O. Rydzyk demagogicznie twierdzi, że Chrystus nie mówił nam nigdy o Unii Europejskiej. Ale czy mówił nam coś o eutanazji, o klonowaniu, o manipulacjach genetycznych bądź nawet wprost o aborcji? Czy mówił nam coś o Polsce?

Ojciec Tadeusz Rydzyk ma rację, że opiniom o nim często towarzyszą jakieś założenia z góry, jakieś mity. W dyskusjach o Radiu Maryja pojawiały się wypowiedzi osób o bardzo stanowczych poglądach, „nieskażonych” jednak własną znajomością audycji tego radia.

Radia nie da się jednak słuchać przez 24 godziny na dobę. Należy zatem być głęboko wdzięcznym za pojawienie się książki „Tak-tak, nie-nie”, w której Stanisław Krajski rozmawia z o. Rydzykiem (Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2002). Dzięki tej publikacji otrzymaliśmy po raz pierwszy rzetelny materiał do analizy sposobu myślenia ojca dyrektora o świecie, o Polsce, o Kościele. Nie ma mowy o żadnej manipulacji, pytania stawiał przecież jeden z jego bliskich współpracowników. Nie może być też mowy o jakichś niedopowiedzeniach z powodu braku miejsca, otrzymujemy tu bowiem materiał opublikowany na 250 stronach.

W książce próżno szukać wielu pytań, jakie warto zadać dyrektorowi Radia Maryja. Jedynym „trudnym” pytaniem zadanym przez Krajskiego, było niegroźne stwierdzenie: „Ojciec mówi o tym, że trzeba mieć czas. Ojciec sam jednak wciąż nie ma czasu”. Wystarczy jednak to, co mamy. Rozmowa opublikowana przez Wydawnictwo Sióstr Loretanek jest fascynującym materiałem do poznawania człowieka, który skromnie wyznaje: Trzeba mieć zasadę: Rzeczy trudne robię od razu, niemożliwe za chwilę (s. 179).

„To takie proste”

Słowa „to takie proste” wielokrotnie pojawiają się na łamach książki. Ojciec Rydzyk postrzega bowiem świat jako bardzo łatwy do zrozumienia. Jest dobro i zło, prawda i fałsz. Albo jedno, albo drugie: wiara albo ateizm, patriotyzm albo zdrada narodowa, moralność albo demoralizacja. Nic pośrodku. Toruńskiemu redemptoryście świat naprawdę wydaje się mało skomplikowany. Zadaje nawet w książce retoryczne pytanie: „To jest takie proste. Dlaczego wszyscy tego nie rozumieją?” (s. 26).

Albo wiara, albo ateizm – i nic pośrodku

Przede wszystkim trzeba kochać Boga, Matkę Najświętszą, Kościół i Ojczyznę (niekiedy w innej kolejności), a reszta jest już bardzo prosta. Zdarzyło się Krajskiemu zadać pytanie „podchwytliwe”, w imieniu wątpiących czytelników. Spytał: „Jak kochać Kościół?”. Co usłyszał w odpowiedzi? „Jakżeż można nie kochać czegoś, co Chrystus nam zostawił, jak można takie pytanie stawiać?” (s. 39).

Nie zdziwi już zatem czytelnika wyznanie: „nie wyobrażam sobie, że można nie kochać Polski. Tego nie da się wyrazić w języku. W żadnym języku nie da się wyrazić miłości, jaką trzeba obdarzać Polskę. Można by potraktować to wyznanie tylko jako figurę retoryczną, gdyby nie fakt, że bezpośrednio po nim następuje najbardziej przerażające zdanie całej książki: Ci, którzy jej nie kochają, powinni się wyprowadzić z tej ziemi. Kto nie kocha Polski, ten jej szkodzi” (s. 68).

O wszechobecnym złu

„Panie Boże, właściwie niemal wszystko służy złu, a nie Tobie” (s. 211) – pomyślał sobie młody redemptorysta Tadeusz Rydzyk, obejrzawszy maszyny drukarskie w Niemczech. Bardzo chciał je kupić i wykorzystać w swojej działalności. Jakoś nie przyszło mu do głowy, że ktoś inny być może już podobne maszyny w zbożnych celach wykorzystuje. Niemal wszystko służy przecież złu.

To charakterystyczna cecha dyrektora RM, że dostrzega wokół głównie zło. Znamienne, że – opisując swoją podróż do Watykanu, podczas której przekazał Janowi Pawłowi II odbiornik satelitarny, aby umożliwić najbliższemu otoczeniu Papieża słuchanie toruńskiego radia – o. Rydzyk jako swoją motywację podaje: „Żeby obok tych złych, nieprawdziwych opinii docierało nasze Radio” (s. 144). Wniosek z tego, że nawet Watykan jest otoczony przez siły zła, i to do tego stopnia, że gdyby nie Radio Maryja, to do Papieża docierałyby wyłącznie „złe, nieprawdziwe opinie”.

