Czytam „Miłosierdzie to imię Boga”, czyli rozmowę z papieżem Franciszkiem, którą przeprowadził znany watykanista Andrea Tornielli. Została przetłumaczona na wiele języków, w Polsce wydał ją „Znak”.

Franciszek mówi: „Bóg nas oczekuje, czeka, aż pokażemy Mu choć ten maleńki prześwit, by mógł w nas działać swoim przebaczeniem (…). Często powtarzam, że przestrzenią, w której dochodzi do spotkania z miłosierdziem Jezusa, jest mój grzech. (…) Chodzi również o to, że istotny jest gest. Sam fakt, że ktoś idzie do konfesjonału, wskazuje, że mamy już jakiś początek żalu, choćby nawet nieuświadomionego. (…) To, że tam jest, może świadczyć o pragnieniu zmiany. Słowo jest ważne, wyraża gest. Ale sam gest jest również ważny: czasem więcej może znaczyć (…) niż wielomówstwo kogoś, kto opisuje swój żal”. Nie wspominając już o wielomówstwie spowiednika.

W innym miejscu książki Franciszek o wizji Kościoła: „Kościół nie jest na świecie po to, by potępiać, lecz by pozwolić na spotkanie z ta przenikającą do trzewi miłością, jaką jest miłosierdzie. Aby mogło to się zdarzyć – co często powtarzam – trzeba wyjść. Wyjść z kościołów i z parafii, wyjść i pójść szukać ludzi tam, gdzie żyją, gdzie cierpią, gdzie mają nadzieję. Szpital polowy, ten obraz, za pomocą którego lubię opisywać ów «Kościół wychodzący», charakteryzuje się tym, że zakładany jest tam, gdzie toczy się walka: nie ma stałej struktury, nie jest wyposażony we wszystko, jak miejsce, gdzie udajemy się, by leczyć i drobne i poważne dolegliwości. Jest przenośny, ma zapewniać pierwszą pomoc (…)”.

Kościół wychodzący, Kościół przenośny. Ale żeby wyjść, trzeba szeroko otworzyć wrota Kościoła. Tak więc istnieje tylko Kościół otwarty. To, co nazywamy „zamkniętym”, nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem.

Franciszek mówi zatem o Kościele otwartym, czyli wychodzącym, albo jeszcze inne określenie papieskie: o „przenośnym”, i najbardziej szokujące dla wielu: „który nie ma stałej struktury”. Przenośny, czyli trwający we mnie. Struktury instytucjonalne są ważne, papież ich nie neguje, ale nie będą one miały żadnego znaczenia, jeśli Kościoła Chrystusa nie będzie w nas. Kościół otwarty, wychodzący, tak jakby nie było tych struktur widzialnych, a tylko te przenośne, w nas. Polecam wszystkim tę książkę, jest o czym porozmawiać i pomyśleć.