Z okazji 90. rocznicy urodzin Tadeusza Mazowieckiego redakcja kwartalnika „Więź” zorganizowała debatę „Siła spokoju. Jakiego przywództwa Polacy potrzebują?”.

Dwuczęściowa dyskusja odbyła się w środę, 19 kwietnia 2017 r., w Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie.

Tadeusz Mazowiecki był założycielem i pierwszym redaktorem naczelnym „Więzi”, działaczem katolickim, doradcą „Solidarności” podczas strajku w Stoczni Gdańskiej, uczestnikiem obrad Okrągłego Stołu i pierwszym premierem Trzeciej Rzeczypospolitej. W pierwszej połowie lat 90. był specjalnym wysłannikiem ONZ w Bośni i Hercegowinie. Współtworzył Unię Demokratyczną i Unię Wolności. Jest współautorem obowiązującej Konstytucji. Od 2010 r. był doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego do spraw polityki krajowej i międzynarodowej. Kawaler Orderu Orła Białego i papieskiego Orderu św. Grzegorza.

W dzisiejszej polityce łatwo by się nie przebił

W pierwszej części spotkania prof. dr hab. Andrzej Friszke (historyk, Instytut Studiów Politycznych PAN, „Więź”) i prof. Piotr H. Kosicki (historyk, University of Maryland, visiting professor McGill University), odpytywani przez Zbigniewa Nosowskiego, zastanawiali się „dlaczego Tadeusz Mazowiecki był jaki był?”. – Kluczowe dla niego było doświadczenie II wojny, okupacji, zbrodni i wszystkiego, co się z II wojną wiąże. Z tego wynikało poczucie niepewności czasów i losów. Mazowiecki wyprowadzał z tego doświadczenia także uwrażliwienie wobec faszyzmu, antysemityzmu i skrajnych ideologii – mówił prof. Friszke.

Prof. Kosicki zwracał uwagę, że pierwszy naczelny „Więzi” był osobą nastawioną na dialog: – Dla Mazowieckiego nieistotne było to, czy rozmawia z osobą niewierzącą, z marksistą. Z każdym można znaleźć pewne osie dialogu, wokół których prowadzi się rozmowę. 

Piotr H. Kosicki i Andrzej Friszke

Profesorowie Piotr H. Kosicki i Andrzej Friszke. Fot. Jakub Halcewicz

– Dialog, to jest dla niego słowo klucz – dodał prof. Friszke. – Mazowiecki wierzył, że jest możliwość spotkania humanizmów: laickiego, świeckiego, chrześcijańskiego, katolickiego. Wciąż istniała w nim potrzeba składania narodu. Zakładał, że walka z bezpieką nigdy nie może przerodzić się w nienawiść. Celem polityki jest osiągnięcie czegoś dobrego, a nie pokonanie przeciwnika. Można pokonać zło, żeby osiągnąć dobro, ale nie przeciwnika – mówił prof. Friszke.

Zdaniem historyka Mazowiecki w dzisiejszym świecie politycznym miałby trudności z przebiciem się: – Jego styl wymagał od odbiorcy uwagi, Mazowiecki chciał prowadzić do refleksji. Dziś mamy przewagę emocji nad refleksją. Mazowiecki dawał wyraz swojemu zgorszeniu stanem polskiej polityki w ostatnich latach. Krytykował nadmierną grę partyjną, ignorowanie kontekstów międzynarodowych. Choć był politykiem katolickim, dla niego ważne było chrześcijaństwo w rozumieniu szerokim. Mazowiecki nie był chadekiem. Dlaczego? Bo uważał, że wiara i kultura warunkowana przez wiarę nie mogą być zamknięte w konfesyjności.

Mazowiecki, „kruchy mocarz”

W drugiej części spotkania odbyła się dyskusja „Jakiego przywództwa Polacy potrzebują?”. Udział wzięli: prof. dr hab. Andrzej Rzepliński (prawnik, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, były prezes Trybunału Konstytucyjnego), prof. dr hab. Jadwiga Staniszkis (socjolog, emerytowana profesor Uniwersytetu Warszawskiego), dr hab. Kazimierz M. Ujazdowski (prawnik, europoseł, były minister kultury i dziedzictwa narodowego) i dr Adrian Zandberg (historyk, członek zarządu krajowego Partii Razem). Rozmowę moderowała Agnieszka Magdziak-Miszewska.

