Czy miałeś, drogi Czytelniku, kiedykolwiek okazję głęboko rozmawiać o swoich słabościach i grzechach z doświadczonym księdzem, który świetnie zna i Boga, i życie – i właśnie dlatego pełen jest wobec ciebie dobroci i życzliwości? Jeśli nie, to weź do ręki najnowszą książkową rozmowę z papieżem Franciszkiem „Miłosierdzie to imię Boga” – a odkryjesz takie właśnie miłosierne oblicze Boga i Kościoła.

Nowa publikacja – zapis rozmowy przeprowadzonej przez Andreę Torniellego – nie ma wielkich ambicji intelektualnych; ma za to olbrzymi potencjał duchowy i duszpasterski. Ludzie znający nauczanie Franciszka nie znajdą tu rzeczy odkrywczych. Wiadomo przecież, że o tym papieżu nie da się myśleć w oderwaniu od idei miłosierdzia Boga. Pisał o tym choćby kard. Walter Kasper w książce o papieskiej rewolucji czułości i miłości. Żadną miarą nie można jednak postawić zarzutu, że papież się powtarza.

Ta książka ma bowiem z założenia próbować trafić do jak najszerszego grona czytelników. Dlatego pojawia się równocześnie na rynkach książkowych w 86 krajach. Tak duża skoordynowana operacja wydawnicza to przykład mądrej strategii Watykanu mającej rozgłaszać ideę Roku Miłosierdzia. Chodzi tu przede wszystkim o zaciekawienie i być może duchowe poruszenie tych, którzy nigdy nie doświadczyli „Boga, który przytula”, o zachęcenie ich, by krytycznie spojrzeli na własne życie, uznali własną grzeszność i doświadczyli darmowego miłosierdzia Boga.

Rozmowa ta jest także wielkim apelem papieża do Kościoła: aby był jak najbliżej człowieka; aby zrozumiał, że jego „powołaniem jest rozdawać miłosierdzie Boga”; aby współcześni „uczeni w Prawie” odkryli logikę Boga szukającego zagubionych. Jak do tych osób trafiać? „Ludzie szukają przede wszystkim kogoś, kto ich wysłucha” – mówi papież. „Kogoś gotowego poświęcić swój czas, by wysłuchać ich dramatów i trudności. Ja nazywam to «apostolstwem ucha», które jest ważne, bardzo ważne”.

Ta niewielka publikacja wydaje mi się też istotnym elementem wielkiego Franciszkowego wysiłku na rzecz odrodzenia spowiedzi. Papież wielokrotnie mówi tu o sakramencie pojednania, który zna przecież z obu stron konfesjonału. Jest, jak każdy człowiek i każdy papież, grzesznikiem, ale jest pierwszym papieżem, który spowiadał się publicznie, w bazylice św. Piotra. Jaki był/jest jako spowiednik? Sam odpowiada: „nawet jeśli napotykałem czasem zamknięte drzwi, zawsze szukałem choćby szczeliny, prześwitu, by móc je otworzyć i ofiarować przebaczenie, miłosierdzie”.

Wielokrotnie powtarzają się w książce te słowa o „choćby szczelinie” czy „maleńkim prześwicie” lub „wąskim przesmyku”, przez który Bóg chce przedostać się do człowieka ze swym miłosierdziem. Andrea Tornielli wyznaje w przedmowie, że w pewnym miejscu próbował nawet osłabić myśl Franciszka. Gdy papież mówił o Bogu gotowym przyjąć każdego, „jeśli tylko wykonamy maleńki krok” w Jego stronę, watykanista tu właśnie chciał postawić kropkę. Bergoglio upomniał się jednak w autoryzacji o wypowiedziany przez siebie dalszy ciąg zdania: „…lub odczujemy przynajmniej pragnienie zrobienia tego kroku”. Tak właśnie Franciszek od Miłosierdzia Bożego odczytuje przypowieść o synu marnotrawnym. „Sam fakt, że ktoś idzie do konfesjonału, wskazuje, że mamy już jakiś początek żalu, choćby nawet nieuświadomionego”.

Książka dość nagle się urywa. Wątek uczynków miłosierdzia jest zauważalnie niedokończony. Papież zachęca do ich przemyślenia i praktykowania, a – gdy to konieczne – do ich lepszego „przetłumaczenia” na aktualne problemy. Wyraźnie Tornielli nie miał już okazji do nagrania dodatkowej rozmowy. Można to uznać za wspominaną w książce „szczęśliwą winę” (papież w rozmowie kilkakrotnie powtarza myśl, że grzech ostatecznie może okazać się źródłem błogosławieństwa, jeśli pozwala grzesznikowi otworzyć się na miłosierdzie Boga). Chyba właśnie dzięki tej słabości zakończenia książki wydawcy postanowili uzupełnić rozmowę papieża z włoskim dziennikarzem o pełen tekst pięknej bulli Franciszka Misericordiae vultus, ogłaszającej Jubileuszowy Rok Miłosierdzia. Tym samym poruszająca treść papieskiego dokumentu może trafić do czytelników, którzy inaczej nie wzięliby tego typu tekstu do ręki.

A jeśli ktoś chce kontynuować rozważania nad uczynkami miłosierdzia – zapraszam do śledzenia cyklu „k(Rok) Miłosierdzia” prowadzonego przez Laboratorium „Więzi” i portal Deon.pl. W każdą środę – aż do czerwca – publikujemy teksty o kolejnych uczynkach miłosierdzia względem ciała i względem duszy, pomagające je zrozumieć i praktycznie realizować. Oczekując do Kościoła, aby był miłosierny – zaczynajmy od samych siebie. I w ten sposób zarażajmy świat Bożym miłosierdziem.

Książkę „Miłosierdzie to imię Boga” wydało w języku polskim Wydawnictwo Znak.