Dwa lata temu poseł Andrzej Duda bronił wolności zgromadzeń tak, jak dziś bronią jej Sąd Najwyższy, RPO i organizacje społeczne.

2 grudnia Sejm przyjął nowelizację Prawa o zgromadzeniach, zaproponowaną przez posłów Prawa i Sprawiedliwości (ustawa). Ustawa zakłada między innymi, że w tym samym czasie i miejscu nie mogą się odbywać dwie demonstracje, a pierwszeństwo będzie miało wydarzenie organizowane przez władze publiczne, kościoły i związki wyznaniowe albo wydarzenie cykliczne (odbywające się co najmniej 4 razy w roku lub w święta państwowe).

Przewodniczący sejmowej komisji spraw wewnętrznych Arkadiusz Czartoryski argumentuje, że ustawa ma na celu uniemożliwienie ulicznej konfrontacji siłowej między uczestnikami jakichkolwiek demonstracji. Przekonuje, że „od wielu lat nie było ustawy, która by w tak wielkim stopniu poszerzała prawa obywateli do manifestowania”.

Innego zdania są Sąd Najwyższy (opinia SN), rzecznik praw obywatelskich (opinia RPO), opozycja i 146 organizacji społecznych, które do chwili publikacji tego tekstu podpisały się pod wspólnym stanowiskiem (dostępne tutaj). Piszą zgodnie, że ustawa odbiera Polakom zapisaną w konstytucji wolność zgromadzeń. Na marginesie wspomnijmy, że tego typu opinie jeszcze niedawno były publikowane na stronach Sejmu wraz z projektami ustaw. Dzięki temu każdy mógł w łatwy sposób wyrobić sobie zdanie o projektach w oparciu o merytoryczne argumenty pochodzące z instytucji, które mają autorytet i najwyższe kompetencje do wypowiadania się w danej sprawie. Ostatnio na Sejm.gov.pl tych opinii jest znacznie mniej (przy omawianej ustawie tylko jedna) – być może wynika to z ekspresowego tempa prac legislacyjnych.

Przeciwko nowemu Prawu o zgromadzeniach protestują organizacje i lewicowe, i prawicowe. „Wdrożenie ustawy autorstwa posłów Prawa i Sprawiedliwości oznaczałoby ograniczenie demokracji i byłoby poważnym krokiem ku rządom autorytarnym” – czytamy w komunikacie Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Odrzucenia ustawy domaga się Obóz Narodowo-Radykalny.

Czy polskie władze ograniczą wolność zgromadzeń? Dlaczego wszystko dzieje się tak szybko? Projekt wpłynął do Sejmu 15 listopada, pierwsze czytanie odbyło się 30 listopada, drugie – 1 grudnia, a następnego dnia posłowie uchwalili ustawę. 7 grudnia może ją rozpatrzyć Senat i już tego samego dnia mogłaby zostać podpisana przez prezydenta i zacząć obowiązywać.

Posłowie opozycji mówią, że ustawa jest procedowana w taki sposób, aby mogła wejść w życie przed 13 grudnia i umożliwić władzy zablokowanie manifestacji przeciw rządom PiS i przeciw Jarosławowi Kaczyńskiemu. Podobnie jak rok temu, tego dnia planowana jest bowiem pikieta przed domem prezesa PiS.

Poseł Czartoryski zapewnia, że ustawa nigdy nie będzie nadużywana w taki sposób, by uniemożliwić demonstracje przeciwko władzom, bo oznaczałoby to koniec demokracji. Przekonamy się o tym bardzo szybko.

Wcześniej zobaczymy jednak reakcje Senatu i prezydenta. Andrzej Duda powoływał się w weekend na swoje doświadczenie w walce o dobre Prawo o zgromadzeniach w poprzedniej kadencji Sejmu (obecny prezydent był posłem w latach 2011–14). Sejmowa baza danych wskazuje, że Duda 13 razy komentował kolejne zmiany w Prawie o zgromadzeniach, m.in. skrytykował projekt zgłoszony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, wprowadzający zakaz zasłaniania twarzy w czasie demonstracji. Dla Dudy oznaczało to łamanie obywatelskich praw i wolności (ustawy nie uchwalono).

– Każde okowy, każdy dodatkowy wymóg, który jest formułowany wokół możliwości gromadzenia się, jest ograniczeniem tej możliwości – mówił poseł Duda w styczniu 2014 r. – Od tego jest policja, żeby reagować w trakcie demonstracji na te wydarzenia, które stwarzają zagrożenie dla bezpieczeństwa i porządku publicznego. To siły prewencji są od tego, a nie ustawa, żeby stwarzać możliwość zakazywania zgromadzeń, demonstracji, czyli podstawowego prawa demokratycznego – dodawał.

W ostatni weekend prezydent powiedział w programie „Kawa na ławę” w TVN24, że prawo wolności zgromadzeń jest przede wszystkim prawem obywatelskim. Dopytywany przez Bogdana Rymanowskiego, czy w takim razie nie wyklucza zawetowania ustawy, prezydent odpowiedział, że „tak jak w każdym przypadku niczego nie wyklucza”. Jak dotąd podpisał jednak wszystkie ustawy przyjęte w parlamencie przez PiS, niezależnie od pory dnia i nocy oraz niezależnie od opinii o zgodności tych ustaw z konstytucją. Weto byłoby zatem niespodzianką i wyczekiwanym znakiem, że prezydent pamięta własne słowa i demokratyczne zasady.