O niewierzących

Nawet Stanisław Krajski dostrzega karykaturalne uproszczenia, jakich dokonuje jego rozmówca, i sugeruje zmianę tonu: „Ojciec mówi tak, jakby zapomniał, że nie wszystko jest dla wszystkich jasne”. W odpowiedzi słyszy: „Wiem, że są w Polsce ludzie chorzy i nienormalni. Normalna jest jednak prawda” (s. 78).

Co prawda, dwie strony dalej ojciec Rydzyk wygłasza formułę: „człowiek jest wolny” (s. 80), ale wyraźnie widać, że w głębi serca za stan nienormalny i chory uważa on sytuację, w której ktoś nie dostrzega oczywistości jego poglądów. I tu jednak ojciec dyrektor ma dla nas niespodziankę. Pod koniec książki idzie jeszcze dalej: „człowiek bez Boga to nieporozumienie” (s. 244).

Co zatem uczynić z takim „nieporozumieniem”? Na to pytanie też otrzymujemy prostą odpowiedź. Krajski pyta, czy o. Rydzyk kocha również przeciwników Kościoła, masonów, ateistów. Czytamy: „Trzeba do nich odnosić się tak, jak do dzieci szczególnej troski. Tak bym wyraził tę miłość do nich” (s. 85).

Odpowiedź to – jak przystało na ojca Rydzyka – niby prosta, ale jednak tajemnicza. Co to znaczy „odnosić się do nich jak do dzieci szczególnej troski”? Od dwudziestu lat spotykam się blisko z osobami upośledzonymi umysłowo we wspólnotach ruchu „Wiara i światło”; nie potrafię jednak zgadnąć, co ojciec dyrektor miał na myśli. Są bowiem różne modele traktowania dzieci specjalnej troski – można je odizolować od społeczeństwa i zamknąć w wyspecjalizowanych instytucjach opiekuńczych, można z poczuciem wyższości litować się nad nimi i użalać nad ich ciężkim losem, można oferować im rozmaite specjalistyczne działania terapeutyczne stymulujące rozwój, można też się z nimi po prostu zaprzyjaźnić i towarzyszyć im w ich życiu. Którą z postaw sugerował ojciec Rydzyk w odniesieniu do niewierzących?

O Polsce

Dyrektor Radia Maryja opowiada w książce, że z Janem Pawłem II spotykał się chyba z pięćdziesiąt razy. Spotkania te przedstawia jako swoją główną motywację dalszego działania: „gdyby nie Ojciec Święty, to pewnie bym nie wytrzymał z Radiem, bez jego pociechy i wsparcia to Radio pewnie dziś by nie istniało” (s. 145). Można by zatem oczekiwać, że w omawianej książce znajdziemy ważne refleksje o wolności Ojczyzny, wszak – według Jana Pawła II – kluczowy problem Polaków po roku 1989 to kłopoty z właściwym zagospodarowaniem odzyskanej wolności. Jest jednak inaczej – o. Tadeusz Rydzyk nie zgadza się, że Polska odzyskała wolność: „Na pewno nie ma w naszej Ojczyźnie wolności. To jest względna wolność. A nawet – powiedziałbym – zaczyna się w Polsce totalitaryzm uprawiany w sposób nowoczesny, tzn. poprzez media” (s. 234).

Czym zatem był rok 1989? „Rok wielkiej szansy, ale wtedy do tej naszej lokomotywy wsiedli tacy, którzy pociąg z napisem »Polska« po prostu uprowadzili. Oszukali naród. Zawłaszczyli najpierw media, później banki” (s. 200).

Jan Paweł II w parlamencie RP w czerwcu 1999 r. dziękował Bogu: „Składam dzięki Panu historii za kształt polskich przemian”. Ojciec Rydzyk myśli inaczej: „nie ma za co dziękować. Z bólem dotykam tego zła, jakiegoś demonicznego zła, tego, co w tej chwili z Polską się dzieje” (s. 230). W Radiu Maryja nie usłyszymy dziękczynnych modlitw za wyzwolenie Polski z komunizmu. Wpadliśmy bowiem z deszczu pod rynnę: „na naszych oczach rodzi się idea nowego Związku Radzieckiego, tyle że chyba jeszcze gorszego, bo sprytniejszego. Nie ma obozów koncentracyjnych, ale jest już doskonały system kontroli i zniewalania człowieka. Ludzie nawet nie zdają sobie sprawy, jak to się szybko dokonuje” (s. 141).

Nie ma wolnej Polski, bo obce siły nas wciąż zniewalają: „Widzę absolutne i planowe niszczenie Polski. Plan zniszczenia Polski nie jest jakimś przypadkiem. Jesteśmy dobrze rozpracowani jako naród po to, żeby ten naród jakoś zniewolić, żeby zagarnąć tę ziemię, żeby zrealizować jakiś plan. Są jakieś siły, są osoby, grupy interesów nam nieprzyjazne” (s. 71-73).

