Obrazy Jacka Sienickiego z jego pogłębionymi studiami kolorystycznymi pomagają wnikliwiej i uważniej spojrzeć na pozamalarski świat, na to, co stworzone.

Wystawa prac artysty trwa właśnie w warszawskiej galerii Kordegarda.

„Świetlistość mroku” – tak lapidarnie i niezwykle trafnie zatytułowany jest poświęcony Jackowi Sienickiemu tekst Wojciecha Skrodzkiego przedrukowany w książce „Wizjonerzy i mistrzowie”. Jak adekwatne jest to określenie, dowiedziałam się przy okazji niedawnej kieleckiej wystawy artysty.

Wejść czy odpuścić – zastanawialiśmy się z mężem, stojąc w holu tamtejszego Muzeum Narodowego. Powód wątpliwości znajdował się w dziecięcym wózku i akurat nie spał. Rzut oka do pierwszej z sal wystawowych wystarczył jednak, by podjąć decyzję: tak, gotowi jesteśmy zaryzykować, że córeczka zamieni muzeum w plac zabaw. Te obrazy musimy zobaczyć.

Przekonał mnie do tego widok trzech prac – szarych, burych, jakby poskrobanych, przedstawiających rzeczy wysoce codzienne: drzwi, krzesło, jakieś deski – wnętrze pracowni. Czasami już na granicy abstrakcji, na granicy rozpoznawalności. To wszystko świeciło, wciągało, chciało się na to patrzeć. Jacek Sienicki twierdził, że „są obrazy, które wchłaniają, i takie, od których się odbijamy. Nie umiem określić, na czym polega tajemnica wchłaniania. Ale tylko ona się liczy” („Jacek Sienicki. Obrazy i prace na papierze”, Kraków 2009, s. 5). Jego własne obrazy należą do tych wchłaniających. Choć zwykle operują zgaszoną, ziemistą paletą barwną, niosą ze sobą efekt świetlistości.

Myślę, że jest w nich to, co bp Michał Janocha nazywa „sakralnym odczuciem rzeczywistości przenikniętej Bogiem”. „Wielka sztuka daje temu świadectwo niezależnie od tematu, jaki podejmuje” – mówi w książce „A piękno świeci w ciemności”, jako przykład podając krajobrazy Nowosielskiego, świeckie malarstwo Vermeera i pejzaże van Goyena. Należałoby znaleźć w tym zbiorze miejsce i dla krzesła z pracowni Jacka Sienickiego, które nie będąc specjalnym chrześcijańskim krzesłem, oznaczonym krzyżem i znakiem Ichtis oraz oplecionym różańcem, jest krzesłem widzianym z wielką troską o oddanie gry światła i cienia, charakteru substancji, wzajemnego oddziaływania na siebie kolorów.

„Patrzysz i widzisz, że JEST” – pisałam do znajomej, będąc pod wrażeniem wystawy. Odpowiedź upewniła mnie, że się zrozumiałyśmy: „Tam lśni blask nieziemski w tej zwykłości wnętrz i przedmiotów”.

Obecnie w warszawskiej Kordegardzie trwa kolejna wystawa zmarłego w 2000 roku twórcy, przygotowana przez jego żonę, Wandę Sienicką. Rzuca się w oczy nietypowa dla tego artysty kolorystyka: zamiast złamanych, zgaszonych barw dominuje czerwień – nasycona i ostra. Jak czytamy w towarzyszącym wystawie tekście Macieja Zdanowicza, jest to nieprezentowany wcześniej fragment twórczości Sienickiego – „świadectwo przekroczenia”, wejścia w nieznany dla siebie obszar. Potrzebę takich poszukiwań sygnalizował Sienicki, powtarzając słowa Matisse’a: „Jeżeli umiesz malować prawą ręką, weź pędzel do lewej”.

Niezmienny pozostaje przy tym ekspresyjny modelunek osiągany przez grube nawarstwienia farby, tarcie, drapieżną pracę szpachli i noży malarskich. Obecne są też charakterystyczne dla Sienickiego tematy: wnętrze pracowni, naczynia kuchenne, połcie surowego mięsa. „Zawsze malowałem mięso z natury – tłumaczył artysta. – Przynosiłem je do domu, kładłem na stole i po paru godzinach miałem już do czynienia z całkiem innym mięsem: zieleniało, wydawało coraz przykrzejszą woń. Widziałem w tych zmianach mały dramat. Był to rodzaj ekspresji, który mnie mobilizował i pobudzał do działania”.

Wystawa Jacka Sienickiego

Wystawa Jacka Sienickiego w warszawskiej Kordegardzie. Fot. Ewa Kiedio

Adam Organisty, autor książki „Co widzisz – co wiesz”, z której czerpię powyższy cytat, twórczość Jacka Sienickiego wpisuje w tradycję wanitatywnych martwych natur, a w zarysie kawałków mięsa dopatruje się figur ze scen pasyjnych. Nie sięgając po tak dosłowne porównania, można powiedzieć, że pogłębione studia kolorystyczne, które przeprowadzał Sienicki, kierują myśl ku Temu, który sam jest źródłem światła, a więc także wszelkich barw. Lub prościej jeszcze – że spotkanie z taką sztuką pomaga wnikliwiej i uważniej spojrzeć na pozamalarski świat, na to, co stworzone.

„Jacek Sienicki. Malarstwo. Prace wybrane”, 7 czerwca – 2 lipca 2017, Galeria Kordegarda, ul. Krakowskie Przedmieście 15/17, Warszawa