej ojcem, ale zalecono jej, by poza domem zwracała się do niego „wujku”. – Gdy chciałam zrozumieć, dlaczego on nie może być moim tatą, zaczęłam obwiniać samą siebie – wyznaje po latach.

Inni bohaterowie raportu dopiero w dorosłości odkrywali prawdę o ojcach. Jak czytamy, kilku z nich wiedza ta przyniosła ulgę, dała odpowiedź na wieloletnie wątpliwości. Jednak u wielu innych poznanie prawdy spowodowało traumę, która później sprzyjała zrywaniu relacji z bliskimi, uzależnieniom i myślom samobójczym. Zaufanie do Kościoła jako instytucji było łamane dramatycznym doświadczeniem.

Wiele dzieci duchownych oddanych do adopcji nigdy nie poznaje tożsamości biologicznych ojców, pisze „Boston Globe”. Są jednak kapłani, którzy próbowali zachować się odpowiedzialnie i prywatnie starali się być oddanymi ojcami. Obiecywali matkom swoich dzieci, że opuszczą kapłaństwo, choć ostatecznie niewielu to zrobiło. Inni pocieszali partnerki zapewnieniem, że to tylko kwestia czasu, zanim Kościół zrezygnuje z wymogu celibatu. Według Rezendesa nawet wówczas powstawało napięcie między pragnieniem wiary a pragnieniem posiadania rodziny.

W 10 przypadkach badanych przez „Boston Globe” tylko 2 matki poszły do sądu, by uzyskać zasiłek na dziecko

Gazeta podaje, że kapłani często – choć w tekście nie padają liczby – nie brali pełnej finansowej i prawnej odpowiedzialności za swoje dzieci, zaś ich matki nie podjęły żadnych działań prawnych w tym zakresie. W dziesięciu przypadkach ściśle badanych przez „Boston Globe” tylko dwie matki poszły do sądu, by uzyskać zasiłek na dziecko. Inne pozostawiały księżom decyzję o tym, w jaki sposób udzielą pomocy. Sześcioro dzieci nie otrzymało żadnego wsparcia finansowego ze strony biologicznych ojców. W niektórych przypadkach zaś duchowni dokonywali płatności pod warunkiem, że ich tożsamość pozostanie tajna.

Autor opisuje sytuacje, w których starania o ukrycie tajemnicy nie były konieczne. Zdarza się, że pobożne katoliczki uznają księży–ojców swoich dzieci za przedstawicieli Boga – i z tego względu nie nagłaśniają sprawy.

„Dzieci kapłanów żyją na całym świecie, jednocześnie uderzające jest, jak mało zbadany jest ten temat” – czytamy w raporcie. Rezendes powołuje się na Richarda Sipe’a, który przed laty w książce „A Secret World” stwierdzał, że prawie 30 proc. katolickich duchownych było w regularnych lub okazjonalnych relacjach seksualnych z kobietami. Vincent Doyle, syn księdza i prezes fundacji Coping International, która oferuje wsparcie dla dzieci kapłanów, wyliczył natomiast, że nawet gdyby tylko 1 proc. z ogólnej liczby księży (400 tys.) miał potomstwo, mówilibyśmy o 4 tys. dzieci.

Choć kościelni liderzy rzadko o tym dyskutują, w ciągu ostatnich 30 lat wzrasta w Kościele świadomość, że kapłani mający potomstwo stwarzają systemowy problem.

Rezendes pisze o staraniach Vincenta Doyle’a o to, by katoliccy hierarchowie poznali skalę problemu dzieci księży. Mężczyzna trzy lata temu podczas audiencji na placu Św. Piotra przekazał papieżowi hiszpańskie tłumaczenie swojego listu o potrzebach synów i córek duchownych. Choć watykańskie urzędy do tej pory milczą na ten temat, Doyle znalazł zrozumienie wśród irlandzkich biskupów. – Spodziewałem się walki. Spodziewałem się zamknięcia drzwi, a oni po prostu mnie przyjęli – mówi.

Metropolita Dublina arcybiskup Diarmuid Martin zgodził się nawet na rozmowę z „Boston Globe”. Wyraził w niej poparcie dla praw dzieci księży, szczerze mówił o trudnościach związanych z zarządzaniem duchownymi, którzy zostali ojcami. Zauważył, że brakuje jakichkolwiek wytycznych w tej sprawie w prawie kanonicznym.

Rezendes zaznacza, że wysiłki prezesa Coping International na rzecz wsparcia dzieci osób duchownych i nagłośnienia ich problemów w Kościele nie poszły na marne – 29 maja irlandzka Konferencja Episkopatu zatwierdziła „Zasady odpowiedzialności wobec księży, którzy są ojcami”. Biskupi wyraźnie stwierdzają w nich, że podstawowym obowiązkiem takiego duchownego musi być dbanie o własne potomstwo.