O Unii Europejskiej

Całe szczęście, przynajmniej polski krajobraz i klimat nie wydają się ojcu dyrektorowi zagrożone. Pod tym względem: „Właściwie Polska ma wszystko. W Polsce jest jak w raju. Tak, tak sobie wyobrażam raj. Zresztą właśnie Dlatego wielu ma ochotę na Polskę” (s. 70).

O planie zniszczenia Polski (i zarazem Kościoła, bo jedno z drugim jest ściśle powiązane) szczególnie chętnie mówi o. Rydzyk w kontekście Unii Europejskiej, używając zresztą wielokrotnie niemal identycznych sformułowań. Nawiasem mówiąc, książka roi się od powtórzeń, ale to dodaje jej autentyczności.

Tu nie chodzi tylko o polską ziemię. Ma to związek z nowym planem dla świata, który nazywa się globalizmem ateistycznym. Unia Europejska to nie jest budowanie jedności, to przesiadka w kierunku globalizmu. To robią ci, których Bogiem nie jest Bóg Jezusa Chrystusa. To są te centrale ateistyczne skutecznie działające. Dlatego działanie przeciwko Polsce należy rozumieć jako działanie przeciwko Kościołowi. Chcą zdusić nasz naród, a przy okazji ziemię zawłaszczyć, zrobić swoje republiki. Stworzyć gdzieś na Wschodzie, jak planuje Unia Europejska, płuca Europy, miejsce polowania na niedźwiedzie. Panowie, gdy będą mieli ochotę na zwierzynę, zabawią się, a Polacy będą pachołkami do posług, których oni by się nie podjęli” (s. 74).

Według toruńskiego redemptorysty jedność, jaką proponuje UE, to neokolonializm

Według toruńskiego redemptorysty jedność, jaką proponuje UE, to neokolonializm. „I jeśli nawet niektórzy duchowni na ten temat się wypowiadają, agitując za Unią Europejską, to niczego to nie zmienia. I gdybym się zgadzał na taką Unię Europejską, to zgadzałbym się na coś, co jest przeciwne wierze i moralności chrześcijańskiej. Ja nie chcę iść do takiej Unii” (s. 223-224).

Nie ma, rzecz jasna, w rozważaniach dyrektora RM ani odrobiny refleksji nad chrześcijańskimi korzeniami Europy i Wspólnot Europejskich ani nad tym, dlaczego Jan Paweł II – na którego autorytet i osobistą serdeczność, czy wręcz duchową bliskość o. Rydzyk często się powołuje – tak wyraźnie, od dawna, wspiera zarówno sam proces integracji europejskiej, jak i zwłaszcza rozszerzenie Unii Europejskiej na wschód. Ojciec Dyrektor ma odmienne zdanie: „To jest nasze nieszczęście taka Unia. Doświadczamy tego, co robią z Polską. Niszczenie absolutne przez drapieżników, czego powoli zaczynamy doświadczać” (s. 95).

Demagogicznie, aczkolwiek słusznie, twierdzi o. Rydzyk, że Chrystus nie mówił nam nigdy o Unii Europejskiej ani o globalizmie. „Nie mówił, żeby to tworzyć” (s. 223). Ale czy mówił nam coś o eutanazji, o klonowaniu, o manipulacjach genetycznych bądź nawet wprost o aborcji? A czy mówił nam coś o Polsce? Też nie.

Rzecz jasna, przynależność Polski do UE nie jest dogmatem wiary i wolno polskiemu redemptoryście różnić się w tej sprawie z Papieżem. Wolno mu twierdzić, że nieszczęściem będzie proces, z którym duże nadzieje wiąże Jan Paweł II. Wypadałoby jednak uczciwie przyznać się do tej, tak jaskrawej, różnicy zdań.

O krytyce w Kościele

W Kościele też jest zło. Na pytanie o to, czy katolikowi wolno „krytykować Kościół, biskupów czy księży”, ojciec Rydzyk udziela pięknej i obszernej odpowiedzi: „Katolik musi widzieć dobro i zło w Kościele. Nie może być bezkrytyczny. Trzeba rozróżniać sakrament od tych, którzy go udzielają. Trzeba rozróżniać czyn i człowieka. A krytyka, zwracanie uwagi i ich przyjmowanie to może być wyraz wielkiego wzajemnego zaufania”. „To dlaczego nie napominać się wzajemnie?” „Krytyka to jest forma dialogu. Jeżeli krytykujemy z miłością, to jest przecież troska o prawdę. My krytykujemy błąd, a nie człowieka. Toteż trzeba mówić o tych błędach, ale zachowując szacunek dla człowieka, który je głosi, do funkcji w Kościele, którą pełni” (s. 40-46).

