Rząd zaproponował przekazanie ABW uprawnień, które uczynią z niej organizację działającą w zasadzie poza wszelką społeczną kontrolą.

Sejm zaczyna dziś prace nad tak zwaną ustawą antyterrorystyczną. Będzie wprowadzona szybko z powodu dwóch lipcowych wydarzeń, które – tego nie można wykluczyć – zwrócą uwagę terrorystów: szczytu NATO w Warszawie i Światowych Dni Młodzieży w Krakowie.

Sformułowania „tak zwana ustawa” używam świadomie, gdyż jej zapisy służą raczej zwiększeniu kontroli własnych obywateli i przebywających na terytorium Polski cudzoziemców niż rzeczywistej walce z terroryzmem. Zwracało na to już uwagę wielu komentatorów, także prawników i specjalistów.

Rola przewidziana dla sądów ma raczej charakter kosmetyczny

ABW od pięciu lat dysponuje centrum antyterrorystycznym (CAT), a ustawy o ABW i Agencji Wywiadu z 2002 roku wyposażyły obie instytucje w instrumenty niezbędne do przeciwdziałania zagrożeniom terrorystycznym. Przyjęta niedawno ustawa „inwigilacyjna” dodała nowe uprawnienia wszystkim służbom (w tym policji). To prawda, w ciągu ostatnich lat zmieniła się skala zagrożenia i rodzaje środków używanych przez terrorystów. Być może należało zatem pomyśleć o dostosowaniu obowiązujących przepisów do nowych wyzwań i zagrożeń i przyjęciu rozwiązań umożliwiających lepszą koordynację współpracy służb. W zamian rząd zaproponował przekazanie ABW uprawnień, które uczynią z niej organizację działającą w zasadzie poza wszelką społeczną kontrolą.

Rola przewidziana dla niezawisłych wciąż sądów ma raczej charakter kosmetyczny – sąd powinien wprawdzie w ciągu 5 dni wydać zgodę na kontynuację aresztu po przekroczeniu (wprowadzonego ustawą) 14-dniowego aresztowania, ale może nie uzyskać zgody na wgląd do uzasadniających je dowodów „operacyjnych”. Tym bardziej nie pozna ich sam zatrzymany ani jego adwokat.

To ABW zdecyduje teraz o blokowaniu stron internetowych na 30 dni „ze względu na podejrzenie o możliwości zagrożenia”, a potem blokadę może przedłużyć o kolejny miesiąc. Twórcy ustawy powołują się w tym przypadku na podobne przykłady z państw Unii Europejskiej. To prawda, podobnie jest w Wielkiej Brytanii, tyle że przepisy dotyczą wyłącznie stron z dziecięcą pornografią. Osobom, które zostaną wpisane do wykazu terrorystów i potencjalnie stanowiących zagrożenie będzie można, bez decyzji sądu przejrzeć konta w bankach, urzędach skarbowych, funduszach inwestycyjnych i w ZUS-ie. Sprawdzić PIT-y, historie kredytowe i hipoteki.

Wprowadzenie III i IV stopnia zagrożenia – ze względu na możliwy atak terrorystyczny, lecz także dla zapewnienia porządku i bezpieczeństwa publicznego – pozwoli zakazać zgromadzeń i imprez masowych, a także, gdyby uznano, że policja sama sobie nie poradzi, wezwać na pomoc wojsko.

Podobnie interesujące są zapisy art. 8 ustawy dotyczące obywateli państw trzecich (w tym Unii) przebywających czasowo bądź legalnie mieszkających i pracujących w Polsce. Jeśli zdaniem ABW stanowią lub mogą stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa, można im będzie na przykład (oczywiście bez zgody sądu) założyć podsłuch, kontrolować ich korespondencję, rachunki bankowe i prowadzić szereg czynności operacyjnych. Procedurę można przedłużyć na kolejny miesiąc.

Inwigilacja cudzoziemców, której w ustawie poświęcono dużo miejsca, w zasadzie nie powinna dziwić w kontekście oficjalnej narracji o narastającej w wielu państwach świata wrogości wobec Polski. Zastanawia raczej autopoprawka rządu do wcześniejszego projektu – za stwarzające zagrożenie terrorystyczne mogą obecnie zostać uznane przestępstwa, dla których Kodeks karny przewiduje karę powyżej trzech lat więzienia (w pierwotnym projekcie pięciu). Jeżeli więc ktoś na przykład obrazi urzędującego prezydenta na forum internetowym i zaproponuje zwołanie manifestacji pod pałacem, może zostać uznany za potencjalnego terrorystę.

W ustawie, która stara się wyczerpująco opisać i zdefiniować wszystkie możliwe warianty rozwoju sytuacji (na przykład różne rodzaje postępowania wobec terrorystów i podejrzanych, którzy pójdą na współpracę z ABW), brakuje jednak co najmniej jednego artykułu. Nie ma w niej mianowicie ani słowa o jakimkolwiek współdziałaniu w walce z terroryzmem z partnerami z zagranicy. Kwestie te są oczywiście opisane w przepisach regulujących działalność innych służb, w tej jednak ustawie, jak rozumiem najważniejszej, nie ma o tym ani słowa. I dlatego właśnie użyłam na początku tekstu sformułowania „tak zwana”.