Prof. Rzepliński podkreślił paradoks modelu przywództwa Tadeusza Mazowieckiego: – Dla mnie był on przywódcą w dwóch momentach, w których był bardzo kruchy, ale przez to właśnie był mocarzem. W tej jego kruchości była nasza siła. Mówię o pamiętnej chwili, gdy inaugurował przywództwo w Sejmie i na chwilę stracił przytomność. Drugi raz, gdy znalazł się w niedźwiedzich ramionach kanclerza Kohla. W Krzyżowej rozpoczął się cud pojednania polsko-niemieckiego – mówił były prezes TK.

– Mazowiecki umiał dobrać do pierwszego gabinetu ludzi, którzy byli świetnymi fachowcami. Dziś otaczamy się dziś ludźmi bardzo podobnymi do nas, tworzymy getta i nie wiem, czy dzisiejsza rzeczywistość zaakceptowałaby takiego przywódcę jak Mazowiecki – dodał prof. Rzepliński.

90. rocznica urodzin Tadeusza Mazowieckiego

Agnieszka Magdziak-Miszewska, prof. Jadwiga Staniszkis, Kazimierz M. Ujazdowski, prof. Andrzej Rzepliński i Adrian Zandberg. Fot. Marcin Kiedio

Ujazdowski zwrócił uwagę na to, że bez sprawnego państwa i mechanizmów nie ma dobrej polityki: – W 1989 r. nie było mechanizmów ani sprawnego państwa. Mieliśmy do wyboru silne przywództwo i wolne dryfowanie. Tadeusz Mazowiecki potrafił podejmować decyzje trudne, m.in. dotyczące inflacji i polityki gospodarczej, nikt z oponentów nie był gotowy wziąć za to odpowiedzialności, Leszek Balcerowicz nie był pierwszym, któremu zaoferowano tę misję. Mazowieckiego charakteryzowało myślenie państwowe i umiejętność podejmowania trudnych decyzji. Nie był chadekiem, ale doprowadził do ustawy chroniącej życie i wprowadzającej religię do szkoły. To lokuje go – w dzisiejszym rozumieniu tego nurtu – bliżej chadecji.

– Doskonałość instytucji nie jest gwarantem stabilności państwa – mówił Zandberg. – Przywództwo jest często efektem łatania dziur powstałych z braku zaangażowania politycznego. I to jest mój zarzut wobec polskiej inteligencji, która wycofała się z aktywności społecznej na rzecz prywatnych karier. I w ślad za nią poszła duża część społeczeństwa. Właśnie dlatego dzisiejsze polskie partie polityczne są słabiutkie, gdyż zrzeszają malutką liczbę osób. To nie przywództwa dzisiaj brakuje. Brakuje przestrzeni dla dialogu i kompromisu. To są słowa z salonowych dyskusji, ale żeby dialog i kompromis były możliwe, musi istnieć przestrzeń na spór. Chociażby o to, czy się komuś podoba projekt umiarkowanej świeckości, gdy idzie o państwowość polską. Dialogowanie o dialogu nas nie zbawi. Co nas zbawi, to przestrzeń realnego konfliktu wartości i dialogu. Tego nam brakuje zdecydowanie bardziej niż przywództwa.

– Może po prostu zbyt łatwo i zbyt szybko zagubiliśmy model państwa włączającego obywateli? – pytała Magdziak-Miszewska.

– Obserwujemy wzajemne rozczarowanie w stosunkach między ludźmi, którzy próbują być aktywni – powiedziała prof. Staniszkis. – Przed pokoleniem Adriana Zandberga postawiono zadanie żałosnego rozumienia demokracji jako systemu podporządkowania państwa partii wybranej w wyborach. Tymczasem istotna jest nie wola partii, ale prawo. Musimy bronić rządów prawa i wyzwolić się od poprawności politycznej. Musimy bronić demokracji i nie stawiać na jednostki, zwłaszcza zasłużone.