Trudno się z tym nie zgodzić. Okazuje się jednak, że w praktyce wyznanie to oznacza wolność dla zwolenników Radia Maryja do napominania innych katolików (także hierarchów), nie ma jednak zastosowania w odwrotną stronę. W całej książce nie ma bowiem ani jednego zdania o tym, że jakakolwiek krytyka pod adresem stacji redemptorystów okazała się słuszna, trafna, pozwoliła skorygować istniejące błędy. Ojciec Rydzyk zdobywa się w książce na ogólnikowe wyznania, że on też popełnia błędy, że mógł kogoś zranić, że nie jest idealny (s. 89, 173, 221, 228). Nie dowiadujemy się jednak, na czym jego błędy polegały.

W Kościele można zatem, a nawet należy być krytycznym, byleby nie wobec Radia Maryja. Wedle ojca Rydzyka radio to bowiem nie jest krytykowane, ono jest wyłącznie atakowane. Oponenci zasługują jedynie na natychmiastowy odpór, i to z zastosowaniem najcięższej artylerii.

Co z tymi, którzy przeciwni są nutom patriotycznym w Radiu? Strzelamy od razu z największej kolubryny: „może oni przestali być Polakami?” (s. 193). O co natomiast chodziło krytykom radiowych „Rozmów niedokończonych”? Rzecz jasna, bynajmniej nie o to – jak twierdzili – że nienawistne głosy słuchaczy kwitowane były przez prowadzących audycje redemptorystów grzecznym „Bóg zapłać. Szczęść Boże”: „chodziło i chodzi o to, że w Radiu Maryja stanowczo opowiadamy się za Panem Bogiem. Tu raczej chodzi o te sprawy, bo tym, którzy Boga nienawidzą i chcą świat urządzić, to po prostu przeszkadza. Można powiedzieć, że tu chodzi o masonerię, pewne antypolskie i antykatolickie centrale” (s. 225-226).

O biskupach

Z książki wyłaniają się dwie kategorie polskich biskupów: ci bardzo liczni, którzy wspierają Radio Maryja i jego dyrektora oraz bliżej nieokreślona reszta. O tych pierwszych możemy przeczytać kilkakrotnie, np.: „W tych najtrudniejszych sytuacjach właśnie biskupi mówili: »nie wolno ci zrezygnować« – i wskazywali drogę, jak iść. To są rozmowy bardzo często osobiste. To nie jest jeden biskup. To jest wielu biskupów, różnych […] staram się nie mówić, z kim rozmawiałem i kiedy” (s. 14).

Wielkim nieobecnym tego wywiadu-rzeki jest zwłaszcza Prymas Polski, kard. Józef Glemp

O tych drugich – którym zdarzało się krytykować działania ojca dyrektora – z książki wiele się nie dowiemy. Wielkim nieobecnym tego wywiadu-rzeki jest zwłaszcza Prymas Polski, kard. Józef Glemp. Jego nazwisko w książce nie pojawia się ani razu (nawet w pytaniach). Co prawda, w całej rozmowie Krajski-Rydzyk nie padają nazwiska polskich biskupów, ale w aneksie do książki opublikowane są wypowiedzi hierarchów biorących Radio Maryja w obronę. W tym kontekście przemilczenie postawy Księdza Prymasa jest rażące. Jak wiadomo, już w 1997 r. publicznie postawił on dyrektorowi RM bardzo poważne zarzuty. Można by wreszcie oczekiwać publicznej odpowiedzi ojca dyrektora na uwagi przewodniczącego polskiego episkopatu.

W książce „Tak-tak, nie-nie” ojciec Rydzyk po raz pierwszy publicznie przyznaje natomiast, że wolno krytykować pewne postawy czy wypowiedzi biskupów, niedotyczące spraw doktrynalnych (s. 44). Być może jest to zapowiedź jakichś działań, których należy oczekiwać w najbliższym czasie, np. przed referendum europejskim albo przy innych okazjach?

W książce opisane są nawet sytuacje, w których ojciec dyrektor nie zgadzał się z sugestiami przedstawianymi mu przez biskupów. Ktoś bardzo ważny z grona episkopatu zachęcał go do powstrzymania fali listów protestacyjnych wysyłanych przez słuchaczy RM do minister sprawiedliwości Hanny Suchockiej po wezwaniu o. Rydzyka na przesłuchanie do prokuratury. Odpowiedź redemptorysty brzmiała: „Nie, ekscelencjo. Ja nie prosiłem ludzi o to. Jestem tym zaskoczony, ale jestem im bardzo wdzięczny, bo oni ratują, bronią Radia Maryja. Dziękuję im za to, że to robią. To jest miłość” (s. 143).

