I w Polsce, i na Ukrainie osoby od lat pracujące nad formułą pojednania naszych narodów zaczynają czuć się bezradne. Trudny dialog o przeszłości w każdej chwili może zostać przerwany.

Zbliża się 11 lipca – dzień uznawany przez historyków za apogeum rzezi wołyńskiej – i, jak co roku, rośnie napięcie na osi Warszawa-Kijów. Tyle że w tym roku emocje są jeszcze silniejsze.

Prawo i Sprawiedliwość – które od lat domagało się wprowadzenia do zwyczajowo przyjmowanej tego dnia przez Sejm uchwały słowa „ludobójstwo”  w – obecnie przygotowywanym projekcie idzie dalej. Składa hołd formacjom Armii Krajowej, Samoobrony Kresowej i Batalionów Chłopskich, które, często heroicznie, broniły polskich wsi przed ukraińskimi mordercami, nie wspomina jednak ani słowem, że tej obronie towarzyszył także odwet. Nie tylko na bezpośrednich sprawcach zbrodni, lecz także na ukraińskich kobietach i dzieciach. Takie postawienie sprawy z pewnością zmusi Kijów do przypominającej o tym odpowiedzi.

Jakby przewidując możliwość takiego rozwoju wydarzeń, w czerwcu byli prezydenci Ukrainy Leonid Kuczma i Wiktor Juszczenko skierowali do Polaków list, pod którym podpisali się hierarchowie kościelni i intelektualiści. Napisali w nim m.in.: „Zabijanie niewinnych ludzi nie ma usprawiedliwienia. Prosimy o wybaczenie za popełnione krzywdy – to nasz główny motyw. Prosimy o wybaczenie i tak samo wybaczamy krzywdy uczynione nam – to jedyne uczucia, które powinny być w każdym ukraińskim sercu pragnącym pokoju i porozumienia”. Przypomnieli, że prowadzona przez Moskwę wojna z Ukrainą jest zagrożeniem także dla Polski, a sojusz naszych państw ma kluczowe znaczenie dla całej Europy. W tym kontekście zaapelowali do polskich polityków o powstrzymanie się od przyjmowania deklaracji, które „rozdrapią rany” i zostaną wykorzystane przez Moskwę. Wezwali także do ustanowienia wspólnego dnia pamięci ofiar konfliktów polsko-ukraińskich.

Jeszcze za wcześnie na ustanowienie dnia pamięci ofiar konfliktów polsko-ukraińskich

Te dwa ostatnie postulaty wywołały, jak należało się spodziewać, burzę: internetowe portale kresowe uznały list za skandaliczny, wzywający rzekomo Polaków do czczenia pamięci UPA. Inni zobaczyli w nim przede wszystkim próbę politycznego szantażu. Nie sądzę, aby autorzy listu mieli złe intencje. Jestem przekonana, że pisali go w dobrej wierze. Popełnili jednak błąd, a właściwie dwa. Apel o umiar w doborze słów w przyjmowanych przez polski parlament uchwałach lub w wypowiedziach polskich polityków był niepotrzebny i politycznie szkodliwy. Wezwanie do ustanowienia wspólnego dnia pamięci – zdecydowanie przedwczesne. Przede wszystkim dlatego, że tragedia Wołynia jest na Ukrainie – zwłaszcza centralnej i wschodniej – właściwie nieznana, a Ukraińcy dopiero tworzą swoją współczesną tożsamość. Wcale nie wiadomo, kto ostatecznie zajmie centralne miejsce w panteonie ukraińskich bohaterów narodowych: UPA i Bandera (znani przede wszystkim na zachodzie kraju) czy Niebiańska Sotnia, Cyborgi z Doniecka i Nadia Sawczenko, która zresztą także prosiła Polaków o wybaczenie.

Te dwa wątki umożliwiły polskim politykom odczytanie listu w sposób wyłącznie polityczny. Przykładem jest List do Ukraińców podpisany przez 200 posłów PiS, w którym słowa „przebaczamy i prosimy o wybaczenie” w ogóle się nie pojawiły. Skrytykowano natomiast politykę historyczną Ukrainy i oświadczono, że „ani na poziomie rządowym, ani samorządowym” Polacy nie upamiętniają ludzi, który „mają na rękach krew niewinnych cywilów”. Ta ostatnia uwaga – w kontekście czczenia WSZYSTKICH „żołnierzy wyklętych” i niedawnej bezwarunkowej rehabilitacji NSZ – budzi zdziwienie.

Właśnie w takim duchu na list PiS odpowiedział prezes ukraińskiego IPN Wołodymyr Wiatrowycz. Napisał on, że należy pozostawić Ukraińcom interpretację własnej historii i pogodzić się z faktem, że zawsze bohaterowie i ofiary jednego narodu dla drugiego będą mordercami. Zaczęła się – niepotrzebna i szkodliwa dla obu stron – licytacja ofiar…

I w Polsce, i na Ukrainie ludzie od lat pracujący nad wypracowaniem formuły rzeczywistego pojednania naszych narodów zaczynają czuć się bezradni. W każdej chwili trudny dialog o przeszłości – konieczny dla współpracy obu narodów, potrzebnej dzisiaj jak powietrze – może zostać przerwany, co otwiera drzwi resentymentom, uprzedzeniom i nacjonalizmom. Tak jak w niedzielę w Przemyślu, gdzie po raz pierwszy w wolnej Polsce kibole i Młodzież Wszechpolska zaatakowali procesję Ukraińców i towarzyszących im Polaków udających się na groby strzelców siczowych. Czyli żołnierzy Petlury, który ramię w ramię z Piłsudskim walczyli z bolszewikami.

W tym kontekście komunikat Prezydium Konferencji Episkopatu Polski z 24 czerwca ma szczególną wymowę. „Wzajemne przebaczenie między narodami polskim i ukraińskim jest szczególnym wymogiem religijnym i moralnym, jaki staje przed nami w przeżywanym obecnie Nadzwyczajnym Jubileuszu Miłosierdzia. […] Przebaczenie chrześcijańskie nie jest jednocześnie banalizacją zbrodni, nie oznacza usprawiedliwienia win i zapomnienia, jest jednak bardzo ważne zarówno ze względów moralnych, jak i – w przypadku stosunków z sąsiednimi narodami – ze względu na przyjazne współżycie przyszłych pokoleń, które nie ponoszą odpowiedzialności za czyny przodków” – piszą biskupi. I przypominają przesłanie  Jana Pawła II skierowane do Polaków i Ukraińców w 60. rocznicę Wołynia: „Skoro Bóg przebaczył nam w Chrystusie, trzeba, aby wierzący umieli przebaczać sobie nawzajem doznane krzywdy i prosić o wybaczenie własnych uchybień, i w ten sposób przyczyniać się do budowania świata, w którym respektuje się życie, sprawiedliwość, zgodę i pokój”.

Polscy politycy, także ci ostentacyjnie manifestujący swój katolicyzm, zdają się nie potrzebować ani ducha takich komunikatów, ani języka, w jakim zostały sformułowane. Wolą język Kalego. Przesłanie Kościoła traktuje się w tych kręgach niesłychanie wybiórczo. Ale nie mogą uchylać się od przyjęcia tych słów, zwłaszcza słów „naszego papieża” – także tych o różnicy między patriotyzmem a nacjonalizmem – polscy kapłani i polscy wierni.

Mamy prawo upominania się o prawdę o czynach sąsiadów i obowiązek pamiętania o własnych. I mamy tysiąc powodów, żeby wspólnie z Ukraińcami budować świat, „w którym respektuje się życie, sprawiedliwość, zgodę i pokój”.