Nieco później odnajdujemy interesującą odpowiedź ojca Rydzyka na powtarzające się pytania biskupów o statut Rodziny Radia Maryja: „mogę ten ruch opisywać, ale definiować? Po co? Dla mnie Rodzina Radia Maryja to po prostu dar. A skoro jest to dar, to trzeba go przyjąć” (s. 212).

Dla biskupów ma też ojciec dyrektor wyraźną przestrogę: „Pasterz w owce nie rzuca kamieniami. Tak robi najemnik” (s. 91). Jego zdaniem, w polskim Kościele źle się dzieje, gdyż duchowni odrywają się od narodu, co powoduje odchodzenie wiernych od Kościoła: „Kościół w Polsce był silny, gdy biskupi trzymali z narodem, kiedy księża trzymali z narodem. Dzisiaj widzimy, co się dzieje. Widzimy, jak od Kościoła odchodzą rolnicy. […] część duchowieństwa jest jakby scudzoziemczona. Jakoś tak zachwycili się błyskotkami z Zachodu, że zapomnieli o swojej tożsamości […] Jeżeli duchowieństwo odetnie się od narodu, to naród odejdzie od Kościoła” (s. 52-53).

O różnicach wewnątrz Kościoła

Obraz wewnętrznego zróżnicowania w Kościele jest również nieskomplikowany – według ojca Rydzyka istnieją tylko katolicy myślący zgodnie z Radiem Maryja i pseudokatolicy.

Nie zaskakuje niechęć ojca dyrektora do środowisk tradycyjnie określanych mianem „katolicyzmu otwartego”: „dziwię się takim postawom katolików, które wyrażają się w oświadczeniu: »Jestem katolikiem, ale«. Ta zasada tworzy tzw. otwarty Kościół po to, żeby go w ogóle nie było” (s. 31). Mniejsza o to, czy różne polskie formy katolicyzmu otwartego mają cokolwiek wspólnego z wybiórczością, którą symbolizuje powiedzenie „Jestem katolikiem, ale”. Ważniejsze, że według dyrektora Radia Maryja ich postawa prowadzi do tego, żeby. Kościoła w ogóle nie było!

Jeszcze ciekawsze, że w myśleniu dyrektora największego polskiego radia katolickiego całkowicie brak miejsca na liczne przecież w Polsce intelektualne katolickie środowiska konserwatywne. Publicyści „Frondy” i „Christianitas” są w Radiu Maryja tak samo nieobecni jak publicyści „Znaku”, „Przeglądu Powszechnego” czy „Więzi”. „U nas w Radiu nie ma zasady, żeby był jakiś pluralizm, żeby przed mikrofonem mogli pojawiać się wszyscy. Byłby to taki komercyjny bigos […] my uważamy, że w Radiu muszą być świadkowie, ludzie kompetentni, ludzie wiary, ludzie wierzący w Pana Boga, a w każdym razie ludzie szukający prawdy i służący prawdzie” (s. 191). A kto służy prawdzie? Ci, którzy występują w Radiu Maryja. I koło się zamyka.

O polityce Chrystusowej

Może przynajmniej w dziedzinie politycznej o. Rydzyk widzi miejsce na jakiś dopuszczalny pluralizm postaw wśród katolików?

Niestety, dyrektor RM całkowicie nie zna lub odrzuca jeden z kluczowych elementów nauczania Soboru Watykańskiego II – zasadę konstytucji „Gaudium et spes” o autonomii porządku doczesnego. W odpowiedzi na pytanie: „Jaka powinna być ta Polska z marzeń Ojca?”, czytamy: „Chrystusowa. Jeśli Chrystusowa, to i szczęśliwa. To sens najgłębszy tej Polski i Polaków. Ale Chrystusowa Polska to Chrystusowe państwo, Chrystusowa polityka, Chrystusowa gospodarka, Chrystusowa szkoła, Chrystusowa kultura” (s. 243). Nawet jeśli za dobrą monetę weźmiemy dopowiedzenie: „Chrystusowe państwo to nie jest żadne państwo wyznaniowe, którego inni mogliby się bać”, to i tak widać, że do autora tych słów nie dotarło nauczanie Kościoła, w tym posoborowych papieży, że nie można mówić o chrześcijańskiej polityce czy ekonomii, że politycznym ideałem katolików przestało być państwo chrześcijańskie!

Wbrew zasadom nauczania społecznego Kościoła, o. Rydzyk w praktyce uważa, że z Chrystusowej Ewangelii wynika jeden prawdziwy – Chrystusowy, polski i katolicki – program polityczny. To ten program, który on głosi. Inne programy są z wiarą i polskością sprzeczne. Jak pisał na kanwie tej książki Tomasz Wiścicki w styczniowej „Więzi”, w wizji ojca dyrektora nie ma miejsca na uprawnione różnice poglądów, konflikty wartości, trudne wybory pomiędzy alternatywnymi rozwiązaniami, które mają swoje wady i zalety – tu wybiera się tylko między absolutnym złem i absolutnym dobrem (Tomasz Wiścicki, „Pan Bóg myśli tak jak ja”). Nie ma też miejsca na dialog, bo nie ma powodu do dialogu, skoro istnieją tylko dobro i zło! Przecież ze złem dialogu się nie prowadzi, tylko zło się widzi i się go unika (s. 60).

W książce niewiele, niestety, mówi się o innych aspektach nauki ostatniego Soboru, które nie uzyskiwały dotychczas wystarczającego odzwierciedlenia w audycjach Radia Maryja, jak zasada wolności religijnej, ekumenizm, nowe spojrzenie Kościoła na Żydów i judaizm, dialog międzyreligijny. Ten ostatni wątek pojawia się tylko raz – w przestrodze oj ca dyrektora, że wrogowie Kościoła zwodzą ludzi pod pozorami dialogu między religiami (s. 104).

Toruński redemptorysta (za Papieżem) nazywa ostatni Sobór nową Pięćdziesiątnicą Kościoła (s. 209), czy jednak jego myślenie jest zgodne z nauką Vaticanum II?

O tym, co myśli Pan Bóg

Zgodnie z trafnie dobranym tytułem książki, świat ojca Rydzyka dzieli się na „tak-tak” i „nie-nie”. Na uzasadnienie swego światopoglądu, twórca Radia Maryja przywołuje kilkakrotnie słowa z Ewangelii. Pan Jezus nie robił żadnych sztuczek i mówił od samego początku: „Mowa wasza niech będzie: tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od złego pochodzi” [Mt 5, 37] (s. 56). Realizując słowa Chrystusa, on sam nie pozostawia miejsca na jakiekolwiek wątpliwości. „Trzeba więc być klarownym. Ludzie chcą klarowności” (s. 56). Kłopot w tym, że takie rozumienie klarowności to biblijny fundamentalizm charakterystyczny raczej dla wolnych Kościołów protestanckich niż katolicyzmu. Kościół katolicki zdaje sobie doskonale sprawę, że powyższych słów Jezusa nie można bezpośrednio odnosić np. do sfer polityki czy ekonomii.

Przy lekturze książki nieodparcie powstaje wrażenie, że ojciec Rydzyk poznał poglądy Pana Boga na wszystko, łącznie z polityką i ekonomią. Czyżby mianował się osobistym rzecznikiem Pana Boga dla Polaków? To wcale nie żart. W książce znajdujemy wyznanie: „Szczytem jest miłość w Bogu i widzenie w Nim wszystkiego. Tego doświadczam na tym etapie mojego życia” (s. 97). Czy dyrektor Radia Maryja zdaje sobie sprawę z konsekwencji tego, co mówi? Przecież z arcysłusznej zasady, że chrześcijanin powinien na wszystko patrzeć Bożymi oczami, nie wolno wyprowadzać prawa do ogłaszania publicznie: „ja sam tego właśnie doświadczam”. To oznacza bowiem samowolne przypisywanie swojej percepcji – z definicji ograniczonej – właściwości nadprzyrodzonych. Takiego zdania nie ośmieliłby się wypowiedzieć o sobie samym nawet wielki mistyk.

Ojciec Rydzyk natomiast stale powołuje się bezpośrednio na Chrystusa, Jego Matkę i Ojca Świętego. Czyni Boga uzasadnieniem i zarazem częścią składową swojej narodowo-katolickiej ideologii: „współcześni inżynierowie zła, inżynierowie budujący nowy totalitarny system nie chcą Chrystusa. To oni zaplanowali, że na Zachodzie jest tylko 20 proc. bogatych, a 80 proc. ludzi biednych. Tutaj, w tym byłym Bloku Wschodnim ma być tylko 10 proc. bogatych, ale zaprzedanych, a 90 proc. biednych niewolników. A Chrystus przychodzi i mówi o wolności. Tu nie tylko chodzi o polską ziemię, o materialne sprawy. Tu rzecz idzie o dusze” (s. 162).

Nie warto nawet zadawać pytania, skąd ojciec dyrektor to wszystko wie, kto mu ujawnił te (ukryte przecież!) rzekome plany światowej masonerii. Warto jednak zapytać, dlaczego – odwołując się w swych wywodach na przemian do polityki i religii – usiłuje nadać nadprzyrodzoną sankcję swojej prywatnej wizji politycznej.

Nowy święty męczennik?

Założyciel Radia Maryja konsekwentnie przedstawia tych, którzy się z nim nie zgadzają, jako wrogów Polski i Kościoła. Tymczasem – jak słusznie napisał kard. Józef Glemp do prowincjała ojców redemptorystów – „Gdy idzie o dobro, zasada: »kto nie jest z nami, jest przeciwko nam”, nie jest zasadą ewangeliczną«” (List Prymasa Polski, kard. Józefa Glempa, do prowincjała redemptorystów, o. Edwarda Nocunia, Jasna Góra, 25 listopada 1997 r. List ten został przekazany do publikacji w serwisie Katolickiej Agencji Informacyjnej, a następnie wielokrotnie zamieszczano go w prasie). W listopadzie 1997 r. Prymas Polski napisał również, że był „upokorzony pychą”, z jaką o. Rydzyk mówił o ministrze spraw wewnętrznych. To niebagatelny zarzut w ustach Księdza Prymasa, gdy weźmie się pod uwagę, że pycha figuruje na pierwszym miejscu listy grzechów głównych. Dyrektor Radia Maryja teoretycznie zdaje sobie sprawę, że jeżeli człowiek ma w sobie pychę, to za nią idą inne grzechy (s. 109). Jednak zarówno jego postawa po liście Prymasa, jak i omawiana książka pokazują, że w praktyce nie jest mu łatwo rozstać się z poczuciem samozadowolenia.

Trudno zresztą zachować równowagę ducha, gdy ma się takich współpracowników jak Stanisław Krajski. Prawi on toruńskiemu redemptoryście niezliczone komplementy: „Ojciec odpowiada jak doktorzy Kościoła. […] Ojciec odpowiada jak Grzegorz Wielki” (s. 112). Przekonuje też o. Rydzyka, że jest najbardziej niebezpiecznym człowiekiem dla masonerii w Polsce, a nawet więcej: „Ojciec jest najniebezpieczniejszym człowiekiem dla szatana” (s. 228).

Niewątpliwym zamiarem autora wywiadu jest przedstawienie założyciela Radia Maryja jako współczesnego o. Maksymiliana Kolbego. Porównania z tym świętym pojawiają się na łamach książki. Mowa jest nawet o gotowości na męczeństwo (s. 42). Wstępem do męczeństwa są ataki i prześladowania, jakich doznaje ojciec Rydzyk. On sam przyznaje: „Bywa, że czuję, jakby próbowali mnie ukamienować” (s. 90). Krajski wspomina też wydarzenia interpretowane jako zamachy na życie ojca Rydzyka, w tym rzut kamieniem w samochód, co ma nasuwać analogie z porwaniem ks. Jerzego Popiełuszki. Czyżby kreowano nowego męczennika?

Również poza tą książką zdarzają się porównania ojca Rydzyka do Prymasa Wyszyńskiego czy ks. Popiełuszki. Gdy ojciec dyrektor otrzymał wezwanie do prokuratury, Roman Giertych – wówczas felietonista RM – porównywał tę sytuację do. aresztowania Prymasa Wyszyńskiego! Jednak – zwraca uwagę Tomasz Wiścicki – ani kardynał Wyszyński, ani ks. Popiełuszko nie traktowali władzy komunistycznej z taką pogardą, jaką o. Rydzyk obdarza władze III Rzeczypospolitej.

Czy omijaniem prawa należy się chlubić?

Stosunek ojca dyrektora do urzędów państwowych i przestrzegania prawa dobrze wyraża jego postawa w rozmowie z urzędnikiem, który usiłował wyjaśnić kwestię sposobu połączenia toruńskiego studia nadawczego Radia Maryja z nadajnikiem w Bydgoszczy. Połączenie to zostało wykonane bez niezbędnego w takich sytuacjach pozwolenia. Ojciec Rydzyk z satysfakcją wspomina tamtą rozmowę: „Kiedyś jednak w ministerstwie pewien człowiek, dyrektor departamentu, pyta mnie: »A jak ksiądz łączy Toruń z Bydgoszczą?« Wiem, że nie mogę kłamać i niczego nie mogę mu też powiedzieć, więc milczę. On znów mówi: »Wiem, radiolinię ksiądz zrobił, a nie ma ksiądz pozwolenia«. Spytałem więc: »Panie dyrektorze, pan jest ochrzczony, a kiedy pan był ostatni raz u spowiedzi?« A on: »Co za pytanie?«»Bo pan mnie pyta o takie rzeczy – odpowiadam – o jakie można inżyniera pytać, a ja mogę tylko wyspowiadać«. I na jakiś czas to ucichło, choć wtedy usiłowaliśmy znaleźć jakieś drogi wyjścia” (s. 130-131). Czy duchowny nie powinien raczej wstydzić się, że w ten sposób instrumentalizuje swoje kapłaństwo? Czy „straszakiem” sakramentu spowiedzi można posługiwać się w celu ukrycia działań niezgodnych z prawem? Czy omijaniem prawa należy się chlubić?

To nie takie proste!

Wszystko ma być proste. „Trzeba kochać Boga i Ojczyznę, a kto Polski nie kocha, niech wyjeżdża. Wokół pełno zła, aż wreszcie w kraju milczenia pojawiła się możliwość mówienia” (s. 133), czyli Radio Maryja, głos prawdy (s. 226).

Wszystko ma być proste. „Ilością ujadaczy mierzy się wartość prawdy” – stwierdził kiedyś w radiu o. Rydzyk. Krytykować – my, ale nie nas; gdy krytykujesz Radio Maryja, współpracujesz z masonerią w antypolskim i antykatolickim spisku. Działalność Radia Maryja trzeba zaakceptować jako dar, inaczej można stać się niedobrym pasterzem.

Wszystko ma być proste. Jeden Pan, jedna wiara, jedna Polska, jedna polityka – oczywiście Chrystusowa. W Polsce jest jak w raju, ale, niestety, w 1989 r. oszukano nas – tylko pozornie skończył się komunizm, nadchodzi nowy, gorszy totalitaryzm, a zwłaszcza Unia Europejska to zguba dla Polski.

Istnieją sprawy, w których mógłbym mówić jednym głosem z ojcem Rydzykiem. W kilku miejscach książki pięknie mówi on o doświadczeniu spotkania z Bogiem, np.: „Rzadko mówię Bogu – kocham Cię”. Często powtarzam: „Zobacz, jaka nędzna jest moja miłość. Chciałbym Cię lepiej kochać” (s. 12). Całkowicie zgadzam się z nim, że „Szczęście to jest dawanie z siebie, dawanie siebie, a nie jakieś cierpiętnictwo, męczeństwo […] szczęście to owoc dzielenia się wszystkim ze wszystkimi w duchu miłości” (s. 94-95). W większości spraw pragnę jednak powiedzieć: „Nie wszystko jest takie proste, Ojcze Dyrektorze!”.

Toruński redemptorysta wyraźnie ma kłopoty z zaakceptowaniem faktu, że człowiek jest wolny. Będąc duszpasterzem – jako alter Christus – twierdzi, że człowiek niewierzący to „nieporozumienie”, a ci, którzy nie kochają Polski, powinni się z niej wyprowadzić. Czyżby usiłował poprawiać Boga, zapowiadając kolejne „wygnanie z raju”?

Tymczasem to sam Bóg wybrał ryzyko wolności. Można powiedzieć, że Bóg jest „bezradny” wobec ludzkiej wolności. Rzec można, iż Bóg płaci za ten wielki dar, jakim obdarzył tę istotę, którą stworzył „na swój obraz i podobieństwo” – mówi Jan Paweł II („Przekroczyć próg nadziei. Jan Paweł II odpowiada na pytania Vittorio Messoriego”, Lublin 1994, s. 65). Pan Bóg dał ludziom wolność, godząc się na to, że niektórzy odrzucą Jego miłość. Czymże wobec tego odrzucenia jest niekochanie Polski? Tym bardziej że większość z tych, którzy według ojca dyrektora nie kochają Polski, po prostu kochają ją w inny sposób niż on.

Pytanie o wierność

Dyrektor Radia Maryja słusznie mówi o potrzebie wierności nauce Kościoła w szczegółach. Wie, że właśnie w takim klimacie wyrastają wielcy święci (s. 199). Czy jednak odnosi te słowa także do swojej działalności? Czy on sam we wszystkich szczegółach wierny jest nauce Kościoła?

Ojciec Rydzyk mówi, że często w modlitwie pyta Chrystusa: „Czy Ty, Panie, chcesz tego, co właśnie teraz robię? Nie czy ja chcę, ale czy Ty tego chcesz?” (s. 109). To bardzo ważne pytanie i warto, by pod tym względem każdy chrześcijanin go naśladował. Nie potrafię jednak powiedzieć, czy stawiając to pytanie, ojciec dyrektor dopuszcza możliwość odpowiedzi negatywnej. Powinni natomiast taką możliwość dopuszczać zarówno jego przełożeni zakonni, jak i Konferencja Episkopatu Polski. To na kościelnych przełożonych spoczywa odpowiedzialność za to, by ocalić niezaprzeczalne pozytywne osiągnięcia Radia Maryja, a ostatecznie ukrócić te, które stwarzają tak wiele coraz nowych kłopotów, a wręcz zgorszenia. Można powiedzieć wyraźne „tak” pewnym aspektom działalności tej radiostacji i jednocześnie stanowcze „nie” innym.

Chodzi tu nie tyle o sprawy finansowe – wywołane pod koniec ubiegłego roku bardzo niedobrym filmem Jerzego Morawskiego i niewiele lepszymi publikacjami prasowymi – ile o merytoryczny kształt nadany radiu przez jego dyrektora. A przede wszystkim o pytanie, czy miliony wiernych, które zawierzyły Radiu Maryja, są na pewno prowadzone przez ojca dyrektora w duchu całkowicie zgodnym z nauczaniem Kościoła katolickiego.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Więź” 2003, nr 2